[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Audi ma nowego prezesa na miejsce Ruperta Stadlera

Nie milkną echa wiadomości o aresztowaniu byłego już prezesa Audi Ruperta Stadlera, w związku z aferą spalinową. Teraz dowiadujemy się, że rada nadzorcza firmy powołała właśnie nowego szefa.

Bram Schot, tymczasowy prezes Audi Bram Schot, tymczasowy prezes Audi

Jak informuje w oficjalnym komunikacie prasowym Audi, Abraham Schot tymczasowo, ze skutkiem natychmiastowym, obejmuje stanowisko prezesa zarządu AUDI AG.

Rada nadzorcza firmy AUDI AG zadecydowała o natychmiastowym i tymczasowym powierzeniu obowiązków prezesa zarządu AUDI AG Abrahamowi Schotowi, który od 1 września 2017 jest odpowiedzialny w koncernie za sprzedaż i marketing.

REKLAMA

REKLAMA

Jak już wcześniej informowano, dotychczasowy prezes Audi Rupert Stadler został 18 czerwca br. aresztowany, na podstawie wniosku sporządzonego przez prokuraturę w Monachium. W związku z tym, Rupert Stadler zwrócił się do Rady Nadzorczej AUDI AG oraz do Rady Nadzorczej Volkswagen AG, o zwolnienie go z dotychczas zajmowanych stanowisk.

Obie rady nadzorcze przyjęły prośbę, z zaznaczeniem, że zwolnienie to pozostaje w mocy tymczasowo, dopóki nie zostaną wyjaśnione okoliczności, które doprowadziły do aresztowania Ruperta Stadlera. 

Jak poinformowała prokuratura w Monachium, zatrzymanie prezesa Audi ma związek z obawami o utrudnianie śledztwa w sprawie Dieselgate. Stadler ma przebywać w areszcie do wyjaśnienia sprawy.

REKLAMA

Przypomnijmy, że afera spalinowa dotyczyła początkowo samochodów Volkswagena i stopniowo rozszerzała się na kolejne marki koncernu. Nie dalej jak miesiąc temu Audi wstrzymało dostawy, napędzanych silnikami Diesla, modeli A6 i A7, kiedy okazało się, że w około 60 tys. samochodach wykryto nieprawidłowości, związane z emisją spalin właśnie.

Jak się jednak okazuje, afera z nielegalnym oprogramowaniem fałszującym wyniki testów emisji spalin dotyczy także innych producentów. Ostatnio głośno było o Mercedesie. Według doniesień, sprawa może dotyczyć nawet 750 tys. samochodów koncernu Daimler, a kwoty ewentualnych kar dochodzą do ponad 3,7 mld euro.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij