1360 km na jednym baku wodoru – rekord Toyoty Mirai

Dystans aż 1360 km pokonała testowa Toyot Mirai na jednym zbiorniku wodoru, ustanawiając tym samym rekord Guinnessa.

Toyota Mirai z rekordem zasięgu fot. materiały prasowe
Toyota Mirai z rekordem zasięgu

Toyota Mirai to samochód o napędzie elektrycznym, zasilanym wodorowymi ogniwami paliwowymi. Druga generacja modelu ustanowiła właśnie nowy rekord Guinnessa najdłuższego dystansu przejechanego na jednym tankowaniu przez samochód elektryczny na wodorowe ogniwa paliwowe. Wodorowa Toyota pokonała 845 mil (1360 km) na trasach południowej Kalifornii. Samochód zużył podczas całego testu 5,65 kilograma wodoru, którego zatankowanie – jak podaje producent – trwało pięć minut.

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Oficjalna próba ustanowienia nowego rekordu była przeprowadzona zgodnie ze sztuką i nadzorowana przez Michaela Emprica, sędziego Guinness World Records. Zbiornik na wodór został zaplombowany tuż po zatankowaniu wodoru na początku testu. Kierowcy skoncentrowali się na osiągnięciu jak najniższego zużycia energii, ostatecznie uzyskując wynik 152 MPGe, co odpowiada 13,8 kWh/100 km.

Za kierownicą Toyoty Mirai zasiadł Wayne Gerdes, kierowca zawodowo zajmujący się testowaniem zasięgu samochodów, a towarzyszył mu pilot Bob Winger. Dwudniowa próba zaczęła się w poniedziałek, 23 sierpnia tego roku, w Toyota Technical Center (TCC) w Kalifornii. To tutaj mieści się amerykańska centrala badań i rozwoju nad ogniwami paliwowymi Toyoty. Samochód pojechał najpierw na południe do San Ysidro, a potem na północ do Santa Barbara przez Santa Monica i Malibu autostradą Pacific Coast Highway. Wieczorem Wayne Gerdes wrócił do Toyota Technical Center i zarejestrował 473 mile (761 km) przebiegu.

Druga część trasy, na którą Toyota Mirai wyruszyła następnego dnia, czyli 24 sierpnia, w większym stopniu przebiegała lokalnymi drogami. Samochód przejechał na tym etapie 372 mile (599 km), przedzierając się m.in. przez zakorkowane drogi w porannych i popołudniowych godzinach szczytu, w tym na autostradzie z San Diego do Los Angeles. Pod koniec dnia przyjechał do siedziby TTC na resztkach wodoru. Świadkiem tego był Michael Empric, który następnie wraz z kierowcą Waynem Gerdesem sprawdził zaplombowany wlot paliwa i nadzorował jego otwarcie.

Toyota Mirai z rekordem zasięgufot. materiały prasowe
Toyota Mirai z rekordem zasięgu

– Jako sędzia Guinness World Records od 10 lat, wielokrotnie obserwowałem niesamowite próby bicia różnego rodzaju rekordów, w tym wiele rekordów dystansu. Dwudniowy test Toyoty Mirai bez tankowania pokazuje siłę i możliwości technologii elektrycznego napędu na ogniwa paliwowe. To ta technologia, razem z przemyślaną konstrukcją Toyoty Mirai, umożliwiła ustanowienie tego historycznego rekordu – powiedział Michael Empric.

Podczas całej próby Toyota Mirai zużyła 5,65 kg wodoru. Po drodze samochód minął 12 stacji tankowania tego paliwa. Przejazd odbywał się głównie w gęstym ruchu godzin szczytu, w temperaturze między 18 a 28 stopni Celsjusza. Producent podkreśla, że samochód podczas jazdy nie emitował żadnych spalin ani CO2, a jedynie czystą parę wodną, a na tej samej trasie konwencjonalne auto benzynowe wyemitowałoby około 300 kg dwutlenku węgla. Ale świat nie jest przecież czarno-biały i nie jest wcale tak, że technologia wodorowych ogniw paliwowych jest neutralna dla środowiska. Nie w obecnej formie i przy obecnych źródłach pozyskiwania wodoru.

REKLAMA

Auto Motor i Sport
Toyota Mirai

Wodór a emisja CO2

Dodajmy zatem łyżkę dziegciu do tej beczki z pachnącym miodem, bo póki co samo uzyskiwanie wodoru wcale takie czyste nie jest. Podobnie zresztą jak z bateryjnymi samochodami elektrycznymi (BEV), które w czasie jazdy nie emitują spalin, ale do ich ładowania konieczny jest prąd, wytwarzany obecnie w przeważającej większości z wykorzystaniem paliw kopalnych.

Jak podają europejskie raporty, obecnie w Europie mniej niż 2 proc. zużycia energii pochodzi z wodoru i jest on wykorzystywany głównie do wytwarzania produktów chemicznych, takich jak tworzywa sztuczne i nawozy. A co więcej, prawie cały ten wodór – aż 96 proc. – wytwarzany jest z gazu ziemnego, co powoduje znaczne emisje CO2 podczas tego procesu.

Mówiąc prościej, za unijnym raportem, aby wyprodukować wodór potrzebujemy pierwotnego źródła energii. To właśnie źródło energii i zastosowany proces decydują o tym, jak czysty – lub brudny – jest produkt końcowy. Wodór oparty na paliwach kopalnych, pozyskiwany z gazu ziemnego, jest często nazywany wodorem szarym i jest zdecydowanie najpowszechniejszym stosowanym obecnie jego rodzajem. Wodór niskoemisyjny, określany często jako niebieski wodór, jest również wytwarzany z gazu ziemnego, ale CO2 emitowane podczas jego produkcji jest wychwytywane i składowane pod ziemią, co sprawia, że jest to czystsza opcja o niższych emisjach.

Podczas gdy wodór niskoemisyjny może odgrywać ważną rolę przejściową, zastępując wodór szary, najczystszą formą jest wodór odnawialny, często nazywany zielonym wodorem. Wytwarza się go poprzez przepuszczenie energii ze źródeł odnawialnych, takich jak energia wiatrowa i słoneczna przez elektrolizer, a jedynym produktem ubocznym tego procesu jest woda. W ten sposób jego produkcja jest nieomal bezemisyjna, stąd też wzbudza ona największe zainteresowanie – wśród decydentów, naukowców i inwestorów.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA