[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.5

Będą miliardowe kary. Wiemy, którzy producenci zapłacą najwięcej

Prawie 15 miliardów euro zapłacą łącznie producenci aut, jeśli w 2021 roku będą emitować więcej CO2 niż przewiduje unijna norma.

Być może do elektrycznych samochodów przesiądziemy się szybciej niż nam się zdaje i szybciej niż byśmy chcieli. Ostre normy emisji dwutlenku węgla, których spełnienia wymaga Unia Europejska, zmuszają firmy do zwiększenia produkcji modeli elektrycznych. To dlatego, że dwutlenku węgla takie auta nie emitują wcale - w przeciwieństwie do tych z silnikami spalinowymi.

Norma na 2021 rok: średnio 95 gramów CO2 na kilometr

Zasada jest prosta – średnia emisja przez wszystkie nowe samochody sprzedane w Unii w 2021 roku nie może przekroczyć 95 gramów CO2 na kilometr. Ale uwaga! Mowa o średniej - czyli pojedyncze modele mogą emitować więcej, ale inne muszą mniej, żeby w sumie utrzymać średnią. Jest jeszcze pewien szczegół: ustawodawca wziął pod uwagę specyfikę poszczególnych marek i wyznaczył dla nich różne limity. Na przykład Peugeot/Citroen/Opel jako jeden koncern (PSA) produkują modele o mniejszej masie, więc dla nich norma jest niższa – 91,6 g/km. Daimler i Volvo preferują cięższy kaliber, więc mogą emitować, odpowiednio, 103,1 g/km i 108,5 g/km. To nie oznacza, że ci drudzy mają łatwiej: samochód, który emitowałby 105 g/km zużywałby 4,5 litra benzyny na 100 km - trudno znaleźć takie w ofercie Mercedesa czy Volvo, jeśli nie miałyby to być hybrydy.

Zapraszamy do kasy: 100 euro kary od każdego sprzedanego auta

Jeśli producent przekroczyłby normę emisji, którą dla niego wyznaczono musiałby zapłacić 100 euro za każdy gram CO2 ponad limit – za każdy sprzedany samochód. Rachunek jest prosty: jeśli koncern sprzedaje rocznie milion aut zapłaci sto milionów euro za każdy gram CO2 powyżej limitu. A jeśli tych gramów będzie więcej? Pomóc może masowa sprzedaż samochodów elektrycznych, bo jako zeroemisyjne pozwalają zmniejszyć średnią ilość dwutlenku węgla wydalanego przez wszystkie samochody danego producenta.

Z analizy firmy PA Consulting wynika, że 13 największym producentom samochodów grożą w 2021 roku w Europie kary w łącznej wysokości 14,65 miliardów euro. Jednym większe, innym mniejsze – zależnie od tego, jak bardzo przekroczą wyznaczoną dla nich normę emisji dwutlenku węgla. Ile CO2 średnio będą najprawdopodobniej emitowały firmy w 2021, jak bardzo przekroczą normę i jak wysoką zapłacą za to karę – pokazuje poniższa tabela.

Emisja CO2 i wysokość kar grożących firmom samochodowym za przekroczenie normy w 2021 r.

Producent Norma g CO2/km w 2021 r. Prognoza emisji g CO2/km w 2021 r. Różnica w stosunku do normy g CO2/km Wysokość kary w mln euro
Toyota 94,9 95,1 0,2 18
PSA 91,6 95,6 4,0 938
Jaguar Land Rover 130,6 135 4,4 93
Renault Nissan Mitsubishi 92,9 97,8 4,9 1057
BMW 102,5 110,1 7,6 754
Hyundai Kia 93,4 101,1 7,7 797
Daimler 103,1 114,1 11 997
Volvo 108,5 121 12,5 382
Volkswagen 96,6 109,3 12,7 4504
Ford 96,6 112,8 16,2 1456
Honda 94 119,2 25,2 322
Fiat Chrysler 92,8 119,8 27 2461
Mazda 94,9 123,6 28,7 877

Źródło danych: PA Consulting

Rzut oka na zestawienie pokazuje, że spory problem może mieć Mazda, która wyznaczony dla niej limit 94,9 g CO2/km przekroczy prawdopodobnie aż o 28,7 gramów i będzie zmuszona zapłacić karę (stosownie do spodziewanej sprzedaży) w wysokości 877 milionów euro. Na drugim końcu skali znajduje się Toyota, której auta wyemitują prawdopodobnie tylko o 0,2 grama więcej CO2 niż dopuszcza limit – to dlatego, że większość jej modeli jest oferowana w wersjach hybrydowych. Z kolei najwyższą karę zapłaci koncern Volkswagen, który sprzedaje w Europie najwięcej samochodów – może to być nawet 4,5 miliarda euro. To ironia losu, bo właśnie Volkswagen jeszcze w tym roku wprowadzi do sprzedaży elektryczny model ID.3, który – według zapowiedzi firmy – ma kosztować tyle, ile Golf z dieslem, przez co ma szansę zyskać sporą popularność. Zobaczymy.

REKLAMA

REKLAMA

Benzynowe auta trzymają się mocno

Z badań PA Consulting wynika, że w 2019 roku producenci aut, po wielu latach ograniczania średniej emisji, zrobili pod tym względem krok w tył. Powody? Wzrost popytu na SUV-y i pojazdy z silnikami o dużej mocy. Jednocześnie brakuje modeli elektrycznych w przystępnych cenach, które mogłyby spowodować przełom w dziedzinie tzw. elektromobilności. Zła sława diesli, jaką zyskały w wyniku afery z silnikami VW spowodowała, że w Europie kupuje się coraz mniej aut z jednostkami wysokoprężnymi, wzrasta za to sprzedaż benzynowych, emitujących więcej dwutlenku węgla. Z danych ACEA (European Automobile Manufacturers Association) wynika, że w 2019 roku prawie 60% wszystkich nowych samochodów sprzedanych w Europie było zasilanych benzyną, 30,5% olejem napędowym, a tylko 3,1% stanowiły samochody elektryczne (mimo wszystko to o jeden procent więcej niż w 2018 roku).

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij