[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
1.0

Test Suzuki Jimny: nietypowa próba

Nowy Suzuki Jimny w zasadzie nie ma konkurentów w swojej klasie – tak nietypowym jest samochodem. Zrobiliśmy mu więc nietypowy test. Małą zgrabną terenówką wybraliśmy się na oblodzone alpejskie serpentyny.

Nad skalnymi szczytami wisi ponure niebo. Porywisty wiatr kulkami zmrożonego śniegu bombarduje niemal pionową szybę Jimny’ego. Pnąca się pod górę wąska droga z drugiej strony szczytu zamienia się w tor saneczkowy – stromy, kręty i połyskujący lodem. Przyjechaliśmy tu, żeby sprawdzić, co potrafi nowe Suzuki. A ponieważ poprzedni Jimny dał się poznać jako mocny zawodnik, dla nowego wybraliśmy warunki, w których też może się wykazać.

Suzuki Jimny nie przepada za krętymi drogami, za to bardzo sprawnie radzi sobie w terenie, także wtedy, gdy pod kołami ma śnieg i lód

Minęło skromne 20 lat i oto Japończycy pokazują model nowej generacji z rozwiązaniami, które sprawdziły się już u poprzednika. Nadwozie wsparto na ramie podłużnicowej, wzmocnionej dodatkowym elementem w kształcie X oraz dwiema poprzeczkami. Do ramy przymocowano (wykorzystując wahacze wzdłużne i drążki Panharda) sztywne osie, bo chociaż nie wpływają dobrze na dynamikę jazdy, mają zasadniczą zaletę: gdy po wjeździe na kamień uniesie się jedno z kół, drugie na przeciwległej stronie pojazdu tym mocniej jest przyciskane do podłoża. To zapewnia autu przyczepność.
Od czasów LJ20 z 1970 roku w tylnonapędowym Jimnym można załączyć napęd na przednie koła – i to ręcznie. Auto nadal ma reduktor, pracę blokad mostów napędowych symuluje natomiast elektronika, która w razie poślizgu przyhamowuje odpowiednie koło. Taki rodzaj napędu sprawdza się tylko na luźnej lub śliskiej nawierzchni, a takich tutaj nie brakuje.

 

Chociaż Jimny ma pod górkę, wcale z tego powodu nie cierpi – tam, gdzie jest zbyt ślisko, żeby iść piechotą, powoli, ale konsekwentnie posuwa się do przodu

Suzuki Jimny na asfalcie

Jadąc coraz wyżej i wyżej, wspominam ciepłą redakcyjną kantynę i rozmowę sprzed tygodnia. Nie wiem, co mnie podkusiło, by głośno perorować, jaki też świetny śpiwór sobie kupiłem. „Wytrzymuje do minus siedmiu stopni!” – ogłosiłem nie wiedzieć po co. Mogłem się jeszcze ratować i udać, że nie dosłyszałem pytania kolegi, dokąd też się wybieram z takim sprzętem i kiedy. „W przyszły poniedziałek do doliny Montafon w Austrii”, usłyszałem swój głos.
Nie minęła godzina, a w garażu pojawił się Suzuki Jimny, model stworzony do tego, żeby go podczas takiej eskapady wypróbować – stwierdzili zawsze życzliwi koledzy. I to tym bardziej, że do poniedziałku zostaną zrobione wszystkie pomiary testowe, więc gdybym miał się, nie daj Boże, zsunąć gdzieś z urwiska razem z autem, to artykuł i tak da się napisać. Co do samych pomiarów, to ich wyniki mogą być bardzo interesujące, bo wszelkie talenty, jakie miał pierwszy Jimny raczej nie dotyczyły zachowania na asfalcie – bez ESP podczas „testu łosia” groziło mu, że się przewróci. Trzeba więc sprawdzić, czy nowy model jest pod względem bezpieczeństwa bez zarzutu. Jest. Chociaż połączenie dość miękko zestrojonego zawieszenia z wąskimi oponami typu all-terrain, niebezpośrednio działającym układem kierowniczym i rygorystycznie wkraczającym do akcji ESP nie poprawia właściwości jezdnych auta.

REKLAMA

REKLAMA

Zwykłe drogi nie są ulubionym środowiskiem tego auta – chyba że są oblodzone lub dziurawe

Ale fakt, że Jimny nie przepada za krętymi drogami nie ma znaczenia. Gorzej, że uzyskuje zły wynik w teście hamowania – z prędkości 100 km/h zatrzymuje się po 44,7 m, okazuje się więc pod tym względem równie słaby jak poprzedni model i gorszy od każdego auta, jakie testowaliśmy w tym roku. Fakt, że pewien udział w tym mogły mieć opony nie zmienia sytuacji.

Duża kierownica, duża przednia szyba, ale samochód mały. Mimo to miejsca jest pod dostatkiem, a widoczność z wnętrza wyśmienita

Tylko w najwyższej wersji wyposażeniowej XLED jest dostępny system multimedialny z nawigacją i radioodbiornikiem DAB oraz z 7-calowym ekranem dotykowym

Suzuki Jimny - spalanie, 0-100 km/h i inne osiągi

A propos 100 km/h, Jimny rozpędza się do tej prędkości w ciągu 12,8 sekundy. Pod maską ma czterocylindrowy silnik 1.5 o mocy 102 KM i momencie obrotowym osiągającym 130 Nm. Turbosprężarki i bezpośredniego wtrysku paliwa nie przewidziano. Na co dzień osiągi tej jednostki wystarczają, a przy w miarę dynamicznej jeździe pomaga Jimny’emu skrzynia z krótko zestopniowanymi biegami. Powyżej 130 km/h małe Suzuki wyraźnie jednak traci zapał do dalszego rozpędzania – właściwie w samą porę, bo dużo wyższej prędkości już nie osiągnie, za to bardzo wzrastają hałas, zużycie paliwa (średnie w teście wyniosło 8,0 l/100 km) i podatność na podmuchy wiatru wiejącego z boku.

Pomiędzy zegarami umieszczonymi w obudowach zabezpieczających przed pyłem znajduje się ekran komputera pokładowego

Za to jazda z umiarkowaną prędkością pozwala na wygodne pokonywanie nawet dalekich tras. Sprzyjają temu dobrze wyprofilowane fotele, łatwa obsługa pokładowych funkcji i zadowalający ogólny komfort. Oczywiście mały rozstaw osi sprawia, że Jimny podskakuje na nierównościach, poza tym przechyla się w zakrętach. Ale to nic wielkiego i można się do tego przyzwyczaić. Jimny to samochód czteromiejscowy – z tyłu na kanapie z regulowanym kątem pochylenia oparć mogą w przyzwoitych warunkach podróżować nawet dwie dorosłe osoby. Tylko że do dyspozycji pasażerowie małego Suzuki mają wtedy bagażnik o pojemności zaledwie 85 litrów. Gdy rozłoży się oparcia, wzrasta ona do 830 l, a to wystarcza, by zmieścić wyprawowy ekwipunek – namiot, kocher, karimatę, śpiwór…

Tradycyjnie i praktycznie: dźwignia do obsługi reduktora

REKLAMA

Pełnowartościowe koło zapasowe nie zajmuje miejsca w bagażniku. Jego drzwi otwierają się w prawą stronę

Suzuki jimny - offroad

Wjeżdżam jeszcze wyżej, wąska droga wije się coraz bardziej stromo. Początkowo śnieg leży tylko na poboczu, ale z każdą serpentyną wciąż więcej wdziera się go na asfalt. Włączam napęd na cztery koła, a po kilku kolejnych zakrętach dźwignią reduktora także niższe przełożenie. Dzięki nim Jimny niezmordowanie pnie się w kierunku szczytu, przedziera przez koleiny wyjeżdżone w mokrym i zamarzniętym śniegu. Jest za ślisko, żeby próbować wejść tu pieszo, ale samochód dzielnie pełza coraz wyżej, wreszcie pokonuje ostatnie ośnieżone wzniesienie i ląduje na przełęczy.
Tu robię sobie przystanek. Podrzucam w górę namiot, który sam powinien się rozłożyć w powietrzu, ale solidny podmuch zwiewa go ze szczytu. Udaje mi się złapać zgubę gdzieś niżej, wiążę namiot i przytwierdzam do podłoża. Właśnie zapadł zmrok. Rozwijam karimatę, wskakuję do śpiwora i błyskawicznie się w niego zawijam. Już mogę zacząć marznąć...

Każdy Jimny sprzedawany w Polsce ma seryjny napęd na cztery koła

Dostępny jest tylko wolnossący benzynowy silnik 1.5. Można wybrać 5-biegową skrzynię mechaniczną lub 4-stopniową automatyczną


Rano zjeżdżam w dolinę nad potok. Na kocherze podskakuje pokrywka, pod nią w garnku bulgocze krystaliczna górska woda na herbatę. Potem znowu „torem saneczkarskim” w dół, u podnóża góry w lewo, stąd nawigacja prowadzi już sama.
Ponieważ to test, należy się podsumowanie. A więc po pierwsze – minus siedem stopni to naprawdę diabelnie zimno. A co do Jimny’ego: jest sympatycznym, nieustraszonym maluchem z wielkim talentem do terenowej jazdy – za niespełna 70 000 zł. I to sprawia, że wszystko inne traci znaczenie.

 

 

Jedyny taki
Bogdan Czajkowski

Suzuki Jimny to najlżejsza terenówka na świecie, jest lżejszy nawet niż Fiat Panda 1.3 4x4. To pozwala wykorzystać go na wiele sposobów, choćby jako minipług zgarniający śnieg i posypujący chodnik piaskiem – widzieliśmy kiedyś Jimny’ego w Wiedniu w takiej roli. Z małego Suzuki korzysta też bieszczadzka straż graniczna – tu główną zaletą okazują się małe rozmiary, dzięki którym Jimny jest bardzo zwrotny, więc „wjedzie wszędzie”. Niezliczona jest liczba wersji poddanych indywidualnemu tuningowi – podwyższanych (z kołami 20-calowymi zamiast 18”), obniżanych, w wersji pick-up czy furgon, do którego wsiada się od tyłu i z siedzeniami ustawionymi wzdłuż ścian.

 

NASZA OCENA: W grupie aut z tej kategorii cenowej Jimny nie ma sobie równych w terenie. Jednak na zwykłej drodze jego nadwozie przechyla się w zakrętach, auto daje też odczuć pasażerom nierówności nawierzchni i ma o wiele za słabe hamulce. W sumie jednak Suzuki Jimny jest samochodem bezpiecznym, a dzięki temu, że jego nadwozie przypomina sześcian zapewnia bardzo dobrą widoczność z wnętrza.

 

PLUSY MINUSY
 minus trwałe materiały we wnętrzu, bardzo dobra widoczność, duża ilość miejsca z przodu i wystarczająca z tyłu, łatwy dostęp do bagażnika, wygodne fotele
 minus dość dynamiczny silnik (także na niskich obrotach), spełnia normę Euro 6d-Temp., niezbyt wysokie zużycie paliwa jak na auto o charakterze terenowym, akceptowalny poziom hałasu, stabilny w zakrętach, bardzo dobre właściwości terenowe
 minus mały bagażnik (powiększany kosztem miejsca z tyłu), drzwi bagażnika otwierane
na bok, niska ładowność, zawieszenie daje odczuć nierówności nawierzchni
 minus brak 6. biegu, słyszalna praca skrzyni biegów, duża podatność na podmuchy wiatru z boku, za słabe hamulce, mała precyzja układu kierowniczego

Zobacz także: Mitsubishi ASX po zmianach na 2020 rok

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij