[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.0

Apollo - to już 50 lat

Trudno w to uwierzyć, ale zakończony wielkim sukcesem lot Amerykanów na Księżyc odbył się 50 lat temu. Dokonali tego nie samochodem, lecz statkiem kosmicznym typu Apollo, ale wpływ tego wydarzenia na motoryzację był znaczący.

Apollo 11 Apollo 11

Nie wszystkie polskie kanały telewizyjne nadają się do oglądania, więc częściej warto spojrzeć na programy zagraniczne. Czasem z polskim tłumaczeniem, a czasem z możliwością ćwiczenia lingwidżów. A od tygodnia świat oszalał na punkcie 50 rocznicy lądowania Amerykanów na Księżycu. Nie wszyscy moi Czytelnicy pamiętają te czasy, więc warto sobie obraz tamtej epoki odrobinę przybliżyć. Chociażby pamiętając, że 50 lat temu nie było na świecie takich pojęć jak GPS, telefon komórkowy, pendrive, internet czy karta pamięci.

Lotami Łajki i Gagarina Rosjanie zapoczątkowali wielki wyścig kosmiczny. Mało wtedy komukolwiek realnie potrzebny, ale niezwykle prestiżowy. W odpowiedzi na początkowe sukcesy Rosjan prezydent Kennedy wchodzi na mównicę i ogłasza zaskoczonemu światu "a my polecimy na Księżyc". I to nie kiedyś tam, jak to dzisiaj się obiecuje w polityce, ale za 8 lat. Dziś taki program, przy sto razy większym budżecie, to lat co najmniej 25. Wtedy nie mieli wiedzy i pojęcia, że się nie da. Nie wiedzieli, jak się leci na Księżyc, ale też nie wiedzieli, że to okazja, by powołać kilkadziesiąt (!) komitetów i zespołów konsultacyjnych, których zadaniem nie jest polecieć w kosmos, ale przez długie lata dać wszystkim zarobić.

REKLAMA

Do dziś sto razy łatwiejszy projekt wysłania w kosmos prostego teleskopu Webba, na statku bezzałogowym, który nie ma nigdzie lądować, a tylko automatycznie, naukowo filmować sobie kosmos, nie wystartował. Miał startować w 2011 roku. Do dziś stoi wycelowany w niebo, nigdzie nie leci, odwołano kolejny termin, bo "nie wpłynęły opinie różnych komisji". Bardzo wysoko płatnych. I bardzo międzynarodowych, bo żeby przy takim projekcie dociągnąć do emerytury projekt Webba jest międzynarodowy (amerykańsko - kanadyjsko - europejski), więc tysiące urzędników są ciągle w delegacji, oczywiście zagranicznej, "uzgadniając kolejne szczegóły". Afera jest kosmiczna, a stałe biuro w zespole ciągle szykującym start ma już... prokurator. W obszarze defraudacji, malwersacji i nepotyzmu mamy w światowej czołówce poważnych konkurentów.

Apollo, bez szczególnie obfitych testów poleciał na Księżyc w lipcu 1969 roku. Warto pamiętać/przypomnieć, że u nas wtedy to nie był etap myślenia o kosmosie, ale raczej era zachwytu nad kupowaną tylko na talony, prostszą od dobrego roweru Syreną 104, jeszcze większego zachwytu nad mocno cyryliczną, obdarzoną wschodnim akcentem czterodrzwiową Warszawą, ale też nad produktami polskiej myśli technicznej, jak Żuk i Nysa. Plus motocykle WFM, WSK i Osa. Nikt nie słyszał jeszcze o Fiacie 126p. (Nie potrafiliśmy zaprojektować - konieczna była licencja.) Czy o pralce Polar (też trudny produkt i też licencja). Żeby polecieć w kosmos i w miarę trafić w zamierzone miejsce potrzebne są potężne obliczenia matematyczne. Istniało już pojęcie komputera i statek Apollo wyposażony był w skrzynię komputeropodobną, która miała moc obliczeniową grubo mniejszą od dzisiejszych najtańszych telefonów. Polska od czasów Enigmy była w matematyce mocna, więc pomimo porażki w budowie pralki robiliśmy już wtedy komputery. Tyle, że Odra z wrocławskiego Elwro też była mocno licencyjna i z peryferiami większa od całego statku Apollo.

W lipcu 1969 roku Amerykanie wsiedli do tego Apolla i pomimo tysiąca wątpliwości, bo przetestowany był nienachalnie, polecieli, dolecieli, trafili, po Księżycu połazili i cało wrócili. Pośpiech był motywowany politycznie, bo tuż przed nimi, też w 1969 roku Rosjanie odpalili w pośpiechu swojego Łunochoda. Był jeszcze mniej przetestowany i po minucie palnął w Ziemię. Drugiego, zapasowego, wysłali już po Amerykanach. Okazał się rewelacyjny, pięknie wylądował na Księżycu, jeździł po nim parę miesięcy (!) i samodzielnie, bezzałogowo upalał po księżycowych wertepach. I nie jakiś Uber, Tesla czy Google, ale Łunochod był pierwszym w historii samochodem autonomicznym.

A co my i nasze samochody za oknem z tego wyścigu mamy? A no trochę mamy. To dla programu Apollo, bo stal była za ciężka, stworzono włókno węglowe. Dziś są już 5 razy mocniejsze od stali. Wykorzystywane w F1, ale pozwalające też na budowę karbonowych rowerów czy "plastikowego" Dreamlinera. Wtedy do testów zbyt twardego lądowania na Księżycu stworzono testy NCAP, wymyślono mnóstwo odmian dziś powszechnie używanych, nie tylko w motoryzacji plastików i stopów aluminium. Zbudowano wodorowe ogniwa paliwowe, bo w Apollo potrzeba było dużo prądu, a do dziś światowe lobby naftowe skutecznie blokuje masowe wykorzystanie takiego napędu w samochodach. Wymyślono dla księżycowych spacerowiczów wiertarkę bezprzewodową i żeby dalej skakać superelastyczne podeszwy do butów.

Mały krok człowieka okazał się wielkim krokiem dla motoryzacji i całej ludzkości.

Zobacz też: premiera nowego Chevroleta Corvette

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij