[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
BP BP
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

VW California - podróż przez Kalifornię

Kalifornia to nie tylko tętniące życiem Los Angeles. Ruszamy w trasę w poszukiwaniu przygody, wyjątkowych miejsc i by uczcić 30-lecie VW Californii

VW California VW California

Zaproszenie było intrygujące. Pisano w nim o „koczowniczej podróży”, o fascynacji „ruchem hippisowskim i stylem życia dzieci kwiatów”, znalazły się w nim też informacje o noclegu w „czteroosobowym pokoju o powierzchni kilku metrów kwadratowych” i o tym, że „dostęp do prysznica będzie ograniczony”. Napięcie rosło aż naczelny rzucił w końcu: „Kto chce spędzić trzy dni w podróży po Kalifornii, dołączając do Volkswagena, który świętuje tam 30-lecie swojego kampera”? Prysznic? Na co mi takie luksusy – w drogę!

Santa Monica

Niewielkim VW Californią można parkować niemal wszędzie. Wystarczy kilka minut i kliknięć, aby auto zmienić w dom

Z lotniska w Los Angeles do plaży w Santa Monica jest tylko 17 km, ale ruch w alei Lincolna wydłuża drogę w nieskończoność. Szczęśliwie pogoda pozwala uchylić szybę, wystawić łokieć i już na starcie wyprawy złapać pierwsze promyki amerykańskiego słońca. Z głośników, jakby bardziej leniwie niż zwykle, sączą się słowa: „Take me down to the Paradise City” zespołu Guns N’Roses. To kawałek z płyty, którą w 1987 r. nagrywano, całkiem przypadkiem, w Santa Monica właśnie, 4 km od parkingu, na który wjechałem białym VW Californią. Widok rozciągającego się niemal na 6 km i szerokiego na 300 m dywanu z piasku zachęca do plażowania, ale nie tym razem, bo za moment spotkam się z surferem, który ma mi dać kilka wskazówek, zanim zaczniemy biwak. „Spóźnia się? Może złapał falę, to w końcu surfer!” – rzucili jego znajomi.
BP

REKLAMA

REKLAMA

VW California Martin to nie tylko surfer, ale też miłośnik i kolekcjoner  Volkswagenów Transporterów  T1 – nawet na szyi nosi złote logo VW

Czekając, rozglądam się po okolicy. Molo w Santa Monica i budki ratowników wydają się dziwnie znajome. Ach! To tutaj kręcono „Słoneczny patrol”! Ale zamiast Pameli Anderson w czerwonym kostiumie, na horyzoncie pojawia się w końcu Martin. „Trzy lata mieszkałem w moim Volkswagenie, całe dnie surfowałem, a nocą spałem w aucie na plaży” – mówi, wskazując na odpicowanego żółtego Transportera T1 z deskami na dachu. „Bywało zimno, więc budziłem się o drugiej w nocy i parzyłem kawę, żeby się ogrzać. Teraz mam dom przy plaży i pięć VW T1, ale ciągle wstaję o drugiej i robię sobie kawę, a dzięki wczesnej pobudce mam więcej czasu na surfowanie” – stwierdza w trakcie rozmowy. Jego „Bulik” z 1963 r. został przerobiony na „auto, w którym można spać”, natomiast California, w której spędzę najbliższe dni, to co prawda mały, ale prawdziwy kamper.

REKLAMA

VW California Na wybrzeżu Kalifornii roi się od kempingów, ale są też miejsca, gdzie można legalnie rozbić biwak przy drodze – o ile oczywiście znajdzie się kawałek wolnego miejsca

Malibu

Do pierwszego obozu jadę niesamowitą Pacific Coast Highway ciągnącą się z Los Angeles hen daleko aż za San Francisco. Trafiam do ciągnącego się przez 27 km kameralnego, słynnego Malibu. Wybrzeże zabudowano w nim willami – posiadłości mają tutaj gwiazdy muzyki i filmu, i to nie tylko te fikcyjne jak lalka Barbie i Ken. Malibu to też mekka surferów. Pobocza drogi są zastawione ich kamperami, tutaj powstał pierwszy „rezerwat surfingu”, czyli miejsce, gdzie ten sport się nie tyle uprawia, co wręcz kultywuje. Robię przystanek na słynnym molo, ale krótki, bo słońce rzucające pomarańczową poświatę na ocean i coraz chłodniejszy wiatr dają wyraźny sygnał, że dzień zbliża się ku końcowi.

REKLAMA

REKLAMA

VW California VW California

Carpinteria

Kilkanaście VW Californii zatrzymało się nie na cywilizowanym kempingu, ale na wzgórzach w okolicy Carpinterii, miejscowości znajdującej się za Malibu. Oczywiście po uzgodnieniu z właścicielami znajdującej się tam plantacji awokado. Mówi się, że zachód słońca nigdzie nie smakuje tak jak w Kalifornii. Podziwiając go w tym miejscu, podpisuję się pod tym obiema rękami.

Temperatura spada coraz niżej, czas więc przygotować auto do biwaku. Ustawiam je na możliwie płaskiej powierzchni (inaczej się nie wyśpię), zaciągam hamulec ręczny i rozkładam dach – wystarczy kilka kliknięć, bo podnoszą go elektryczne siłowniki. Będę spał na „parterze”, na łóżku, które powstaje po rozłożeniu foteli – jest szerokie i miękkie, bo kładzie się na nie materac. To lepsze miejsce niż „na piętrze”, bo szyby lepiej niż namiot izolują od chłodu na zewnątrz. Mimo to budzę się o godzinie 2.13 – z zimna. Zamiast parzyć kawę, włączam ogrzewanie postojowe, poprawiam poduszkę i zasypiam, czując już pierwsze powiewy ciepłego powietrza. Szach i mat Martin!

REKLAMA

VW California VW California

Los Padres National Forest

Spakowanie domu na kołach trwa kilka chwil. Wystarczy złożyć łóżko, opuścić dach, zamknąć szafki, odsłonić rolety na szybach, zamknąć lodówkę, zlew, kuchenkę i auto nadaje się do codziennej jazdy jak każdy VW Transporter. California wjedzie na podziemny parking (nie jest wysoka jak tradycyjne kampery, więc się zmieści), a nawet na molo w Santa Barbara. Tam ją zostawiam i wskakuję do kajaka, żeby z perspektywy zimnego oceanu podziwiać kalifornijskie wybrzeże, palmy i pływające tuż obok foki. Takie atrakcje znałem dotąd tylko z hollywoodzkich filmów.

REKLAMA

REKLAMA

VW California Funkcje mieszkalne w VW Californii są banalne w obsłudze i dobrze, bo podczas wakacji nie ma sensu marnować czasu – centrum sterowania dachem i ogrzewaniem postojowym znajduje pod sufitem

Droga nr 33 na północ od Ventury pnie się już kilka kilometrów. Krajobraz robi się coraz bardziej dziki, nad okolicą unosi się kilka ogromnych kondorów, a rezerwat przyrody Los Padres National Forest zaczyna przypominać pustkowie, nie las. Jazda Californią z 204-konnym silnikiem benzynowym i przekładnią DSG – mimo że auto nie służy do szybkiej jazdy – na krętej nitce asfaltu daje coś w rodzaju frajdy, a może nawet satysfakcji, bo tam gdzie duże kampery prawie się przewracają na bok, VW jedzie stabilnie.

W dół jest inaczej, bo z powodu wysokiej masy auta nietrudno o przegrzanie hamulców. Jadę więc spokojniej i szykuję się do drugiego biwaku. Domy na kołach parkują tym razem nie na wybrzeżu, lecz na pustkowiu, w miejscu, którego nie mogę nawet znaleźć na mapie. Druga noc też mija bez niespodzianek, za domowym łóżkiem nie tęsknię – nie jestem pewien czy dlatego, że było mi aż tak wygodnie, czy przez bajeczną panoramę gór, która ukazała się rano po otwarciu pokrywy bagażnika...

REKLAMA

Venice Beach to miejsce wyjątkowe na mapie Los Angeles – w jednym miejscu rozbrzmiewa muzyka reggae, tuż obok tętni życiem skatepark, a kawałek dalej hippisi    sprzedają pamiątki i płyty

Hollywood i Venice

Do Los Angeles pozostało jeszcze około 100 km, ale podróż „hajłejem” mija szybko i w poczuciu nostalgii, gdy zespół Eagles wyśpiewuje „Welcome to the Hotel California, such a lovely place”. Przed metą tej krótkiej podróży zahaczam jeszcze o wzgórza Hollywood ze słynnym na cały świat napisem. Wąskie uliczki potwierdzają, że niewielki rozmiar to zaleta tego auta. Na koniec zostawiam Venice, przez otwarte okna wpuszczam do wnętrza klimat tego miejsca, zapach street foodu, dźwięk rozwiewanych na wietrze liści palm i muzykę, która rozbrzmiewa na każdym rogu. Tego szczególnie będzie mi brakowało, ale teraz bardziej jest mi potrzebny gorący prysznic.

REKLAMA

REKLAMA

30-lecie Volkswagena Californii

Sam pomysł spania w niewielkim vanie Volkswagena narodził się na długo przed powstaniem pierwszej Californii. W zasadzie od debiutu modelu T1 w 1950 r. ludzie – głównie podróżnicy, surferzy i hippisi – przerabiali popularnego „Ogórka” na samochód, w którym można było spać, np. kładąc materac w bagażniku. Na rynku VW California – czyli kamper z charakterystycznym podnoszonym dachem, bazujący na modelu T3 (na zdjęciu) – zadebiutował w 1988 r. Tak samo jak jego następca, czyli T4, był projektowany i produkowany wspólnie z firmą specjalizującą się w kamperach, czyli Westfalią, natomiast Californię generacji T5 i T6 (obecną) zaprojektował sam Volkswagen. Łącznie marka sprzedała już prawie 160 tysięcy tych małych kamperów. VW California Beach (przestronniejsza, ale bez lodówki, zlewu i kuchenki) kosztuje od 157 tys. zł, a wersja Ocean (z całym wyposażeniem) od 232 tys. zł.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij