The Beetle wraca do gry

Aż 13 długich lat współczesny Garbus pędził żywot outsidera. Wreszcie nadszedł czas na zmianę. VW Beetle II ma być męski z charakteru i wyglądu. Na pierwszą przejażdżkę podstawiliśmy mu do pary jego praprzodka.

Volkswagen The Beetle
Czy te okrągłe refl ektory mogą kłamać? Chyba nie. To w nich najwyraźniej widać podobieństwo Beetle’a do praprzodka. Nowy Garbus jest dłuższy od poprzedniego o ponad 15 cm, we wnętrzu jest miejsce dla czterech osób
Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 56 690 PLN
Dostępne nadwozia: hatchback-5
SPRAWDŹ OFERTY

 

Głaskanie, cmokanie i komplementy w rodzaju "jaki on milutki i okrąglutki" skończyły się raz na zawsze. A jeśli ktoś zechce wetknąć Beetle'owi kwiatek w deskę rozdzielczą, oberwie dźwignią zmiany biegów w kolano. 13 lat po wskrzeszeniu w cukierkowej formie legendarnego Garbusa, jego najnowsza wersja zamierza poflirtować z nową grupą klientów - z mężczyznami. I to nie jako "Gay car of the year", w której to konkurencji poprzedni New Beetle często zwyciężał. Pokolenie numer dwa ma być interesujące dla zwykłego, żeby nie powiedzieć przeciętnego klienta płci męskiej. Dlatego nowy Beetle jest po sportowemu nisko zawieszony, rozstał się z okrągłymi lampami z tyłu i kazał sobie zamontować bardziej kanciaste oraz stanął na wielkich kołach. Teraz czeka na efekt tych zabiegów, czyli na większą popularność. Ciekawe tylko, że oryginalne Garbusy nie były ani nisko zawieszone, ani nie miały kanciastego nadwozia, a mimo to właśnie przede wszystkim mężczyźni je kochają i skaczą wokół nich do dzisiaj.

Oldtimer z nerwowo terkoczącym bokserem o pojemności 1200 cm3 towarzyszy też nowemu modelowi w pierwszej przejażdżce i trzeba przyznać, że trochę kradnie mu show. "Boże, jaki on słodki" - wzrusza się brodaty przechodzień na widok oryginalnego Garbusa z 1961 roku. Też tak uważamy.

Ale właśnie słodki - najnowszy Garbus ani myśli być. A już na pewno nie w sportowej wersji z poprawiającym aerodynamikę spoilerem z tyłu, 19-calowymi kołami i rasowym silnikiem GTI pod maską. Nowy Beetle przesiada się z płyty podłogowej Golfa numer IV z belką skrętną z tyłu na platformę Golfa VI z osią wielowahaczową i nowymi silnikami TSI o pojemności od 1,4 litra do dwu litrów. Wersja z blokiem silnika EA888 jest (jakże modnie i nowocześnie) uruchamiana wciśnięciem guzika. Dwulitrowy czterocylindrowiec odzywa się z czeluści dwóch rur wydechowych po męsku głębokim, dudniącym basem. W porównaniu z dymiącymi i cienkimi jak słomka rurami wydechowymi starego Garbusa, te w Beetle'u prezentują się jakby wychodziły z potężnego, rozgrzanego pieca. Gaz w podłogę i Beetle rwie do przodu jak spuszczony ze smyczy młody pies za kiełbasą. Brak 10 KM w porównaniu z 210 KM silników GTI jest niemal niezauważalny. Przy każdej zmianie przełożenia sześciobiegowej dwusprzęgłowej skrzyni biegów (w kąpieli olejowej, by przenieść większy moment obrotowy) Beetle produkuje basowy dźwięk i można być pewnym, że taka jazda spodoba się wszystkim kierowcom, niezależnie od płci.

REKLAMA

The Beetle z hormonem wzrostu
Nowy Beetle ma wreszcie nadwozie o zdrowych proporcjach - co przyznaje sam główny designer VW Klaus Bischoff. "Poprzedni model [małe zdjęcie u góry] został skonstruowany na płycie podłogowej, która nie była przeznaczona dla takiego auta. I to było widać". Kierowca siedział o wiele za daleko z tyłu, nad głową miał nie wiadomo po co mnóstwo przestrzeni z powodu dachu ekstremalnie wygiętego w łuk, a przed sobą deskę rozdzielczą wielką jak w vanie. Nowy Beetle jest dłuższy od poprzedniego o 15 cm, szerszy o 8,4 cm i o 12 mm niższy.
1. VW Garbus - dł. x szer. x wys.: 4070 x 1540 x 1550 mm
2. VW New Beetle - dł. x szer. x wys.: 4126 x 1724 x 1498 mm
3. VW The Beetle - dł. x szer. x wys.: 4278 x 1808 x 1486 mm

REKLAMA

REKLAMA

No i trudno żeby było inaczej, bo to, że Volkswagen przykrywa całość karoserią w stylu retro, nie zmienia przecież znanych, dobrych właściwości jezdnych Golfa. Nowy Beetle - który będzie produkowany w Meksyku - porządnie trzyma się drogi w zakrętach, dzięki precyzyjnemu elektromechanicznemu układowi kierowniczemu ani myśli zbaczać z obranego toru jazdy, a całkiem ciasne zakręty łyka jeszcze sprawniej niż Golf, bo jego rozstaw osi jest mniejszy o 5 centymetrów (wynosi 2,53 m), co pomaga w manewrowaniu w mieście. Po Golfie GTI sportowa wersja Beetle'a dziedziczy jednak także twarde zawieszenie. To akurat wydaje się niepotrzebne, bo przy całym szacunku dla męskości nowego Beetle'a, nikt przecież nie uwierzy, że jest samochodem dla prawdziwych twardzieli.

No chyba że będzie go można kupić w cywilnej wersji z bardziej miękkim zawieszeniem. Klienci będą musieli jedynie zrezygnować z czułych amortyzatorów o zmiennej sile tłumienia. "Byłoby zbyt mało zamówień" - twierdzi Volkswagen. Czyżby więc ich montaż nie kalkulował się nawet w tak ogromnym koncernie, w którym efekt skali pozwala mocno obniżyć koszty? Sam Beetle operuje w skali jak najbardziej globalnej i klientów szukać będzie przede wszystkim w USA. Już w przypadku poprzednika, prawie połowę z wyprodukowanych dotąd 1,2 mln egzemplarzy sprzedano w Stanach, w rodzimych Niemczech ledwie dziesięć procent.

Wnętrze nowego Volkswagena jest bardzo udanym przeciwieństwem zabawkowego kokpitu w konkurencyjnym Mini Cooperze S. Szeroki lakierowany pas na tablicy rozdzielczej działa uspokajająco, doskonale czytelne wskaźniki zapewniają stały dostęp do informacji, przełączniki i dźwigienki są tam, gdzie być powinny. W górnym schowku przed pasażerem, jak w oryginalnym pra-Garbusie, prawie nic się nie mieści. Ale na drobiazgi przewidziano pod nim drugą zamykaną skrytkę.

W przeciwieństwie do Golfa, który jest aż do bólu praktyczny, Beetle pozwala sobie na poważne słabostki. Z tyłu już nawet pierwszy Garbusoldtimer zapewniał więcej miejsca nad głowami pasażerów, z kolei liczbę miejsc w Beetle'u ograniczono do czterech. Inżynierowie z Volkswagena przyznają otwarcie - "forma miała tu pierwszeństwo przed funkcją". I natychmiast dodają - "ale bagażnik jest o 100 litrów pojemniejszy". Cieszymy się bardzo.

Jeszcze bardziej raduje nas bardzo dobra widoczność z wnętrza samochodu, bo boczne szyby są w nim szerokie, a tylna sięga głęboko w dół. Gdzie zaś jest koniec i początek auta trzeba się było domyślać już w historycznym Garbusie. Z nim akurat właśnie się żegnamy - wraca do muzeum, gdzie bez żenady będzie mógł się cieszyć, gdy ktoś zachwyci się nim wzdychając, jaki jest słodziutki.

Tekst Alexander Bloch,
zdjęcia Rossen Gargolov
amis 8/2011

zobacz galerię

REKLAMA