[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
2.5

A może odrobina zdrowego rozsądku? Zdaniem Obrockiego

Wygląda na to, że ludzkość, a nawet politycy, zrozumieli, że z zatruciem naszej planety nie ma żartów i możemy wszyscy marnie zginąć nie od wojen i bomb atomowych, ale od smrodu. Jednak szczegółowe diagnozy są mocno niejednoznaczne i sprzeczne.

Dystrybutor z paliwem

Niedawne tegoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego były mocno zdominowane przez sprawy ochrony klimatu i czystości powietrza. Spowodowały też wzrost liczby różnych raportów ekologicznych. Dobrze, że sprawy czystego otoczenia są coraz głośniejsze, dobrze, że wielu producentów samochodów podchodzi do sprawy poważnie. Może nie całkiem z dobrego serca i troski o obywateli, ale raczej z chęci zysku. Nie ma w tym nic złego, a ważne jest sprzedawanie kolejnych modeli, które będą musiały mieć różne ekologiczne certyfikaty. Przy okazji przy ocenie sporu o sprawców zatrucia, pojawiają się, jak kiedyś, w dyskusji "masło czy margaryna", bardzo różne opinie i dokumenty.

Strasznym trucicielem jest motoryzacja. Nie ma wątpliwości, że z rur wydechowych wydobywają się po prostu groźne trucizny. Ale nauka radzi sobie z tym coraz lepiej i dzisiejsze samochody są nieskończenie bardziej czyste niż 30 lat temu. Wszelkie, nawet wrogo do siebie nastawione ośrodki badawcze z zadziwiającą zgodnością stwierdzają, że jest coraz lepiej od kiedy prowadzi się systematyczne, ujednolicone pomiary, a ilość trucizn samochodowych z roku na rok realnie maleje.

REKLAMA

Z jednym przerażającym wyjątkiem - w roku 2018 po raz pierwszy w stosunku do roku poprzedniego zła emisja z motoryzacji wzrosła! I to nie z powodu nagle gorszych silników, ale zupełnie sprzecznej z wynikami badań naukowych histerii z dieslem. Od zawsze wiadomo, i nic się nie zmieniło, że "diesel mniej pali". A jak mniej pali, to na każde pomiarowe 100 km (do celów naukowych lepiej używać kg, a nie litrów) wydziela mniej tego straszliwego, powodującego efekt cieplarniany dwutlenku węgla. Jak ktoś otumaniony antydieslowską propagandą nie wierzy, niech przejrzy (warto to zrobić!) dziesiątki różnych katalogów samochodowych autorstwa bardzo różnych wydawców, sprawdzając w tych samych modelach zużycie paliwa i ilość dwutlenku węgla. Albo popytać taksówkarzy.

Niestety ludzie od konkretnych liczb wolą szeptaną propagandę. Efekt jest taki, że w 2018 roku runęła w całej Europie sprzedaż aut z silnikami Diesla, a wzrosła sprzedaż benzynowych. Ludzie nie przyjmują do wiadomości, łatwo sprawdzalnego faktu, ze wszystkie (!!!) ciężarówki w Europie produkowane przez wielkie światowe koncerny od Mercedesa do Volvo to diesle! Ani jednego benzynowego. Bo w ciężarówkach od zawsze nie ma zabobonów i emocji, ale jest spokojna, techniczna i ekonomiczna analiza. A kilometr jazdy autem z silnikiem benzynowym jest wyraźnie droższy, więc nikt przy zdrowych zmysłach nie kupi niekorzystnej finansowo ciężarówki. Ci "od ciężarówek" wiedzą poza tym doskonale, że diesle pracują użytkowo przy niższych obrotach, więc trwałość tego silnika jest znacząco większa.

Histeria antydieslowska, podobnie, jak antyszczepionkowa, tak potrafi opętać ludzi, że w całkiem cywilizowanych krajach poważne rady miejskie w bardzo poważnych metropoliach uchwalają zakazy wjazdu do centrum dla "aut na ropę" palących mniej od benzynowych. Mają tylko kłopot z karetkami, bo w całej Europie też używa się w nich silników Diesla. Histerie podkręcają jeszcze delikatnie dostawcy paliw, bo przejście na benzynę to zwiększenie ich dochodów.

Dlatego w różnych życiowych decyzjach i wyborach warto czasem wpierw pomyśleć, poczytać, a potem decydować. A nie odwrotnie. Zwłaszcza, że mamy XXI wiek.

Zobacz też: nowy Chevrolet Corvette, radykalna zmiana

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij