[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Zakup auta: czy warto zapłacić więcej za opcje z kołem zapasowym

Przymierzam się do zakupu auta. Interesujący mnie model nie ma koła zapasowego tylko zestaw naprawczy. „Zapas” oferowany jest w opcji. Warto dopłacić?

Test Peugeota 207 1.6 Sporty Teraz pełnowymiarowe koło zapasowe znajduje się w bagażniku.

Wszystko zależy od sposobu eksploatacji samochodu. Jeśli jeździ Pan po drogach o dobrej nawierzchni lub w mieście zestaw naprawczy powinien w zupełności wystarczyć. Co prawda będzie dobry tylko na jedną przyczynę uszkodzenia opon, za to najczęstszą – przebicie bieżnika gwoździem. Zestaw jest mniejszy i lżejszy niż koło zapasowe, które razem z kompletem narzędzi (klucz oraz lewarek) waży ok. 20 kg. Pozornie nie jest to duży ciężar, jednak wożony przez tysiące kilometrów spowoduje wyższe zużycie paliwa, czyli wyższe koszty. Użycie zestawu naprawczego polega na napompowaniu opony, wtryśnięciu do niej pianki i uzupełnieniu ciśnienia (kompresor jest w zestawie). Po naprawie można przejechać od 50 do 100 km. Tradycyjne koło zapasowe daje więcej pewności, bo auta nie uziemi rozcięta na krawężniku opona czy obręcz uszkodzona w dziurze w jezdni. Jeśli koło jest pełnowymiarowe, można kontynuować podróż z dowolną prędkością. W ostatnim roku, spośród pięciu testowanych przez nas w sumie na dystansie 250 tys. km aut, tylko raz mieliśmy problem z przebitą oponą. Wtedy koło zapasowe się przydało. Warto rozważyć wszystkie za i przeciw jeszcze przed kupnem auta, bo koło kupowane później jest droższe.

REKLAMA

Michał Hutyra, redaktor „auto motor i sport”

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij