[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Ale Meksyk! Dużo zgrzytów w Rajdzie Meksyku - zdaniem Obrockiego.

Za nami już trzy rundy rajdowych mistrzostw świata 2019. Rozgrywane w Europie Rajdy Monte Carlo i Szwecji pomimo ciężkich warunków zimowych organizacyjnie przeprowadzono bez wpadek. W odległym i egzotycznym Meksyku już tak gładko nie było.

Tanak na Rajdzie Meksyku

Rajdy samochodowe urodziły się dawno temu w Europie i do dziś to jest ich ojczyzna. Gdy kiedyś najważniejsze na świecie mistrzostwa Europy przekształciły się w mistrzostwa świata wypadało odwiedzić różne mniej zmotoryzowane kraje. Kolejne rundy zaczęły trafiać do bardzo odległych, egzotycznych krajów. Jednym z nich jest Meksyk.

Nadzwyczajnych tradycji rajdowych tam nie ma, rynek też nie jest najbogatszy, ale paru producentom pasuje, a zawodnicy niekoniecznie zachwyceni tamtejszą dziurawą, skalistą trasą nie mają nic do powiedzenia. Przez parę lat rajd pod nadzorem Europejczyków organizowano na przyzwoitym poziomie. Teraz, szukając oszczędności, nadzoru Europejczyków było mniej, a samodzielności meksykańskiej więcej. Takie oszczędności mszczą się zawsze. Sponsorów, czyli kasy jest coraz mniej, bo frekwencja, a za tym widowiskowość spada gwałtownie. W tym roku zgłoszono do startu 23 (nie 123, ale 23) auta. To już nie wielkie widowisko, ale nędza. W promowanej aktualnie kategorii WRC2 PRO jedno auto! To nasz Łukasz Pieniążek z Kamilem Hellerem. Awantury rozpoczęły się już przed startem, bo wysłany do Europy po rajdówki, treningówki i całe miasteczko serwisowe najtańszy możliwy statek dopłynął do Meksyku resztką sił starego silnika i groziło odwołanie rajdu. Ci, którzy wysłali sprzęt wcześniej, ale drożej, mogli się na miejscu lepiej przygotować. Gruby zgrzyt.

Wreszcie rajd rusza. Ale już po 10 minutach nowa afera. Żeby uatrakcyjnić coraz mniej atrakcyjny rajd zaraz po starcie wymyślono hopę, by rajdówki ku uciesze ewentualnych tłumów mogły widowiskowo skakać. Nie zbudowano tej hopy z czegoś trwałego (beton, asfalt), ale z lichych desek , bo akurat (bezkosztowo!) były pod ręką. Próba ostrożnego przejazdu działaczy starym cywilnym Golfem wypadła pozytywnie - deski nie załamały się. Niestety energia rozpędzonych, pancernych rajdówek klasy WRC ku zdumieniu działaczy była większa. Konstrukcja hopy uległa anihilacji. Próbę zatrzymano. Przy stojącym akurat obok zielonym stoliku pozostałym zawodnikom "czasy przyznano uznaniowo".

REKLAMA

REKLAMA

Wreszcie rajd rusza w góry, ale na źle utwardzonej trasie (oszczędności) pierwsze auta wyrywają z drogi coraz większe kamienie. Następni walą w takie niespodzianki z pełną szybkością. Nikt tych nawet największych kamieni nie usuwa. (Oszczędności.) Pocięte opony, uszkodzone auta. Nawet lider Mikkelsen przecina na raz dwie pancerne, rajdowe opony. Mając jeden zapas nie jedzie dalej. Duży zgrzyt. Na coraz bardziej dziurawej trasie jeden z odcinków zostaje przez sędziów przerwany i odwołany. Zielony stolik. Uznaniowe czasy.

Kolejnego dnia przywrócony do rajdu ten sam lider Mikkelsen ledwo uchodzi z życiem, bo na pustkowiu, bez sędziów (oszczędności) trafia na... zamkniętą potężną stalową bramę. Szarpie się z zamkiem, otwiera i... przepuszcza konkurentów ratując im życie. Zielony stolik - na szczęście przyznano mu przyzwoity czas.

Przed kolejną próbą zupełnie inny incydent - na pustkowiu, bez sędziów, przed OS-em zawodnicy jeżdżą chwilę zygzakiem, by rozgrzać opony. Jednak w krzakach sędzia był, chociaż tam gdzie był potrzebny, go nie było. Kary za wygłupy na drodze po 3 tysiące euro. Wśród przyłapanych nieszczęsny Mikkelsen. On już wie, że rajdu nie wygra, a poniesione przez fabrykę potężne koszty przygotowań poszły w błoto. Wymyśla więc chociaż jedną, korzystną dla siebie sztuczkę. Symuluje kłopoty auta i nie wjeżdża na metę. Bo w coraz bardziej paranoicznych regulaminach jest aktualnie zapis, że w uszkodzonych autach, które nie osiągnęły mety można przed następnym rajdem wymienić więcej części. Jak do tego dołoży się zupełnie powszechne, a obrażające inteligencję i pieniądze widzów sztuczki z nagłym zwalnianiem na trasie, żeby nie jechać w kurzu (widoczność) lub przepuszczanie konkurentów, żeby odkurzali brudną trasę to widowisko robi się coraz bardziej niesmaczne i oszukańcze.

Kiedyś w wielu rajdach ograniczano liczbę uczestników do np. 200 aut. W Meksyku razem z miejscowymi poprawiaczami frekwencji pojawiły się 23 auta. Tylko liczba działaczy i wizytatorów z całego świata nie maleje. Rajdy to zawsze była szybka jazda. Ale coraz bardziej jest to jazda w kierunku przepaści.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij