REKLAMA

7 grzechów głównych polskich kierowców

Umówmy się – każdy z nas, od czasu do czasu, dopuszcza się mniejszych lub większych wykroczeń na drodze. Kierowców, którzy robią to jednak z premedytacją i w zupełnym pogwałceniu nie tylko przepisów, ale i logiki oraz zdrowego rozsądku przybywa.

Autostrada materiały prasowe
Autostrada

Wystarczy wejść na Youtube i odpalić jeden z kilkunastu kanałów, na które nagrywający wideorejestratorami kierowcy przesyłają „wyczyny” innych – wymuszenia pierwszeństwa, wyprzedzanie na trzeciego, a czasem i na czwartego, przejazdy na czerwonym świetle, wyprzedzanie na pasach, jazda po chodniku, pod prąd, dohamowywanie na autostradzie. Dużo tego. Po takim widowisku człowiekowi trochę odbiera ochotę do jazdy. Niedawno śmialiśmy się z nagrań pochodzących z tej bardziej wysuniętej na wschód części Europy, tymczasem popularność kamer w Polsce udowodniła, że, co jak co, ale i nasi kierowcy mogą pochwalić się równie ułańską fantazją. Niektóre filmy są wręcz niewiarygodne i aż wylewa się z nich chamstwo. Na innych z kolei można otworzyć oczy ze zdumienia pytając przy okazji „jak to jest możliwe, że go, człowieku, nie widziałeś”. Polacy mają szeroki repertuar zagrań skrajnie niebezpiecznych i nieodpowiedzialnych. Urągających rozsądkowi – takich, po których zabranie prawa jazdy wydaje się karą nie tylko oczywistą, ale i podstawową.

REKLAMA

To choroba cywilizacyjna. Przesiedliśmy się do szybkich aut, w których, nie tak jak w Polonezie czy Wartburgu, 100 km/h wydaje się prędkością śmiesznie niską. Wzmożony ruch sprawia z kolei, że „trzeba nadrabiać”. Albo zwyczajnie pokazać, kto rządzi w tym stadzie kierowców przelewających się przez drogi i ulice. Niektórzy w tym wyścigu nie uczestniczą, inni dadzą się zabić, by choć przez chwilę być na czele.

Kolejna sprawa – znaki. Najwyraźniej w Polsce decydenci doszli do wniosków, że im więcej znaków, tym większe bezpieczeństwo. Jest zgoła inaczej – w tym zalewie znaków kierowcy najpierw próbują się odnaleźć, a potem machają ręką i jadą na wyczucie. Znaki postawione są tak, że prowadzenie auta w zgodzie z nimi nie ma nic wspólnego nie tylko z płynną jazdą, ale i bezpieczeństwem. Do tego ograniczenia prędkości są często stawiane na wyrost, a ich rozmieszczenie wygląda na zupełnie losowe. I to na nowych drogach! Przejedźcie się dowolną nową obwodnicą większego miasta – 40 km/h, 60, 70, 80, znowu 60. Nie dość, że nie ma w tym żadnego sensu ani logiki, to jeszcze często ograniczenie nijak się ma do tego, co potrafią współczesne samochody.

Dają one kierowcom złudne poczucie tego, że nad nimi panują – nic nie trzęsie, w środku cisza, opony nie piszczą, nadwozie prawie się nie przechyla. Jednak granica między kontrolą, a jej brakiem jest bardzo cienka, szczególnie w szybkich autach. Po jej przekroczeniu panowanie nad maszyną odzyskać potrafi niewielu.

REKLAMA

REKLAMA

A grzechy główne? Wybrałem te, które są moim zdaniem najpowszechniejsze.

1. Zbyt mały odstęp od poprzedzającego auta

O ile w mieście nie trzymanie odległości ma raczej mniejsze konsekwencje – prędkości są mniejsze, więc ryzykujemy co najwyżej wymianę zderzaka – o tyle na autostradzie „jazda na ogonie” może skończyć się ofiarami śmiertelnymi. Nie będę tu przytaczać tego, jaką drogę w metrach przebywa w ciągu 1 s samochód jadący 140 km/h. Trzymając dystans nie tylko dajemy sobie szansę na odpowiednią reakcję (albo inaczej – na jakąkolwiek reakcję), ale też ułatwiamy sobie jazdę. Warto o tym pamiętać np. w mieście ustawiając się za innym kierowcą w korku – kilkadziesiąt centymetrów więcej przestrzeni może okazać się zbawienne, kiedy zza pleców pojawi się jadąca na sygnale karetka, którą trzeba będzie przepuścić. Dzięki większemu odstępowi łatwiej będzie manewrować, a i widoczność jest lepsza, bo krajobrazu nie zasłania pojazd z przodu.

2. Jazda na czerwonym świetle

Absolutny rak polskich miast. Niesłychane, jak szybko przebiega przemiana kierowców, którzy, jadąc na zielonym, potrafią ruszać się dość leniwie i zostawiają wręcz absurdalnie duże odstępy między sobą. Zmienia się to w chwili, gdy na sygnalizatorze zapala się żółte światło – jak gdyby dopiero ono motywowało do mocniejszego wciśnięcia gazu. Działa tu chyba coś w rodzaju psychologii tłumu. Jednym z następstw wjeżdżania na czerwonym jest też często blokowanie skrzyżowania.

3. Przekraczanie prędkości

Tak, znaki ograniczanie są postawione często bez żadnej logiki. Owszem, jest ich za dużo. Zgadza się, prawdopodobnie trzeba by zrewidować ich dobór pod kątem stanu drogi, możliwości samochodów, faktycznych zagrożeń. Na koniec jednak warto, by za wszystkim stał rozsądek. Szczególnie w mieście, gdzie to sloganowe 10 km/h mniej faktycznie może uratować czyjeś życie.

4. Wyprzedzanie na…

… ciągłej linii, pod górkę, na zakręcie, po poboczu, na pasach. Przykłady można mnożyć. To najtrudniejszy manewr na drodze i, potencjalnie, najbardziej śmiertelny w skutkach. Czasem to, że nie dochodzi do czołowego zderzenia można zawdzięczać tylko i wyłącznie przytomności innych kierowców. W przypadku wielu wyprzedzanie wygląda jakby było próbą samobójczą – bo jak inaczej nazwać zjechanie na przeciwległy pas, kiedy w zasięgu wzroku widać ciężarówkę albo inne auto?

5. Niesygnalizowanie manewrów

Nie ma wielu bardziej irytujących sytuacji na drodze niż spotkanie kierowcy, który nie włącza kierunkowskazu podczas zjeżdżania z ronda. To plaga polskich dróg, podobnie jak kierowcy, którzy skręcają w lewo lub prawo bez żadnego ostrzeżenia. Oczywiście, można żartować o samochodach BMW, w przypadku których kierunkowskazy mogłyby być elementem wyposażenia dodatkowego, ale tak naprawdę ten błąd dotyczy kierowców aut wszystkich marek.

6. Brak poszanowania dla innych kierowców, pieszych, rowerzystów

Czy jazdę po chodniku można nazwać próbą morderstwa? A co ze skręcaniem w prawo bez uprzedniego skontrolowania czy po ścieżce nie porusza się rowerzysta? Sytuacji skrajnie niebezpiecznych dla tych najmniej chronionych uczestników ruchu jest w Polsce tysiące dziennie. Najgorsze jest to, że taka np. jazda po chodniku, żeby ominąć stojące w korku auta, to nie jest coś, co robi się nieświadomie. To raczej wyrachowanie i zwyczajne chamstwo.

7. Wymuszanie pierwszeństwa

Wyjeżdżanie przed maskę innego samochodu zmuszając tym samym kierowcę do nagłego hamowania jest niebezpieczne w mieście, a na autostradzie jest z kolei najczęstszym powodem wypadków. Korzystanie z lusterek to umiejętność, której najwyraźniej nie posiedli niektórzy polscy kierowcy. Zdarza się oczywiście, że inny pojazd znajduje się w tzw. martwym polu widzenia lusterek, ale to sytuacja, do której częściej dochodzi w mieście niż na autostradzie. Osobiście, często spotykam się też z wymuszaniem pierwszeństwa podczas włączania się do ruchu – pali licho, jeśli ktoś wyjedzie dość blisko mnie i wciśnie gaz do podłogi, najgorsi są ci, którzy włączają się do ruchu „na przypał’, przyspieszają delikatnie, a za kilkaset metrów skręcają w boczną ulicę. Jest to zachowanie nagminne i w przypadku niektórych może prowadzić do drogowej agresji.


Żeby nie było, że takie zachowania jak opisane powyżej zdarzają się wyłącznie na wschód od Odry. Dochodzi do nich w całej Europie, choć w różnym natężeniu – efektem tego są bardzo różne statystyki dotyczące śmiertelności na drogach. W tych Polska akurat wlecze się na samym końcu, za sąsiadów mając np. Bułgarię czy Rumunię. Czy kiedyś dojedziemy do zachodnich standardów?

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Zobacz także:

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA