Aston Martin V12 Vantage: Spełniona obietnica - TEST

Elegancki, ascetyczny, mocny i szybki – Aston Martin V12 Vantage z 700-konnym silnikiem pod maską zapewnia frajdę z jazdy, jakiej nie dają samochody całkowicie owładnięte elektroniką.

Aston Martin V12 Vantage Fot. Arturo Rivas
Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 839 580 PLN
Dostępne nadwozia: coupe-2
SPRAWDŹ OFERTY

Możesz rozsiąść się w klubowym skórzanym fotelu ze szklaneczką whisky i dumać nad efektowym początkiem tekstu albo zarządzić redakcyjną burzę mózgów. Wystarczy jednak, że wciśniesz szklany przycisk startera na konsoli środkowej Vantage’a, a wszelkie rozważania tracą znaczenie. Można powiedzieć, że ulatniają się gdzieś przez końcówki wydechu z cienkiej milimetrowej stali szlachetnej. A trzeba wiedzieć, że ten Aston ma solidny oddech. Tym bardziej teraz, gdy ostatni model tej generacji odchodzi w przeszłość, a nowy pojawi się już w wersji elektrycznej.
Zacznijmy więc od początku. Wolni od pokus, bo wszystkie egzemplarze ekstremalnego Astona Martina V12 Vantage i tak już sprzedano. Ledwo rozpoczęto zapisy na 333 sztuki tego modelu, zaraz je zakończono. Ale przy cenie ocierającej się o 300 000 euro i tak niewiele to dla nas zmienia. Nawet lepiej, bo możemy sobie oszczędzić studiowania 10-stronicowego cennika.

Aston Martin V12 Vantage - Spokojny początek

Vantage z wyostrzonym układem kierowniczym stale węszy, poszukując zakrętów. nie szczędzi przy tym kierowcy wiedzy o przyczepności kół

Zamiast tego gaz i w drogę. Dwumiejscowe auto rusza z miejsca, poszczekując wydechem. Toczy się leniwie w spokojnym rytmie obrotów silnika. V12 biturbo chce najpierw rozgrzać 11 litrów oleju krążącego w jego trzewiach i pobudzić do pracy 8-stopniową automatyczną skrzynię biegów firmy ZF. Przy czym już od startu silnik i przekładnia pracują łagodnie i płynnie. V12 z rzędami cylindrów rozwartymi względem siebie pod kątem 60 stopni gra przy tym własną melodię – zamiast głębokiego bulgotu jak w silniku V8 czy dźwięków o wysokiej częstotliwości jak w V10, tu słychać raczej mieszaninę solidnych basów i soczystych tonów o średniej częstotliwości. W każdym razie brzmienie jest nietypowe, można powiedzieć, że ekskluzywne.
Jedziemy spokojnie ulicami miasta w kierunku drogi wyjazdowej. Skrzynia automatyczna utrzymuje niskie obroty silnika, mimo to puls mamy wysoki – z obawy, że delikatne 21-calowe obręcze kół zaraz potkną się na jakiejś nierówności. A ból jest wtedy taki, jak w czasie leczenia kanałowego zęba z nieskutecznym znieczuleniem – w chwili, gdy wiertło dojdzie do samego spodu. Tym razem jednak nic złego się nie dzieje ani kołom, ani „karbonowym” spliterowi, spojlerowi czy dyfuzorowi. A to właśnie one odróżniają tego Astona od jego braci.

Aston Martin V12 VantageFot. Arturo Rivas
Podczas jazdy z maksymalną prędkością wielki spojler zwiększa siłę docisku do podłoża o 204 kg. I nawet zgrabnie wygląda
Aston Martin V12 VantageFot. Arturo Rivas
Na 21-calowe koła z lekkich stopów założono opony Sport 4S Michelina, w tle tarcze hamulcowe w rozmiarze 410 mm z przodu i 360 mm z tyłu
Aston Martin V12 VantageFot. Arturo Rivas
Mocno przesunięty do tyłu silnik V12 o pojemności 5,2 l osiąga moc 700 KM i moment obrotowy 753 Nm, do pary ma 8-stopniową przekładnię automatyczną


Znawcy marki doskonale wiedzą, że mamy do czynienia z najmocniejszym Vantage’em, w rodzinie Brytyjczyków tylko DBS i DBX 707 mają wyższą moc. V12 biturbo w modelu DBS wytwarza 725 KM, a V8 w mega-DBX 707 KM. Jakiś problem? Ani trochę. Dysponując mocą 700 KM i momentem obrotowym o wartości 753 Nm, 5,2-litrowy silnik posyła wystarczająco dużo siły napędowej do tylnych kół z oponami o szerokości 315 mm i niskim boku, chowających się w poszerzonych o 40 mm nadkolach. To z kolei tłumaczy, dlaczego lusterka zewnętrzne tak bardzo odstają od karoserii. Pierwszy kawałek autostrady pokazuje ponadto, ile warta jest obietnica, jaką niesie ze sobą ekstremalna technika tego modelu, dzięki której ma się on rozpędzać do 322 km/h (200 mil na godzinę). I owszem, rozpędza się do 322 km/h. Według prędkościomierza.

Aston Martin V12 VantageFot. Arturo Rivas

Silnik ani myśli utrzymywać stały moment obrotowy, zmusza kierowcę do aktywnej jazdy

Czy mamy jakieś wątpliwości? Broń Boże. Nie mamy ich ani w stosunku do przyspieszenia, ani opóźnienia, które Aston uzyskuje dzięki hamulcom z tarczami ceramicznymi. Energię ruchu zamieniają w ciepło 410-milimetrowe tarcze hamulcowe z przodu i 360-milimetrowe przy tylnych kołach. Pedał jest przy tym bardzo twardy, ale z niezwykłym wyczuciem dozuje siłę hamowania. Również pod tym względem Vantage pochodzący ze świata tradycyjnej techniki może jeszcze raz pokazać, na co go stać. Tak precyzyjnie jak zastosowany w nim konwencjonalny układ hamulcowy nie reaguje dotąd żaden układ, w którym tradycyjny sposób działania symuluje elektronika. Gorzej z przyspieszeniem – nawet jeśli ekstremalny Aston pod względem sprintu do setki próbuje dorównać niejednemu elektrykowi. Na przykład Mercedesowi-AMG EQS, w którym siedzący z tyłu pasażerowie wtulają głowy w miękkie zagłówki, podczas gdy w Astonie uderzają w twardą skorupę kubełkowego fotela z włókna węglowego – przesuwanego w przód za pomocą uchwytu w formie pętli i wyposażonego w elektrycznie regulowane oparcie. W zasadzie aż szkoda na nich siadać, bo są jak „karbonowe” dzieła sztuki pokryte różnymi rodzajami tapicerki rozpiętej na starannie dopasowanych poduszkach. Wyglądają tak, że mogłyby stać w domu w salonie. Nie pozwalają wychylać się ciału na boki i na dodatek są o 7,3 kg lżejsze od konwencjonalnych foteli. Na marginesie: osobom szerszym tu i ówdzie może być w nich ciasno. Kłopot mogą mieć też niewygimnastykowani, gdy będą próbowali przecisnąć się między wystającymi wysoko boczkami „kubła” a niskim dachem Vantage’a. A wszystko po to, by jeszcze raz mogli poczuć urok starego „analogowego” świata – bez natłoku ekranów i nieskończonej głębi komputerowego menu. Kto ma ochotę ponaciskać palcem ekran, może, ale to bezcelowe, bo nie reaguje na dotyk. Vantage wyposażony w, powiedzmy, sprawdzony system multimedialny minionej generacji, stawia na tradycyjne przyciski i obsługę za pomocą kontrolera. Coś dla tych, którzy grają raczej na fortepianie niż smartfonie.

Aston Martin V12 VantageFot. Arturo Rivas
Pozycja za kierownicą jest odpowiednia do charakteru auta,  w klasycznym wnętrzu nie żałowano skóry ani alcantary
Aston Martin V12 VantageFot. Arturo Rivas
Automatyczną skrzynię biegów obsługuje się przyciskami. Tradycyjne przyciski i pokrętła służą też do uruchamiania wielu funkcji
Aston Martin V12 VantageFot. Arturo Rivas
Fotele z włókna węglowego są lżejsze od tradycyjnych o 7,3 kg i znakomicie przytrzymują ciało w zakrętach


Tym bardziej przykro byłoby zamknąć Vantage’a w garażu jakiegoś kolekcjonera aut. Samochód aż prosi się, żeby nim jeździć, żeby poszaleć na krętych drogach. Tym bardziej że, mając wyostrzony układ kierowniczy, Vantage w tej wersji ze szczególnym upodobaniem zalicza zakręty, wciąż węsząc w poszukiwaniu następnego i jeszcze jednego. I nie szczędzi kierowcy wiedzy o tym, co się dzieje na styku kół i asfaltu. Tak jest cały czas. Między innymi za sprawą nowych amortyzatorów o zmiennej sile tłumienia nierówności, znacznie twardszych sprężyn, zmodyfikowanych stabilizatorów (z tyłu miękkich bardziej niż dotychczas, co nie zmienia faktu, że auto prawie zupełnie nie przechyla się na boki) i dzięki ogólnie większej sztywności nadwozia. Wszystko to kierowca czuje fizycznie, tak samo zresztą jak działanie blokady mechanizmu różnicowego tylnej osi, większy rozstaw kół czy opony Sport 4S Michelina. Równie mocno doświadcza też efektów zastosowania elementów aerodynamicznych, jak splitter, spojler i dyfuzor, które podczas jazdy z maksymalną prędkością o ponad 200 kg zwiększają docisk do podłoża.

Aston Martin V12 VantageFot. Arturo Rivas

Aston Martin V12 Vantage - W jedności siła

W takim sportowym samochodzie jak Vantage, który wymaga pełnego zaangażowania kierowcy w prowadzenie, ma to sens. V-dwunastka Astona ani myśli utrzymywać stały moment obrotowy, zmusza do korzystania z jego pełnej charakterystyki i ze strategii przyjętej przez przekładnię automatyczną. Albo domaga się precyzyjnego załączania biegów za pomocą dobrze trzymających się dłoni łopatek z włókna węglowego, które znajdują się przy kierownicy. Wymaga to pewnego ćwiczenia, ale po chwili kierowca, zmieniając przełożenie, jest już w stanie wkalkulować minimalną zwłokę w dopływie mocy, trafiać we właściwy moment, zaczyna ufać, że szeroko rozstawione tylne koła zapewnią autu stabilność i że przód Vantage’a nie dopuści do podsterowności, sam zaś kierowca przeczesuje wzrokiem drogę, wypatrując nierówności, które mogłyby wybić samochód z idealnej linii przejazdu w zakręcie. To się nazywa aktywna jazda. I właśnie ona zapewnia świadomemu kierowcy pierwotną, „analogową” przyjemność. I gdy wszystko jest jak trzeba, oczy, ręce i stopy tworzą jedność z samochodem, jego otoczeniem i z prędkością. Tak spełnia się obietnica.

 

Dane producenta ASTON MARTIN V12 VANTAGE
Cena 299 500 euro w Niemczech
SILNIK I PRZENIESIENIE NAPĘDU
Rodzaj silnika benzynowy, V12 turbo
Pojemność skokowa 5204  cm3
Moc maksymalna
przy obrotach
700 KM
6500/min
Maksymalny moment obrotowy
przy obrotach
753 Nm
5000/min
Rodzaj napędu na tylne koła
Skrzynia biegów 8-biegowa przekładnia automatyczna
OSIĄGI
0–100 km/h 3,5 s
Prędkość maksymalna 322 km/h
ZUŻYCIE PALIWA
Średnie (WLTP) 13,5 l/100 km
Emisja CO2 (WLTP)
b.d.
NADWOZIE
3-drzwiowe, 2-miejscowe coupé, długość x szerokość x wysokość 4514 x 1962 x 1274 mm, rozstaw osi 2705 mm, masa własna 1795 kg, pojemność bagażnika 346 l, pojemność zbiornika paliwa 73 l.
Zobacz także:
Zobacz również:
REKLAMA