Od redaktora:

Adam Majcherek

Siły fizyki i chemiczne zmiany w organizmie tworzą wybuchową mieszankę – pod wpływem prędkości, która podnieca, ale może być niebezpieczna.

Gaz do dechy – potężna siła wciska plecy w fotel, głowa uderza w zagłówek, a Ty czujesz, jakbyś nagle zrobił się dużo cięższy. I sprawia Ci to frajdę. Dlaczego? Bo ta chwila podnosi poziom testosteronu i dopaminy, czyli hormonu szczęścia. Gdy przyspieszenie przestaje działać, zmniejsza się siła przeciążeń i zostaje sama ekscytacja szybko przesuwającym się krajobrazem. Ale co w zasadzie oznacza „szybko”? To już zależy od indywidualnych odczuć, od umiejętności kierowcy, od warunków na drodze i przepisów.

W 1865 roku z myślą o bezpieczeństwie wprowadzono w Wielkiej Brytanii ograniczenie prędkości w mieście do 3 km/h, a poza – do 6 km/h. Na szczęście z biegiem lat limity łagodniały i dziś w niektórych miejscach mamy autostrady, na których w ogóle nie obowiązują. W powietrzu prędkość odczuwa się jeszcze inaczej. Nie masz odwagi skoczyć ze spadochronem? Zanim spadochroniarz pociągnie za linkę, nabiera prędkości 56 metrów na sekundę. Imponujące? Taką samą odległość przejeżdżasz samochodem poruszającym się „zaledwie” 201,6 km/h. Nie robi wrażenia? Usiądź za kierownicą BMW 760Li (s. 70) – kolos ważący ponad dwie tony rozpędza się do setki w 3,7 s i osiąga prędkość 305 km/h. Wciąż mało? Wybierz się w podróż japońskim Shinkansenem (s. 106), który rozwija 320 km/h, ale rekordowe przejazdy kończył przy prędkości 603 km/h. Nadal nie dość szybko? Poczekaj na kolej Hyperloop, która będzie się rozpędzała do prawie 1300 km/h.

Czy są prędkości niebezpieczne dla ludzkiego ciała? W NASA twierdzą, że wyzwaniem nie jest sama prędkość, lecz przyspieszanie, czyli pokonywanie grawitacji i związane z tym przeciążenia. O ich doświadczaniu piszemy na stronie 98. Przeciętny człowiek wytrzymuje przeciążenie do 5g, kosmonauci – nawet 16g. Ale podczas przyspieszania sportowym autem rzadko da się przekroczyć 1g. Wniosek? Ruszamy na tor i gaz do dechy!