[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Mini Countryman John Cooper Works i Volkswagen T-Roc R - Cross & sport

300-konne crossovery wjeżdżają na ring. W teście nowe Mini Countryman John Cooper Works i Volkswagen T-Roc R z silnikami o dużej mocy, utwardzonym zawieszeniem i napędem 4x4. Oto przedstawiciele gatunku jeszcze słabo rozwiniętego w naturze – małe, „lajfstajlowe” crossovery ze sportowymi ambicjami. 

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 128 200 PLN
Dostępne nadwozia: kombi-4
SPRAWDŹ OFERTY

Odrobina polotu może uczynić życie piękniejszym. W wypadku testowanych maluchów polot polega na tym, że ma być głośniej, a przede wszystkim mocniej i szybciej. Na pytanie, czy crossoverom, autom z natury raczej praktycznym, taka intensyfikacja wrażeń wychodzi na dobre, odpowiadamy, że naszym zdaniem nie wychodzi. Zamierzamy się jednak skupić na porówniu obydwu aut, by w twardej walce na punkty po prostu wyłonić zwycięzcę.

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

Mini Countryman John Cooper Works i Volkswagen T-Roc R - Przestrzeń i wygoda

To jedna z największych niespodzianek testu – VW na każdym kroku wydaje się od mini zwinniejszy,
jest też od niego szybszy

Mini już z nazwy odpowiednio się kojarzy, tymczasem Countryman, model z nieco dłuższym nadwoziem niż T-Roc, zupełnie przyzwoicie wywiązuje się ze swoich praktycznych zadań. Ma też większy bagażnik niż crossover VW (przy normalnym ustawieniu kanapy), a przestrzeń w kabinie okazuje się zupełnie wystarczająca. Poczucie przestronności też jest lepsze niż w T-Rocu, na co prawdopodobnie ma wpływ dzielone w połowie, panoramiczne okno dachowe. W Mini, pasażerowie siedzący z tyłu za kierowcą o wzroście 1,80 m, nie dotykają kolanami przednich foteli. Volkswagen T-Roc R również zupełnie przyzwoicie spełnia rolę auta rodzinnego, po dokładnym zmierzeniu wnętrza z przodu i z tyłu stwierdzamy, że ma nawet minimalną przewagę nad Countrymanem JCW.
Na osobny akapit zasługują fotele – i tu T-Roc R wyraźniej odjeżdża Countrymanowi. Już po chwili w VW wiesz, że nawet po kilkuset kilometrach podróży twoje plecy nie będą obolałe. Fotele częściowo obszyte alcantarą zostały dobrze wyprofilowane, są odpowiednio sprężyste, skutecznie podpierają ciało z boku i mają wystarczająco długie siedziska. W Mini długość siedziska można regulować, ale same boczki foteli nie trzymają zbyt dobrze, po 300 km stwierdzasz, że coś jest nie tak z tą częścią fotela, która podpiera kręgosłup w krzyżu. Oczywiście, jest to kwestia subiektywna, bo wiele może zależeć od wzrostu i budowy ciała.

VOLKSWAGEN Jakość materiałów niespecjalna, odwrotnie do ergonomii
Wszystko tu podporządkowano funkcjonalności, ale zapomniano, że w aucie za ponad 170 tys. zł tak marnych plastików używać nie wypada
Po lewej – pokrętło do zmiany trybów jazdy na tunelu środkowym. Oprócz trybów przeznaczonych do jazdy na co dzień są też te „od święta”, np. „snow” czy „off-road”; obok wizytówka auta, czyli wydech Akrapovica

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Mini udziela natomiast Volkswagenowi lekcji na temat tego, czym są dobre materiały  wykończeniowe. Wiemy, że zwykłe wersje T-Roca nie błyszczą pod tym względem i w „R-ce” spodziewaliśmy się jakiejś poprawy, w końcu mówimy o wersji dwa razy droższej od podstawowej. Nic z tego, tworzywa na desce rozdzielczej i drzwiach są tak samo twarde jak były, przez co poczucie jakości w VW jest takie sobie. I tu wjeżdża Mini z zabawkowo stylizowanym kokpitem, „lotniczymi” przełącznikami i konsolą środkową z uginającego się pod palcami plastiku. Owszem, Countryman jest w wersji podstawowej droższy od T-Roca R, nie mamy jednak pewności czy różnica kilkunastu tysięcy złotych tłumaczy taką różnicę w jakości.
Remis z lekkim wskazaniem na Mini mamy w kategorii „obsługa”. Volkswagena można wyposażyć w wyświetlacz w miejscu zegarów, który daje cenną możliwość wyboru pokazywanych informacji – np. mapy nawigacji czy podstawowych danych na temat jazdy. Ekran w T-Rocu jest mniejszy niż w Countrymanie i obsługuje się go wyłącznie dotykowo, a w czasie jazdy jest to niestety zbyt absorbujące. W Mini sprawa okazuje się prostsza, bo system obsługi to sklonowany iDrive z BMW – czyli prawdopodobnie najwygodniejszy w obsłudze system na świecie. Na tunelu środkowym wylądowały pokrętło oraz przyciski-skróty wokół niego, więc jeśli chce się zmienić coś na ekranie, zerka się na niego tylko przez ułamek sekundy, a nie co ułamek sekundy, jak w VW. W obydwu autach na plus trzeba zaliczyć klasyczne, duże pokrętła klimatyzacji oraz dobrze odrobione zadanie ze „schowkologii” – tu i tu są miejsca na dwa kubki z kawą na wynos, smartfon i inne drobiazgi.

Obydwa modele w jakiś sposób podkreślają swoją wyjątkowość emblematami na fotelach – Mini za pomocą brytyjskiej flagi, a VW odpowiednią literą

 

REKLAMA

REKLAMA

Countrymanowi udaje się wyprzedzić T-Roca R tylko na zdjęciu – w rzeczywistości VW zawsze jest szybszy od Mini o kilka dziesiątych sekundy

Mini Countryman John Cooper Works i Volkswagen T-Roc R - Zwinność i frajda z jazdy

Ani T-Roc R, ani Countryman JCW nie mają na razie zbyt dużej konkurencji. na razie, bo wkrótce i wśród crossoverów tej wielkości pojawi się więcej ostrzejszych aut

Czas na testy dynamiczne. Punkty za właściwości jezdne ważą wprawdzie tyle samo, co te zdobyte w innych kategoriach, ale przecież wiadomo, że kupując samochód, który ma 300 KM, zamierzasz z nich od czasu do czasu skorzystać. Jednak sama moc to nie wszystko, wiadomo – proste są dla szybkich samochodów, a zakręty dla szybkich kierowców. Który z naszych bohaterów gwarantuje więcej zabawy na krętej drodze?
Mini ma lekkość niejako wpisaną w geny, tymczasem na drodze to Volkswagen wydaje się od niego zwinniejszy. Za kierownicą T-Roca R ma się wrażenie, że prowadzi się naprawdę niewielkie auto. VW bardzo sprytnie maskuje w zakrętach swój niemały ciężar, zapewne m.in. dzięki temu, że zawieszenie wersji R obniżono o 20 mm w stosunku do zwykłych odmian T-Roca.
VW stara się być efektywny przede wszystkim w spełnianiu życzeń kierowcy, a kiedy nie jest w stanie czegoś wykonać, odmawia grzecznie, acz stanowczo, uruchamiając system stabilizacji. Skrajne położenia kierownicy dzielą zaledwie dwa obroty (w Mini – dwa i pół), więc wszelkie ronda i średnio ostre zakręty można pokonywać bez przekładania rąk, obracając kierownicę tylko jednym płynnym ruchem. Mimo to działanie układu kierowniczego jest typowo dla Volkswagenów sztuczne w odbiorze, jednak wystarczająco precyzyjne, żeby odczuwać frajdę z jazdy. Napęd 4x4 wyczuwalnie żongluje siłą napędową między osiami, w 99% sytuacji eliminując podsterowność. Opornie T-Roc R reaguje natomiast na próby zacieśniania zakrętu, opiera się wtedy wyraźnie na przednim zewnętrznym kole. W tym ćwiczeniu górą jest Mini, które akurat tę sztukę opanowało znakomicie. Momentami nie wierzysz, że Countryman jest w stanie jeszcze bardziej zacieśnić zakręt, ale próbujesz i to się udaje.

Zobacz także:

MINI Ergonomia tylko nieco gorsza, jakość i materiały o niebo lepsze niż w VW
Ekran systemu multimedialnego jest wielki prawie jak kierownica i ma proste menu, w wygodnej obsłudze pokrętłem czuć wpływ BMW
Po prawej proste, analogowe zegary, czyli pokłon oddany klasyce; „samolotowe” przełączniki robią świetne wrażenie

Jednego Countryman nie jest w stanie ukryć – wysoko położonego środka ciężkości, który wyraźnie daje o sobie znać w zakrętach, kiedy masa auta zdaje się przesuwać to w jedną, to w drugą stronę. Wystarczy jednak chwila szybszej jazdy, żeby stwierdzić, że ono tak po prostu ma, po czym można przejść do fazy numer dwa, czyli bawienia się tym. Może Countryman nie wydaje się tak lekki jak T-Roc, ale to jednak Mini – auto potrafiące wciągnąć kierowcę do tańca. Zresztą w obydwu samochodach (nie mogło być inaczej) można zdjąć elektroniczną smycz i na drogach z luźną nawierzchnią czy na śniegu wykonać kilka soczystych poślizgów. W wypadku tych aut trzeba pamiętać – by dawać radość kierowcy obydwa potrzebują równych dróg, w przeciwnym razie i T-Roc R, i Countryman JCW zachowują się jak taczki na kostce brukowej.

W zakrętach Mini daje wyraźnie odczuć swoją masę i wyższe położenie środka ciężkości – tego się nie spodziewaliśmy; obok – jeden z trzech trybów jazdy to „Sport”

REKLAMA

W tej klasie imitacje końcówek wydechu budziłyby niesmak, dlatego obydwa modele „gadają” przez prawdziwe „rury”

Mini Countryman John Cooper Works i Volkswagen T-Roc R - Siła mechanicznych koni

Konie ze stajni w Wolfsburgu mają chyba więcej siły niż te z Monachium, skoro o 6 KM słabszy VW odjeżdża Mini w każdej dynamicznej konkurencji. A może chodzi o 25 kg niższą masę własnę T-Roca R?
Przy okazji silników warto wgłębić się w szczegóły. W T-Rocu pracuje dobrze znana jednostka 2.0 TSI napędzająca wszystko, co ma około 200-300 KM i pochodzi z koncernu VW. Do pary przydzielono jej siedmiobiegową dwusprzęgłową skrzynię biegów – i tu niestety pojawia się problem, bo ręczny tryb pracy tej przekładni jest taki tylko z nazwy. Nawet gdy kierowca korzysta z łopatek, po wciśnięciu kick-downu czy dochodząc do maksymalnych obrotów (tak jak w Mini granica leży przy około 6500 obr/min) skrzynia i tak zrobi swoje i zmieni bieg. Wyjątkowo to irytujące, zwłaszcza w zestawieniu z 8-stopniową, automatyczną przekładnią Countrymana, której ręczny tryb rzeczywiście jest ręczny, a biegi zmienia się w odpowiednim kierunku, czyli „redukcja od siebie”.

Sercem Mini również jest dwulitrowa jednostka turbo, bazująca na tej z poprzedniego modelu, ale osiągająca moc aż o 75 KM większą niż wcześniej. To zasługa m.in. większej turbosprężarki, przebudowanych wlotów powietrza i nowych wtryskiwaczy. Swoją moc, szczególnie przy starcie, jednostka ta oddaje po chwilowym namyśle, jak gdyby na linii skrzynia-silnik było jakieś opóźnienie. Po tym zawahaniu wszystko w Mini dzieje się jednak bardzo szybko i bardzo skutecznie. Obydwa auta dają oczywiście kierowcy możliwość wyboru trybu jazdy, ale tylko VW pozwala ustawić preferencje indywidualnie. I całe szczęście, bo można wtedy wyłączyć podbicie dźwięku silnika z głośników zostawiając ścieżkę dźwiękową sauté. W Mini wybór jest ograniczony do trzech ustawień – Eco, Mid oraz Sport – a wszystko, co ma sens zaczyna się od drugiego w kolejności.
Rzadko zdarza się, żeby testowane samochody zaliczały testy przyspieszenia z takimi wynikami, jakie podaje producent. Tu akurat niemal się to udało – niemal, bo Mini straciło mało znaczące 0,1 s. Nie zmienia to faktu, że każde z aut w oddawaniu mocy, niezależnie od nawierzchni, jest megaskuteczne i może pochwalić się takimi osiągami, jakie do niedawna były zarezerwowane dla samochodów kosztujących grubo powyżej pół miliona złotych. Znakomita jest też elastyczność – przyspieszenie 60-100 i 80-120 km/h trwa krócej niż przeczytaniego tego zdania.
Obiektywnie VW na punkty wygrywa nieznacznie. Subiektywnie – z Mini każdy też wysiądzie zadowolony.

NAGRODA ZA DŹWIĘK Szymon Piaskowski
Tu nie ma wątpliwości – to VW T-Roc R z tytanowym układem  wydechowym znanej i poważanej firmy Akrapovic zgarnia laury za efekty dźwiękowe. Dwie podwójne końcówki brzmią tak, jak powinny brzmieć w 300-konnym aucie – strzelają przy zmianach biegów w górę i wyrzucają z siebie grzmoty przy redukcjach. Taka oprawa dźwiękowa kosztuje ponad 16 tys. zł. Countrymana z kolei słychać bardziej na zewnątrz niż w środku, ale przy T-Rocu brzmi po prostu (zbyt) grzecznie.

REKLAMA

REKLAMA

zobacz galerię

Zobacz także:

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA