Od redaktora:

Roman Popkiewicz

Jest takie zdjęcie skrzyżowania w Nowym Jorku z początków XX wieku, na którym widać same dorożki. Na obrazku późniejszym o bodajże trzy lata są już niemal wyłącznie samochody.

I chyba warto zrobić zdjęcie któregoś ze skrzyżowań w jednym z naszych miast, bo za kilka lat na nim również będą się już tłoczyły pojazdy innego typu. Kilka przykładów poniżej. Temat naszej okładki, nowe Renault Megane, które niedługo traf na rynek, jest już tylko elektryczne. Obecny, spalinowy model będzie sprzedawany równolegle z nim jeszcze do 2024 r., ale czas leci tak szybko, że dwa lata to prawie jak pojutrze.

Hyundai to potęga i nikogo nie dziwi, że Ioniq 5 jest autem z wyższej technologicznej półki – i oczywiście bez wlewu paliwa. Volvo wyjmuje z XC40 silnik spalinowy i wkłada dwa elektryczne o mocy ponad 400 KM. I teraz podczas spintu spod świateł kierowca XC40 elegancko podnosi ciśnienie temu z BMW M3. Nawet tak niszowe marki jak DS i Cupra mają już w ofercie modele z gniazdem ładowania.

Co tam Cupra i DS, przecież Toyota – Toyota, która na auta elektryczne patrzyła z wysokości swoich hybryd – właśnie odsłoniła pierwszego elektryka. Swoją odmianę tego samego auta za chwilę wprowadzi do oferty Subaru, które już od paru lat nie sprzedaje w Europie kultowych WRX i STI.

Mercedes prezentuje właśnie najnowszy model SL z potężnymi silnikami V8, ale flagowy kabriolet zastępuje trzy auta naraz – Klasę S Cabrio, AMG GT Roadstera i swojego poprzednika – podczas gdy gama elektrycznych Mercedesów EQ, która rok temu liczyła jeden model, dziś liczy ich już pięć, a za rogiem czekają kolejne.