Od redaktora:

Jarosław Brach

Rozwiń

Polska potęgą w zabudowach pożarniczych jest i basta.

W sektorze pojazdów użytkowych w sferze samych wyrobów gotowych, pomijając segment komponentów, nasz kraj zajmuje mocną pozycję w kilku kluczowych kategoriach. Abstrahując od ciężarówek (montownia MAN-a w Niepołomicach), są to autobusy miejskie (do niedawna własność rodzimego kapitału Solaris, oraz koncernowi gracze tacy jak Volvo, MAN i Scania), naczepy i zabudowy (głównie rodzimy Wielton), zabudowy wywrotki i inne wybrane specjalistyczne (dominują rodzimy KH Kipper i niemiecki Meiller), jak również pożarnicze nadwozia ratownicze i ratowniczo-gaśnicze. I na tę ostatnią grupę warto zwrócić większą uwagę.

Wytwarzanie u nas takich nadwozi ma dość długą tradycję. Nawet w okresie PRL w tym zakresie wykazywaliśmy znaczną samowystarczalność, gdyż poza wydaniami wybitnie specyficznymi, przeznaczonymi dla dużych przedsiębiorstw przemysłowych (huty, rafinerie, fabryki chemiczne), lotniskowymi i ciężkimi terenowymi, z czasem uruchomiono produkcję najbardziej popularnych typów. Najważniejszym dostawcą pozostawały Jelczańskie Zakłady Samochodowe uzupełnione przez grupę mniejszych wytwórni, takich jak np. SHL Kielce czy Osiny.

Zmiany społeczno-polityczno-ekonomiczne z przełomu lat 80. i 90. kompletnie zmieniły ten obraz. Na rynku pojawiły się małe, prywatne podmioty. Pierwotnie, jeszcze na początku lat 90., ze względu na niewielkie własne doświadczenie i zasoby kapitału oraz niski poziom zamówień trudniły się one przede wszystkim remontami i modernizacjami sprzętu dotychczas eksploatowanego. Niemniej powyższe pozwoliło im na w miarę spokojne wzmocnienie kapitałowe oraz zdobycie wiedzy i kompetencji. To z kolei umożliwiało stopniowe przechodzenie z rynku wtórnego na rynek pierwotny – tzn. oferowanie kompletnych, fabrycznie nowych egzemplarzy, czyli z fabrycznie nową zabudową bazującą na fabrycznie nowym podwoziu. Tu za taki przełomowy moment fachowcy uważają wygranie pod koniec lat 90. przez bielską ISS Wawrzaszek przetargu na kilkadziesiąt średnich terenowych samochodów ratowniczo-gaśniczych. Jako pojazdowa podstawa wystąpiło 2-osiowe podwozie Renault Midliner M210 4x4 z załogową, wydłużoną kabiną. A ponieważ w tym przypadku – na szczęście – ta jaskółka uczyniła wiosnę, za tym pierwszym znaczącym kontraktem poszły następne. Zarazem, co znamienne, trapiony różnorakimi problemami swoją pozycję systematycznie tracił niegdysiejszy potentat – Jelcz. W efekcie na dzisiaj mamy następującą sytuację. W sprzedaży dominuje piątka w postaci – bielskich WISS Wawrzaszek i PS Szczęśniak, kieleckich Grupa Stolarczyk i Moto-Truck Leszek Chmiel oraz PS Bocar z podczęstochowskiego Korwinowa. Są oni w stanie zaproponować szeroką paletę wariantów – od najprostszych ratowniczych i ratowniczo-gaśniczych, przez przemysłowe i podnośniki, skończywszy na uważanych za niezwykle elitarne i nobilitujące lotniskowych. De facto nie buduje się dziś u nas jedynie specyficznych odmian przemysłowych oraz drabin, przy czym te drugie w ofercie na terenie Unii mają zaledwie austriacki Rosenbauer i niemiecki IVECO Magirus. Co jednak ważne, tę mocną pozycję polskie firmy zdobyły nie wyłącznie dzięki niskim cenom, lecz stawianiu także na jakość i nowoczesność – m.in. są posiadaczami wielu patentów na unikatowe opracowania. W rezultacie dostępne obecnie wyroby prezentują bardzo dobry stosunek ceny do swoich walorów użytkowych. Dowód na ich wysoką konkurencyjność stanowi m.in. eksport do wielu państw, nie tylko europejskich. Tym samym doszło do sytuacji, że znani zagraniczni gracze – jak Rosenbauer, IVECO Magirus czy Ziegler – generalnie są u nas aktywni w sektorach pozbawionych rodzimych rywali czy z ich słabszą pozycją, jak w przypadku modeli przemysłowych, lotniskowych, drabin i podnośników o bardzo dużym wysięgu (ponad 50 m). Co więcej, w takich realiach, by wzmocnić swoją pozycję, Rosenbauer uruchamia u nas montownię najpopularniejszych wersji ratowniczo- -gaśniczych. Warto to wszystko uwzględnić, czytając pierwszą część naszej relacji z kieleckich targów IFRE. Zatem miłej lektury tego tekstu oraz wielu innych i do zobaczenia po wakacjach.