Sekcja przygotowana we współpracy z marką Skoda

Skoda Afriq, czyli maksimum frajdy. Jeździmy prototypem rajdowego Kamiqa

Skoda Afriq to najbardziej niezwykły i szalony projekt uczniów Akademii Skody. Bardzo zgrabny miks Kamiqa, Octavii 4x4 i rajdowej Fabii Rally2 evo przypomina nam, że motoryzacja to również takie właśnie auta, służące rozrywce i radości z jazdy.

Skoda Afriq fot. Ivo Hercik
Skoda Afriq

Uczniowie Akademii Skody od kilku dobrych lat prezentują światu niezwykłe prototypy, będące wariacją na temat aktualnych modeli marki, a każdy kolejny model podnosi poprzeczkę coraz wyżej. Tak też jest w przypadku najnowszego samochodu, którym jest Skoda Afriq. Auto zostało zbudowane jako rajdowa wersja miejskiego crossovera, Skody Kamiq, ale powiedzieć o nim „rajdowy Kamiq”, to nic nie powiedzieć. To coś o wiele więcej, i nie tylko dlatego, że przy projekcie po raz pierwszy w tak szerokim zakresie uczniom pomagali eksperci działu Skoda Motorsport, odpowiedzialni za rajdowe sukcesy Fabii Rally2 evo i jej poprzedniczek.

Skoda Afriqfot. Michał Szymaczek/auto motor i sport
Skoda Afriq

Przy okazji światowej premiery tego wyjątkowego modelu koncepcyjnego, który niestety nie trafi do produkcji, bo jest tylko i aż dyplomową pracą grupy 25 studentów Skoda Academy, miałem możliwość nie tylko usiąść na głębokim, rajdowym fotelu żywcem wyjętym ze wspomnianej Fabii Rally2 evo i chwycić za sportową kierownicę z tejże rajdówki, ale mogłem także poprowadzić ten wyjątkowy samochód na zamkniętym terenie, na trasie krótkiego odcinka specjalnego. Wrażenia? Przyznam szczerze, że dawno żaden samochód nie wywołał u mnie tylu pozytywnych emocji i uśmiechu na twarzy.

Skoda Afriqfot. Michał Szymaczek/auto motor i sport
Skoda Afriq

Skoda Afriq – lekka, mocna, rajdowa

Zacznijmy od samego wyglądu. Afriq prezentuje się obłędnie, bo jest jak przygotowana do startów w mistrzostwach świata rajdówka, gotowa zastąpić odnoszącą sukcesy Fabię. Nic dziwnego, uczniowie Akademii Skody czerpali z profesjonalnej rajdowej maszyny garściami, przy pomocy speców ze Skoda Motorsport. Dla usztywnienia konstrukcji zaspawane zostały tylne drzwi, a w środek wstawiono profesjonalną klatkę bezpieczeństwa. Do tego poszerzone zostały nadkola, z przodu zmieniono zderzak i zamontowano dodatkowe reflektory, takie jak w Fabii Rally2 evo, a to wciąż nie koniec listy modyfikacji.

Skoda Afriqfot. Michał Szymaczek/auto motor i sport
Skoda Afriq

Na dachu zauważyć można specjalny wlot powietrza dla wentylacji nieklimatyzowanej przecież kabiny, w której nawet w chłodny, deszczowy dzień robi się bardzo gorąco. To również element zaczerpnięty z rajdowej Fabii. Z niej pochodzi także efektowny i zarazem funkcjonalny spoiler nad tylnym oknem, a także klapa bagażnika ze specjalnymi zapinkami ułatwiającymi szybkie otwarcie. Wykorzystanie tylnej pokrywy z Fabii spowodowało zniknięcie części tylnych lamp, co nadało Skodzie Afriq nowego charakteru. Wisienką na torcie jest centralna końcówka rasowo mruczącego wydechu i oczywiście rajdowe koła z felgami OZ o średnicy 15 cali i rajdowymi oponami na szutrową nawierzchnię.

Skoda Afriqfot. Michał Szymaczek/auto motor i sport
Skoda Afriq

Skoda Afriq – zapach rajdowej maszyny

Po otwarciu drzwi zaglądam do środka, a tam – kontynuacja prawdziwie rajdowego klimatu, a może nawet jego poważne wzmocnienie, bo tu czujemy, jak byśmy wsiedli do „prawdziwej” Fabii Rally2 evo. To z profesjonalnej rajdówki wzięto kierownicę i bezodblaskową, pokrytą matowym materiałem deskę rozdzielczą wraz z niektórymi przełącznikami na konsoli środkowej. Jak na odcinkach specjalnych rajdowych mistrzostw świata można poczuć się za sprawą głębokich kubełkowych foteli z sześciopunktowymi pasami bezpieczeństwa, w których zajęcie miejsca wymaga niezłej gimnastyki.

Skoda Afriqfot. Ivo Hercik
Skoda Afriq

Kiedy już uda się jednak wgramolić w ciasno obejmujący ciało i bardzo nisko osadzony fotel, zapiąć pasy i zamknąć drzwi (co nie jest łatwe, bo przy walce o redukcję masy studenci najwyraźniej zapomnieli o dopięciu choćby tekstylnej taśmy umożliwiającej przyciągnięcie drzwi do siebie), do nosa zaczyna docierać zapach, który dobrze zna każdy miłośnik rajdów i bywalec odcinków specjalnych. Mnie udało się co najmniej kilka razy siedzieć w prawdziwych samochodach rajdowych, czy to na prawym fotelu, czy za kierownicą, i muszę przyznać, że zapach Skody Afriq przywołał natychmiast wszystkie te szczęśliwe wspomnienia z testowych odcinków specjalnych, na których byłem wożony jako balast lub które mogłem pokonać samodzielnie. Niesamowite uczucie, a to wciąż nie wszystko.

Skoda Afriqfot. Michał Szymaczek/auto motor i sport
Skoda Afriq

Po odpaleniu silnika zaczyna dziać się prawdziwa magia. Dodam, że niemal nadludzkim wysiłkiem studenci Akademii Skody zdołali wcisnąć pod maskę naprawdę słuszny silnik, bo pochodzące z Octavii 4x4 aż 2-litrowe TSI o mocy 190 KM i momencie obrotowym 320 Nm. Nie było łatwo, ale pod okiem specjalistów z fabryki Skody udało się wszystko zmieścić. Mówiąc wszystko, mam też na myśli 7-biegową dwusprzęgłową skrzynię biegów, także z Octavii, oraz… napęd na cztery koła i wielowahaczowe zawieszenie z tyłu. Dacie wiarę? To wszystko weszło do niewielkiego przecież crossovera segmentu B i nie tylko się zmieściło, rzecz jasna po wielu konstrukcyjnych modyfikacjach, ale przede wszystkim sprawnie i skutecznie działa.

Skoda Afriqfot. Michał Szymaczek/auto motor i sport
Skoda Afriq

Skoda Afriqfot. Michał Szymaczek/auto motor i sport
Skoda Afriq

REKLAMA

Wrzucam zatem D jak drive na znanym mi doskonale z Octavii wybieraku „drive-by-wire”, czyli niepołączonym fizycznie, a elektronicznie ze skrzynią biegów i wciskam prawy pedał. Moc natychmiast przekazywana jest na cztery koła, które przez moment mielą w miejscu za sprawą mokrego od deszczu asfaltu i szutrowych opon, ale po chwili katapultują lekką, bo ważącą nieco ponad 1,3 tony konstrukcję do przodu, przy akompaniamencie surowego brzmienia wydechu i kamyków uderzających hurtowo o pozbawione jakiegokolwiek wygłuszenia blachy podwozia i nadkoli. Uczucie, naprawdę, rodem z odcinka specjalnego. Ku mojemu zaskoczeniu, bo przecież dali mi do ręki jedyny istniejący egzemplarz, trasa testowa poprowadzona została odcinkiem specjalnym, z naniesionymi po ulewie łachami błota i kamieni oraz liści, nierówną i śliską asfaltową nawierzchnią i wąskimi fragmentami asfaltu otoczonego z obu stron gęstym lasem. Odważnie, ale w to mi graj.

Skoda Afriqfot. Ivo Hercik
Skoda Afriq

Pierwszą próbę przejechałem bardzo, bardzo ostrożnie, mając w głowie to, że nie chcę być bohaterem nagłówków jako ten, który rozbił Skodę Afriq w dniu jej premiery. Za drugim razem pozwoliłem sobie jednak na nieco więcej i było warto. Brakowało mi jednego – możliwości ręcznej zmiany biegów, bo rajdowa kierownica pozbawiona była łopatek, ale to przecież tylko studyjny model, a nie samochód do startów. Swoją drogą szkoda, bo skoro Dacia ma swój puchar niemal seryjnego Dustera, to tak przygotowany Kamiq mógłby nieźle namieszać w amatorskich zawodach i z pewnością jeszcze bardziej spopularyzować markę w motorsporcie. Kto wie, może ktoś w dziale Skoda Motorsport pójdzie za ciosem?

Skoda Afriqfot. Michał Szymaczek/auto motor i sport
Skoda Afriq

Wróćmy jednak do jazdy. Bo ten znacznie szybciej pokonany odcinek pokazał, że studenci Akademii Skody wykonali w tym projekcie naprawdę karkołomne zadanie i zrealizowali je z nawiązką, przygotowując w 2000 roboczogodzin samochód, z którego rajdowy mistrz Polski Mikołaj Marczyk z pewnością potrafiłby wycisnąć pięć razy tyle, co ja. A przyznam, że miałem wrażenie jazdy na limicie przyczepności, kiedy na długiej i wąskiej prostej udało się rozpędzić auto do ponad 120 km/h, żeby po chwili mocno dohamować przez ciasnym łukiem w lewo. Czy wtedy, kiedy trasa wiodła w dół i kończyła się ciasnym lewym nawrotem z naniesionym przez deszcz błotem. Brakowało mi możliwości zaciągnięcia ręcznego, który tu był jedynie w wersji elektrycznej, jak w Octavii, ale dodanie gazu na wyjściu pozwoliło efektownie zamielić czterema kołami i zgrabnie wyjść lekkim poślizgiem na długą prostą.

REKLAMA

Skoda Afriq produkuje wodę

Nie mogę na koniec nie wspomnieć o ciekawym elemencie wyposażenia Skody Afriq, jakim jest system produkcji wody z powietrza, opracowany przez zewnętrzną firmę Watergen. W prostych słowach mówiąc, powietrze zasysane jest do urządzenia i wstępnie filtrowane z kurzu, następnie skraplane na zasadzie podobnej, jak woda skrapla się w klimatyzatorach, a dalej tak uzyskane skropliny wody są dodatkowo oczyszczane, odkażane z drobnoustrojów światłem UV i mineralizowane. Na koniec woda trafia do zbiornika, skąd specjalnie wyprowadzoną rurką trafia do umieszczonego przed pasażerem kranu, który wygląda trochę jak sportowy zegarek. Na jego wyświetlaczu prezentowane są liczby pokazujące ilość pozyskanej wody oraz temperaturę i wilgotność powietrza na zewnątrz.

Skoda Afriqfot. Michał Szymaczek/auto motor i sport
Skoda Afriq

W sprzyjających okolicznościach można w ten sposób wytworzyć do 20 litrów wody dziennie, czyli w sam raz na off-roadowe wyprawy w nieznane. Jest tylko jeden minus – urządzenie zajmuje ogrom miejsca. A jak smakuje taka woda? Nieźle. Nie jest to wysokogatunkowa woda mineralna, ale dzięki temu, że jest przyjemnie schłodzona (do 5 stopni Celsjusza), przypomina smakiem zwykłą wodę z kranu.

Skoda Afriqfot. Michał Szymaczek/auto motor i sport
Skoda Afriq

Skoda Academy – fabryka radości

Podsumowując ten nieco długi tekst nasuwa mi się jedno spostrzeżenie, o którym wspomniałem na wstępie. Że nie wszystko jeszcze stracone, jeśli chodzi o przyszłość motoryzacji i zapewnienie radości z jazdy, a nie tylko i wyłącznie traktowania samochodów jako beznamiętnych narzędzi do przemieszczania. To przecież właśnie ci młodzi ludzie, dziś uczący się w Akademii Skody i podobnych szkołach, w niedalekiej przyszłości projektować będą samochody – Skody, ale też zapewne wielu innych marek. Bo jak dowiedzieliśmy się podczas prezentacji, każdemu absolwentowi proponuje się tu pracę w stale rozwijających się zakładach marki, w przeróżnych działach i to do kończących naukę studentów należy decyzja, czy tę pracę przyjmą, czy pójdą dalej. Widząc ich pasję i zaangażowanie, ale też wiedząc, że budują tak niezwykłe prototypy własnymi rękami, czerpiąc wiedzę od specjalistów pracujących nad "prawdziwymi" samochodami i realizując najśmielsze swoje pomysły, możemy być spokojni, że motoryzację czeka dobra przyszłość.

Prototypy Skoda Academyfot. Michał Szymaczek/auto motor i sport
Prototypy Skoda Academy

Prototypy Skoda Academyfot. Michał Szymaczek/auto motor i sport
Prototypy Skoda Academy

Prototypy Skoda Academyfot. Michał Szymaczek/auto motor i sport
Prototypy Skoda Academy

Więcej o niezwykłych prototypach Skoda Academy, którymi podczas tej samej prezentacji udało się nawet pojeździć, już niebawem. Dodam tylko, że każdy z nich - zadziorny Citijet, elegancki Sunroq, masywny Mountiaq czy rasowa Slavia - jest wyjątkowy, każdy kolejny podnosi poprzeczkę wyżej i z niecierpliwością wyczekujemy już następnego projektu uczniów Skody.

Zobacz również:
REKLAMA