Grecav Sonique – auto dla 14-latka

Wyprowadziłeś się z miasta i Twój potomek nie ma jak dojeżdżać do gimnazjum? A może nie masz "prawka"? Poczytaj o aucie, do prowadzenia którego nie potrzeba prawa jazdy i może nim jeździć nawet 14-latek!

Grecav Sonique
Gdziekolwiek auto się pojawiło, zainteresowanie nastolatków było wielkie. Równie wielkie jak osłupienie po usłyszeniu ceny

 

Dziś na całym świecie do prowadzenia auta potrzebne jest prawo jazdy. Ale nie wszyscy - z powodu wieku, stanu zdrowia czy... wyroku sądowego - mogą je mieć. Ciekawą furtkę prawną proponują producenci mikrosamochodów. Jeździć się chce. Dziś brak możliwości przemieszczania się to poważne kalectwo. Ale jeśli jesteś za młody, za stary lub masz coś przeskrobane (wyrok), to prawa jazdy uzyskać nie możesz. Co prawda można kombinować z motorowerem, skuterem czy quadem, ale komfortem to one samochodom nie dorównują. W paru krajach ambitni prawnicy zaczęli szukać furtki. Dokładne analizy definicji choćby motoroweru doprowadziły do wniosku, że wystarczy zbudować samochód, który w papierach będzie właśnie skuterem, quadem czy motorowerem i będzie można nim jeździć na kartę motorowerową lub... zupełnie bez żadnych uprawnień! W Unii Europejskiej definiuje się różne "inne pojazdy", które mogą być dziwolągiem prawno-technicznym. Spytano inżynierów, czy da się taki sztuczny "twór prawny" skonstruować w realu.

Warunki brzegowe są proste - samochód, żeby nie być samochodem musi: ważyć nie więcej niż 350 kg, być napędzany silnikiem o mocy nie większej niż 4 kW (5,4 KM) i nie przekraczać 45 km/h. Dwa ostatnie warunki są banalnie proste - zbudować słabe i powolne autko naprawdę nie jest trudno. Gorzej z ciężarem. Zejście poniżej 350 kg, gdy normalna motoryzacja zaczyna się od 700-800 kg, to poważne zadanie inżynierskie. Parę zespołów projektowych na świecie podjęło takie zadanie. Francuzi poszli w kierunku konstrukcji plastikowych. Prostych, ale nie całkiem bezpiecznych. Włosi "poszli ambitniej" - aluminium, kompozyty, materiały kosmiczne. I właśnie taki mikrosamochodzik, włoski Grecav Sonique, pojawił się już na polskim rynku i pod oknami naszej redakcji.

Z daleka auto wygląda ładnie. Bryła zgrabna i powabna. Żadnych odniesień do niepełnosprawnych samochodów inwalidzkich, które w dość odległej historii na naszych ulicach bywały. Design bez zastrzeżeń, chociaż dla młodzieży mógłby być odważniejszy. Długość (292 cm) jest niehumorystyczna. Autko jest o 22 cm doroślejsze od Smarta. Z przodu uroda atrakcyjna, żywcem nawiązująca (grillem) do stylistyki Audi, i to tych lepszych modeli. W dodatku, jak w salonie, nieoszpecona... tablicą rejestracyjną, bo przecież motorowery czy skutery takowej z przodu mieć nie muszą. Więc jest to pojazd, co się fotoradarom i monitoringom nie kłania. Z tyłu też zgrabnie - duży zestaw dobrze widocznych indywidualnych świateł i rzecz najbardziej charakterystyczna: "mała tablica rejestracyjna" (taka skuterowa), bo formalnie to nie jest samochód.

REKLAMA
Dla kogo to auto
Na Zachodzie tych samochodzików od dość dawna sprzedaje się sporo i widać je na ulicach. Klientela to kobiety, które już mają duży samochód, ale chcą mieć drugi tylko na krótkie dystanse w mieście, emeryci, którzy z powodu wieku już boją się dużych samochodów (i kosztów ich eksploatacji) i dość znaczna grupa niepełnoletniej młodzieży, w tym dziewczęta, których rodzice zupełnie nie są zachwyceni pomysłem używania w dużym ruchu skutera, bo jest to pojazd bardzo niebezpieczny. Natomiast taki samochodzik nie dość, że komfortowo zabiera dwie osoby i bagaż, to jeszcze chroni od deszczu i jest o niebo bezpieczniejszy niż skuter. Są też regiony świata, gdzie pojazd taki "bez obrazy" używany jest do celów służbowych (mało pali, więc niskie koszty eksploatacji) np. przez rozwozicieli pizzy, rzemieślników (duży bagażnik), czy listonoszy.

REKLAMA

REKLAMA

W środku również ładnie, bez zastrzeżeń. Ale tu już widać, jak w boksie i skokach narciarskich, bolesną walkę o zbijanie wagi. Przykładem deska, zgrabnie zaprojektowana, ale wykonana z bardzo tandetnego plastiku. Podobnie poszycia drzwi - twardy smutny plastik, na szczęście z przyzwoitymi kieszeniami (są lżejsze niż zamykane schowki), ale bez symbolicznego choćby kawałka jakiejś tkaniny. Panel środkowy najuboższy, jak tylko jest to możliwe, ale, jak to w aucie dla współczesnych nastolatków, pełnowymiarowa popielniczka i zapalniczka. Do tego dźwigienki od ogrzewania i... już. Radio normalne, ale głośniki w drzwiach najmniejsze, jakie można wyszperać na rynku. Za to kierownica pełnowymiarowa, ładna i poręczna. Miejsca absolutnie... dużo! To auto dwuosobowe, więc fotele są duże, "prawdziwe", z regulacją, tak że typowy nastolatek (185 cm) podróżuje bez ciasnoty. Gorzej z obiciami foteli - dość pośledni materiał dermatoidalno- skóropodobny. Za to zegary umieszczone "po Yarisowemu" - na środku, całkiem niezłe, kontrolki jak w dorosłym aucie, plus dwa ekraniki i szybkościomierz wyskalowany do 80 km/h. Dźwignia zmiany biegów najprostsza z możliwych (przód, tył i neutral), bo autko nie ma prawdziwej skrzyni biegów (ciężar), ale lekką (bez obudowy i bez oleju) bezstopniową przekładnię pasową. Za to nad głową "pełna kultura" - przyzwoita podsufitka i całkiem niezły elektryczny... szyberdach! Programowalny, z pamięcią! Zaraz za fotelami (bez żadnej przegrody!) zaskakująco duży bagażnik. A w tym bagażniku całkiem normalne koło zapasowe, a nie zestaw naprawczy. Co zaskakuje, autko, lekkie przecież, jest na bardzo dorosłych kołach (155/60 R 15). Cud techniki to... duża klapa bagażnika, w normalnych autach zbliżająca się do... 100 kg, tu, na oko, waży kilogram, no może dwa. Drzwi przednie też duże, lekkie (dziwne uczucie przy zamykaniu), kiepsko niestety spasowane. Szyby w drzwiach "elektryczne", z przedziwną funkcją szybkiego otwarcia i zamknięcia w momencie trzaśnięcia drzwiami, żeby w tak małym aucie nie stwarzać nadciśnienia i nie "rozszczelnić" podłogi, dachu czy uszczelek.

Jeździ się tym śmiesznie. Z ogranicznikami (45 km/h) marudnie. Bez ograniczenia (80 km/h) znośnie. Samochodzik jest krótki, lekki, zwrotny, więc prowadzi się całkiem przyzwoicie. W manewrach jest sprytny, parkuje łatwo. Jest jednak inny problem - zawieszenie okazuje się nieprzytomnie twarde. Importer dostarczył pojazd z ciśnieniem w oponach 1,8 atm. Instrukcja zaleca nawet 2 atm. Przy tak lekkim aucie w czasie jazdy po asfalcie jest cichutko, ale po kostce wywołuje to wstrząsy konwulsyjne i brzydkie dźwięki wszelkich twardych plastików. Fizyka jest okrutna - duże dorosłe koła to podniesienie urody, lepsza jazda, ale też ogromna masa nieresorowana - na każdej muldzie podskakuje nie koło, ale cały samochodzik. Auto za to nieźle hamuje - to mała masa i zatrzymać ją łatwo.

I byłoby świetnie, gdyby nie pewien szkopuł. W Polsce autko oferowane jest w cenie około... 40 000 zł. To wyraźnie więcej niż kosztuje wiele obecnych na rynku normalnych samochodów. Gdy jeździłem nim po mieście, zainteresowanie wzbudzało ogromne. Ludzie przebiegali na czerwonym świetle, by spytać co to za model. Chcieli kupić. Ale gdy usłyszeli cenę, robili oczy wielkie jak koła, na których to autko tak ładnie wygląda. Pytano więc o używane. Importer mówi, że jest możliwe ich sprowadzanie, powiedzmy - za połowę ceny. (Ma to sens, bo ani mały dieselek, ani samo aluminiowe autko praktycznie się nie zużywają.) Może więc jednak zrobi u nas karierę?

Tekst Julian Obrocki,
zdjęcia Mariusz Barwiński
amis 6/2011

Co na to prawo
Według aktualnego stanu prawnego taki pojazd można zarejestrować jako "samochodowy inny" w kategorii L6e lub L7e. Jeśli "bez prawa jazdy", a więc L6e, silnik może mieć do 4 kW, prędkość zaś musi być ograniczona do 45 km/h. Wtedy można jeździć od 14. roku życia, z kartą motorowerową. A osoba pełnoletnia - zupełnie bez uprawnień. Drugi pomysł to "pozdejmować ograniczenia" (da się technicznie zrobić), przejść do kategorii L7e i wtedy dla osób z prawem jazdy uzyskujemy samochodzik dużo żwawszy i szybszy. Od roku 2013 Unia przewiduje zastąpienie kart motorowerowych (dla osób od 13 lat) prawem jazdy kategorii AM (od 14 lat).

zobacz galerię

Komentarze

 (13)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA