[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
1.7

Auta klasyczne i elektryczne - w stylu retro i elektro

Garbus czy ogórek, owszem, mają swój urok, ale ich silniki mogą czasami przyprawić o ból głowy. Dlatego pomysł przerobienia starych Volkswagenów na auta elektryczne wydaje się całkiem sensowny. Pojechaliśmy zobaczyć, jak to robią w Ameryce.

Fot. Dani Heyne
Fot. Dani Heyne Fot. Dani Heyne

Nowe życie oldtimerów

Stare Porsche i Volkswageny to najprostsze auta do przeróbek na samochody elektryczne. W Kalifornii jest takich oldtimerów całkiem sporo, więc firmie Zelectric zleceń nie zabraknie. Jednostka elektryczna w miejscu 6-cylindrowego, chłodzonego powietrzem boksera Porsche wygląda jak nie z tej ziemi

Jedni nazywają to rewolucją, inni update’em oldtimera. Jedno i drugie określenie cieszy Davida Bernardo – samozwańczego retrofuturystę. Kto to taki? Potem wyjaśnimy. Teraz wsiadamy do wymuskanego VW T1 i jedziemy za Davidem, który w lśniącym czystością Garbusie prowadzi nas nad Pacyfik.

Rzecz dzieje się w Oceanside, na północ od San Diego. Trawniki przycinają tu chyba codziennie, krawężniki zamiatają co godzinę. Mieszkańcy wyprowadzają ukochane pieski, z plaży wracją surferzy. Idylla, jak w filmach o cudownym życiu w Kalifornii.

Zobacz także: przyszłe, elektryczne modele Skody

„Kluczyk przekręcasz w lewo, i ostrożnie naciskasz gaz” – instruuje mnie David, przerywając te rozmyślania. Potem wyprzedza mnie Garbusem i przez otwarte okno pokazuje ręką kierunek, w którym mamy jechać. Wait a minute: stary Garbus nawet nie zakaszlał, gdy David przekręcił kluczyk. Ogórek też zresztą nie wydaje żadnych dźwięków, a mimo to po lekkim wciśnięciu gazu obydwa jadą do przodu. Upiorne.

REKLAMA

REKLAMA

Fot. Dani Heyne

Ale w jakiś dziwny sposób fajne. Bo chociaż trochę brakuje nam terkotania boksera, to jednak bus Volkswagena sunie po asfalcie, wykazując temperament, o który byśmy go nie posądzali. Jeśli trzeba, stary VW rozpędza się do 80 mil na godzinę. Kto podróżował Ogórkiem pierwszej generacji, zdziwi się, że prawy pedał zna jednak więcej niż tylko dwa położenia.

Na pierwszych światłach David zerka w lusterko Garbusa. Bawi go obserwowanie reakcji ludzi siedzących pierwszy raz za kierownicą auta, któremu zafundował elektryczny silnik.
Jesteśmy nad morzem. Siadamy na ławce przy plaży i David snuje opowieść o tym, jak rzucił pracę dyrektora kreatywnego w jednej z firm w Dolinie Krzemowej i poświęcił się realizacji marzeń. Marzeń z Garbusem i Ogórkiem, samochodami jego młodości, w roli głównej. Jeden i drugi były tu kiedyś autami hippisów i demonstrowały sprzeciw wobec wielkiego biznesu. Właśnie w takich samochodach David chce montować silniki elektryczne i to nie tylko po to, żeby ratować planetę. Jest świadomy, że prąd do napędu tych aut też musi się skądś brać, a nawet w Kalifornii nie wystarczy słońca i wiatru, by wyprodukować go dostatecznie dużo. Na zmniejszenie emisji trucizn do atmosfery więc nie liczy.

Fot. Dani Heyne Fot. Dani Heyne Fot. Dani Heyne
Silniki elektryczne są produkowane na miejscu w Kalifornii. Moc zależy od życzenia klienta Wszystko, co ma chłodzoną powietrzem i montowaną z tyłu jednostkę Zalectric może przerobić na auto elektryczne
– za jedyne 50 000 dolarów
Z zewnątrz to, że wiekowe auto ma napęd elektryczny widać tylko po szczegółach – np. nowym „wlewie” paliwa

Davidowi bardziej chodzi o same samochody – oldtimery, które zwykle stoją w garażach i tylko sporadycznie wyjeżdżają na przejażdżki. W tym czasie z silników takich aut tu i ówdzie kapie olej, skroplona para wodna z dawno zatankowanej benzyny zatyka kanaliki w gaźniku, przestaje działać elektromagnetyczny włącznik rozrusznika. Typowe przypadłości, których David chciałby się raz na zawsze pozbyć. A przy okazji zadbać o swój budżet, po to kilka lat temu założył firmę Zelectric.
Razem z kilkoma specjalistami wyposaża w napęd elektryczny głównie VW Busy, Garbusy i stare modele Porsche. Wystarczy tylko podstawić Davidowi na podwórko swojego oldtimera i przelać na konto firmy od 50 000 dolarów wzwyż, a już po mniej więcej miesiącu dostanie się z powrotem staruszka z zupełnie nowym sercem.

REKLAMA

Fot. Dani Heyne
Czasami trochę brakuje terkotania starego boksera, ale temperament silnika elektrycznego z nawiązką to wynagradza

Z tyłu auta montuje się elektryczny silnik o mocy co najmniej 65 kW. 37 litowo-jonowych akumulatorów marki Tesla, magazynujących łącznie 22 kWh energii, umieszcza się w różnych miejscach, zależnie od modelu auta. Zapewniają zasięg około 100 mil, a „tankowanie” z gniazdka elektrycznego trwa około 10-12 godzin.

Fot. Dani Heyne
David Bernardo – założyciel i właściciel firmy Zelectric – lubi obserwować reakcję tych, którzy pierwszy raz podróżują elektrycznym oldtimerem

Dlaczego David upodobał sobie akurat auta niemieckiego koncernu? „Najłatwiej je przerobić” – wyjaśnia. „W wypadku Garbusa polega to na tym, że wyjmujesz stary silnik, wkładasz elektryczny, z przodu pod maską montujesz 12 akumulatorów, a z tyłu pod siedzeniem 25 kolejnych, zakładasz przewody elektryczne, instalujesz komputer, pedał gazu z potencjometrem i wskaźnik ładowania akumulatora – i gotowe. Zostawiamy nawet starą skrzynię, tylko ją dopasowujemy, bo przy mocnym silniku elektrycznym te wszystkie biegi nie są potrzebne” – opowiada z przejęciem David, zadowolony, że nie musi się borykać z ABS-em, klimatyzacją czy wspomaganiem kierownicy. „Ponieważ ich nie ma, nie tracimy zasięgu, bo cała energia jest zużywana tylko przez silnik”. I to tyle, jeśli chodzi o wyjaśnienie słowa „retrofuturysta”.

Zobacz także: nowy, elektryczny model Audi

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij