Od redaktora:

Jarosław Brach

Z drugiej strony militarnego wystawowego lustra

Od 3 do 6 września w Kielcach odbyły się połączone XXVII Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego MSPO oraz XXV Międzynarodowe Targi Logistyczne LOGISTYKA. Media odbębniły niesamowity sukces obu tych imprez – oglądając przekaz w telewizji, miało się wrażenie potężnego przedsięwzięcia z udziałem setek wystawców i wynajętą niemal całą powierzchnią. Ci, którzy widzieli to na własne oczy, mają chyba jednak kompletnie inne odczucia – tak źle nie było od lat. Tym bardziej że jeszcze dwa lata temu niewiele zapowiadało nadchodzące gorsze czasy. Już ubiegły rok był zwiastunem zbliżających się problemów. Przy czym wtedy udało się to ukryć, organizując rocznicowy pokaz historycznych ciężarówek marki Star z okazji 70. rocznicy uruchomienia produkcji tych samochodów. Teraz taka szansa nie istniała. W efekcie na potężnym terenie zewnętrznym z tyłu hal hulał wiatr, gdyż nic tam nie pokazywano. W związku z tym, by w doniesieniach wszystko wypadło dobrze, tych nielicznych, prezentujących się na zewnątrz przeniesiono do bloku, który odwiedzili oficjele. Podobna radosna twórczość dotyczyła liczby wystawców biorących udział w imprezie – obiektywnie nie była ona imponująca.

Zacznijmy od kwestii najprostszej – oto mamy połączone MSPO i Logistykę. Czemu nie odbywają się razem pod jedną nazwą: albo MSPO, albo Logistyka? Przecież nie ma żadnych podziałów ekspozycji. Odpowiedź jest prosta: w statystykach wykaże się MSPO i Logistykę jako dwa odrębne projekty. Dzięki temu rola organizatora – oczywiście na papierze – rośnie. Podobnie wygląda zagadnienie w odniesieniu do uczestników. Wiele miejsca zajęło teraz nasze wojsko. Wobec tego dało się spokojnie napisać, że wystawcą były Siły Zbrojne RP. Lecz to tylko jeden podmiot. Cóż zatem zrobiono? Wymieniono jako oddzielne firmy i instytucje wojskowe jednostki, szkoły, stowarzyszenia i instytuty. W efekcie – po takim cudownym podziale – statystyki przedstawiają się rewelacyjnie. Na przyszłość, by było jeszcze lepiej, proponuję nie podawać Brygada X, lecz 1 batalion z Brygady X, 2 batalion z Brygady X, 3 batalion itd. Zawsze można także przejść na poziomy kompanii i drużyn – wówczas sukces byłby murowany. Tylko czy naprawdę o to chodzi?

Te nieco sarkastyczne słowa piszę bez satysfakcji. Ta ubogość dość mocno przeniosła się też bowiem do sektora militarnej motoryzacji. Powyższe wynika z faktu, że obecna polityka zakupowa MON i ogólnie naszego państwa spowodowała, iż z bezpośredniej walki o nasz rynek zrezygnowały znane zachodnie koncerny. Na próżno było w takim razie szukać w Kielcach Mercedesa, IVECO, Volvo, Renault-Arquus czy Scanii. Ostały się jedynie czeska Tatra i RMMV-MAN pod skrzydłami Rheinmetalla.

Kolejny temat – Jelcz. Szczerze: kocham go i kibicuję mu od lat, lecz Jelcz jest tylko Jelczem, ze wszelkimi tego następstwami. Ogólnie sytuacja, w której nasza strona rządowa go popiera, nie byłaby może taka zła, gdyby Jelcz był partnerem o odpowiednich ofercie, potencjale i renomie. A nie jest. Od półtorej dekady nie obsługuje w ogóle rynku cywilnego i rynków eksportowych. W dodatku w kategorii wojskowej motoryzacji należy do graczy drugoligowych – tak w zakresie potencjału zasobowego, jak i stopnia rozwoju technologicznego. Owszem, stosuje dobre komponenty od renomowanych dostawców zagranicznych, jak silniki od IVECO i Mercedesa-MTU, skrzynie biegów, skrzynie rozdzielcze i mechanizmy kierownicze od ZF, osie od AxleTech, opony od Continentala albo Michelina czy skandynawskie stale, w tym pancerne (SSAB). Importowane są również m.in. systemy elektroniki pokładowej, klimatyzacyjne, zawieszenia i inne. Jednak to nie rozwiązuje problemów. Gdyby złożenie samochodów było takie proste, każdy mógłby to udanie robić w swojej stodole. A proste nie jest, co widać choćby w zakresie wykończenia detali, pewnych szczegółów, ergonomii, czasami jakości. W tych obszarach Jelczowi wciąż brakuje nie tylko w stosunku do sektorowych gigantów w postaci Mercedesa, MAN-a, IVECO czy Grupy Volvo, ale nawet Tatry czy Sisu. Własne ambicje to bowiem jedno, a brutalna rzeczywistość drugie....