[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.0

Lamborghini Aventador SVJ czyli jak chwyciłem byka za...

W stajni Lamborghini nie ma mocniejszego modelu niż Aventador SVJ – za plecami kierowcy do galopu szykuje się 770 mechanicznych koni uwalnianych przez 6,5-litrowy, wolnossący silnik V12.

Zakręt zaatakowałem szybko, chyba za szybko, więc siłą rzeczy, i siłą rozpędu, w kolejnym się nie zmieszczę. Tak, to koniec. Wgniatam pedał hamulca w podłogę, ale nie ma już ratunku. Z samego środka tego dramatu do rzeczywistości przywołuje mnie głos instruktora: „OK, resetujemy i możesz spróbować od nowa”. Na szczęście nie siedzę w prawdziwym Aventadorze SVJ, tylko w bardzo wiernym symulatorze. Takim, z którego intensywnie korzystano podczas projektowania tego modelu. Na torze Estoril będę musiał bardziej uważać.

Zamontowane wyżej niż w zwykłym Aventadorze końcówki układu wydechowego są większe niż pięść – wydobywa się z nich grzmot burzy z piorunami


Jak nie dać się bestii

„Kiedy przeszarżujecie, w 99% przypadków wygrywa maszyna, nie człowiek” – te słowa dyrektora technicznego Lamborghini, zawsze uśmiechniętego Maurizio Reggianiego, dźwięczą z tyłu głowy, kiedy staram się wykombinować, którą część ciała najpierw „posadzić” w kabinie Aventadora SVJ. Próg jest szeroki jak deska snowboardowa, a w kokpicie ciasno. Drzwi w Lamborghini unoszą się ku górze. Z tego powodu każde ich otwarcie i zamknięcie to mały spektakl składający się na dzieło pt. supercar. Kiedy już siedzę, stwierdzam całkowity brak widoczności w lusterku wstecznym. To kolejna cecha samochodów z tej kategorii – ich użyteczność na co dzień jest raczej wątpliwa. Każdy przejazd takim autem musi być wydarzeniem zarówno dla kierowcy, jak i dla otoczenia.

A tymczasem przede mną pierwsza z trzech sesji na torze Estoril. Ogarniam jeszcze myślami wszystko, co powiedzieli nam o SVJ (Superveloce Jota) ludzie z Lamborghini. A więc auto ma pakiet aerodynamiczny ALA 2.0 (Aerodinamica Lamborghini Attiva) zapewniający, w zależności od sytuacji, większą (o 40% niż w Aventadorze S) lub mniejszą siłę, z jaką powietrze dociska auto do ziemi. O to drugie dbają też większe wloty powietrza, które przy okazji zapewniają lepsze chłodzenie. SVJ ma też m.in. potężny dyfuzor z tyłu, umieszczone wyżej niż w zwykłym Aventadorze końcówki układu wydechowego znajdują się teraz bliżej silnika, dzięki czemu jego dźwięki stały się jeszcze głębsze.

Bestia wymaga respektu, pewnych rąk i zdecydowanych ruchów. Odwdzięczy się osiągami jak w bolidach wyścigowych

Usztywniono stabilizatory, żeby zminimalizować przechyły nadwozia i zainstalowano układ czterech skrętnych kół. Silnik V12 dostał tytanowe zawory i lżejsze koło zamachowe, przeprojektowano w nim głowice cylindrów oraz kolektor dolotowy. Wzrosły moc i moment obrotowy (który na dodatek jest dłużej dostępny), a w danych technicznych osiągi są, nie da się tego chyba lepiej ująć, porażające. Nie wiadomo, co robi większe wrażenie – czy to, że SVJ przyspiesza od 0 do 100 km/h w 2,8 s, czyli krócej niż trwa wypowiedzenie jego nazwy, czy to, że z tej prędkości zatrzymuje się na odcinku 30 (!) m. Do tego dochodzi oczywiście fantastyczny, rekordowy (6:44,97) dla samochodów drogowych czas przejazdu na... no sami wiecie gdzie. Siedząc w fotelu, zdajesz sobie sprawę, jaki to kawał byka. Aventador SVJ ma prawie 5 m długości i ponad 2 m szerokości, choć jest oczywiście ekstremalnie niski (wysokość wynosi nieco ponad 1,1 m). Stosunek masy do mocy to niewiarygodne 1,98 kg/KM. Dla Włochów wszystko, co ma poniżej 2 kg/KM oznacza samochód wyścigowy.

REKLAMA

REKLAMA

770 KM to brutalna siła, można jej posmakować w pełni jedynie na torze wyścigowym Lusterko wsteczne jest w zasadzie zbędne. Ale przecież za Aventadorem i tak mało kto jest w stanie nadążyć

Superveloce, czyli szybszy niż wiatr

Żeby obudzić do życia silnik, trzeba odsunąć czerwoną ochronkę (mówiłem, spektakl) i wcisnąć przycisk startera. Po krótkiej chwili V12 zaczyna pracować równym rytmem. Aventadorem można ruszyć zaskakująco płynnie, ale za namową instruktorów od razu przechodzimy w najostrzejszy tryb jazdy, czyli Corsa.

Jeśli ktoś stwierdzi, że panel obsługi Aventadora SVJ ma w sobie coś z tych używanych w myśliwcach, to nie zamierzamy się kłócić

Nie wiem, jak mocno wierzgają byki, ale jestem pewien, że kopniak, który poczułem w plecach po pełnym spięciu ostrogi w SVJ mógł się z takim wierzgnięciem równać. Reakcja na gaz jest taka, jak gdyby silnikiem sterowało się nie za pomocą stopy, tylko myśli. W przyrodzie opanowanej przez jednostki doładowane Lamborghini jest jednym z ostatnich producentów, stosującym w autach sportowych silniki oddychające bez wsparcia turbosprężarki. Czerwona granica, przy której trzeba zmieniać biegi w SVJ, to 8700 obr/min. Potężnych manetek nie zamontowano na kierownicy, tylko przy niej, więc zawsze są w tym samym miejscu.

REKLAMA

Ceramiczne tarcze hamulcowe z przodu mają średnicę 400 mm! Są niewiarygodnie skuteczne Wolnossący 6,5-litrowy silnik V12 to gatunek wymierający. Włosi obiecują, że utrzymają go przy życiu tak długo, jak się da

Po pierwszych czterech okrążeniach wysiadam nieco skołowany. Dzień wcześniej też jeździłem autem z wolnossącym silnikiem, tyle że była to... 75-konna Skoda. Emocje zgoła inne, w Fabii horyzont zdawał się nie przesuwać, w Aventadorze SVJ każdy kolejny zakręt pojawia się szybciej, niż zdążysz o nim pomyśleć. Nawet słynna, bardzo długa Parabolica (ostatni zakręt na torze Estoril) nie dłuży się specjalnie, bo to wiraż na trzeci bieg i prędkość 125 km/h.

A potem wjeżdżam na prostą, na końcu której dobijam do 280 km/h. To chwila oddechu dla silnika, ale moment wytężonej pracy hamulców, które, mimo dość miękko działającego pedału, przesuwają moje organy wewnętrzne. Ale nie ma czasu się nad tym zastanawiać. W zakręty Aventador wchodzi zwinniej, niż można się tego spodziewać, w czym zasługa pakietu aerodynamicznego ALA 2.0, którego „klapy” działają niezależnie po lewej i prawej stronie, odpowiednio sterując powietrzem i dociskając w ten sposób wewnętrzne koła do podłoża. To zaskakujące, jak niewielkich ruchów kierownicą wymaga SVJ, jak łatwo znaleźć w nim balans operując gazem i jak morderczo przyczepny jest ten samochód na wyjściu z zakrętu, kiedy masz wrażenie, że swoimi potężnymi oponami wyszarpuje asfalt.

Zmiany biegów przy maksymalnych obrotach są jak smagnięcia bata, a za kierownicą czujesz się jak matador na arenie. Tyle że w realu zwierzęta cierpią, a Aventador jest od takich razów, zadawanych pedałem gazu, uzależniony. Redukcje przełożeń w trybie Corsa aktywują artyleryjskie strzały puszczane w przestrzeń. Efekty dźwiękowe na zewnątrz są równie spektakularne jak w kabinie.

No i trzeba się spieszyć, bo Włosi zaplanowali produkcję 900 egzemplarzy Aventadora SVJ, każdy za 350 tys. euro plus VAT. Przy takich wrażeniach z jazdy brzmi jak promocja.

SVJ dostaje od nas komplet Oscarów – za dramaturgię, efekty specjalne i dźwiękowe

 

REKLAMA

REKLAMA

Dane producenta Lamborghini Aventador SVJ
Cena 350 tys. euro plus VAT
SILNIK I PRZENIESIENIE NAPĘDU
Rodzaj silnika benzynowy,
V12,
Pojemność skokowa 6498 cm3
Moc maksymalna
przy obrotach
770 KM
8500/min
Maksymalny moment obrotowy
przy obrotach
720 Nm
6750/min
Rodzaj napędu na cztery koła
Skrzynia biegów 7-bieg. przekładnia automatyczna
OSIĄGI
0–100 km/h 2,8 s
Prędkość maksymalna 351 km/h
ZUŻYCIE PALIWA
Średnie 19,6 l/100 km
Opony: Pirelli P Zero Corsa
z przodu 255/30 R 20, z tyłu 355/25 R 21
 
Nadwozie: dwudrzwiowe, dwumiejscowe coupé, długość x szerokość x wysokość 4943 x 2098 x 1136 mm, rozstaw osi 2700 mm, masa własna 1525 kg

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij