[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Autonomiczne Renault bez kierowcy - zdaniem Obrockiego. Cz.I.

W Warszawie odbyła się ważna konferencja motoryzacyjna. Koncern Renault przedstawił, z udziałem polskich partnerów, różne aspekty i kierunki rozwoju komunikacji w miastach i pokazał różne przygotowywane do takich zadań autonomiczne elektryczne pojazdy.

Parkowanie Parkowanie

Świat z brudem, smrodem, spalinami i zmianą klimatu zabrnął w ślepą uliczkę. A właściwie wjechał tam milionami mało ekologicznych trujących samochodów. Do milionów ludzi, a czasem nawet do polityków dociera, że trzeba coś z tym zrobić, bo z dużą szybkością zbliżamy się do krawędzi przepaści. Jednym ze światowych liderów mocno szukających dobrego rozwiązania tego problemu, jest firma Renault. Z jej inicjatywy w Warszawie zorganizowano dużą konferencję na temat przyszłości motoryzacji. Głównie w miastach. Liczby są przerażające - świat, w tym w ogromnym stopniu motoryzacja, truje na potęgę. Robi to samochodami spalinowymi, w dodatku najczęściej nie w czasie jazdy (to przynajmniej miałoby jakiś sens), ale nieruchomo stojąc w korkach. Smrodzą wielkie fabryki, np. produkujące samochody, które w wielu miastach tylko 5 procent swojego żywota jeżdżą, a pozostały czas stoją na zabetonowanym terenie pod domem czy pod biurem, nie wożąc właściciela, a jedynie budując jego ego i drażniąc sąsiadów.

Na warszawskiej konferencji firma Renault przekonywała do swoich koncepcji powolnej, ale systematycznej zamiany marnie wykorzystywanych dużych spalinowych samochodów prywatnych na różne małe i duże elektryczne, autonomiczne (bez kierowcy) pojazdy "wspólne", a więc czekające na klientów w ramach współdzielenia mobilności. Pomysł nie jest zupełnie nowy, bo przecież na całym świecie, a w wielu miastach w Polsce też, z dużym powodzeniem działają wypożyczalnie rowerów miejskich (w tym elektrycznych), hulajnóg elektrycznych czy już powoli samochodów elektrycznych. Na razie nie ma mowy o ich pełnej autonomiczności - każdy z tych pojazdów musisz prowadzić osobiście, ale sama idea niekupowania pojazdu, tylko brania "cudzego" czekającego pod blokiem, ma wiele zalet. Najważniejsza z nich to radykalne zmniejszenie liczby pojazdów - dziś na każdym osiedlu stoją ich tysiące, z tego wiele prawie nie jeździ, a wiele z nich jedzie raz w tygodniu na działkę. Tam gdzie stoją mogłyby być zielone łąki i tlenodajne parki, a nie betonowe parkingi.

REKLAMA

Na razie nie będą to oczywiście wyłącznie autonomiczne pojazdy bez kierowcy, bo ich w masowej produkcji jeszcze nie ma, ale postawienie pod blokiem 20 sztuk zwykłych samochodów elektrycznych już jest realne. Różne badania wskazują, że ograniczeniem rozwoju takich wypożyczalni pod domem (oczywiście nie tylko samochody, ale od razu rowery, skutery, hulajnogi) wcale nie jest technika czy finanse, ale mentalność użytkowników. Tak jak w towarzystwie powoli można już się przyznać do używania "cudzego" roweru miejskiego, tak deklaracja o pozbyciu się samochodu prywatnego i korzystaniu z przypadkowego, nie wiadomo "po kim" cudzego auta na razie jest pretekstem raczej do pobłażliwych uśmieszków, a nie do podziwu.

Francuzi przywieźli do Warszawy konkretne elektryczne pojazdy autonomiczne przeznaczone do obsługi ruchu w miastach - zarówno wieloosobowe, służące do rozwożenia ludzi wokół końcowej pętli tramwajowej czy autobusowej, jak zupełnie malutkie "samochodziki" przeznaczone do zaspokajania potrzeb komunikacyjnych pojedynczych osób dojeżdżających do pracy, szkoły czy na działkę. Więcej o tych pojazdach w następnym odcinku.  

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij