REKLAMA

Będzie wojna. Parkingowa. Zdaniem Obrockiego

Początek września to od lat bardzo złe skojarzenia militarne. W tym roku też szykuje sie potężna batalia. To polsko-polska ogólnopolska wojna parkingowa. Trwa mobilizacja sił i środków. Małe szanse, żeby kierowcy wyszli z tej wojny zwycięsko.

Parkowanie Motor-Presse Polska
Parkowanie

Termin wrześniowy należy oczywiście traktować symbolicznie. Do wielkich kampanii przygotowania trwają dłużej. Więc realnie na szerokim froncie od Bałtyku do Tatr działania wojenne ruszą trochę później. Rozejm i jakieś misje pokojowe już raczej nie są możliwe. Od wielu miesięcy już trwa podjazdowa mała wojna rządowo-samorządowa. Chodzi o pokrycie kosztów i rozliczenie całej kampanii reformy (deformy) oświaty. Wg rządu miała nic nie kosztować, bo przecież dzieci nie przybyło, a budynków szkolnych przecież miało starczyć Ale okazało się, że nic do niczego nie pasuje i na przekształcenia i wyposażenie szkół samorządy wyłożyły ciężkie miliony. Wstrzymując wiele innych wydatków. Rząd tych pieniędzy oddawać nie zamierza, ale wymyślił sprytny sposób powstrzymania wściekłości i roszczeń wielu miast. Otóż miasta mają sobie same znaleźć pieniądze gdzie indziej. Konkretnie w kieszeniach kierowców.

Prawnie przeprowadzono to w ten sposób, że Sejm znowelizował tzw. prawo parkingowe. To uproszczona nazwa określająca istniejące od bardzo dawna ograniczenia chroniące kierowców przed jakimiś szalonymi pomysłami różnych miast podnoszenia bez ograniczeń opłat parkingowych. Teraz Sejm zdjął ten kaganiec. Nie ma już ścisłych limitów (przez wiele lat było to 3 złote za godzinę), a nowa opłata godzinowa ma być powiązana z minimalnym wynagrodzeniem i obecnie można juz brać 10 zł za godzinę. A nawet więcej. Będzie kasa.

REKLAMA

Oczywiście uzasadnienie jest bardzo szlachetne i wzruszające, tłumaczące, że jak po podwyżce będzie mniej aut na ulicach, a wszyscy przesiądą się do komunikacji zbiorowej, to momentalnie będzie mniej trucizn w powietrzu i będziemy zdrowsi. Ilość wypadków też zmaleje. A auta będą ozdobą trawników przy blokach w każdym większym mieście w Polsce. Będzie tych kolorowych ozdób dużo, bo ciągle i od lat przywozimy w ramach importu prywatnego ogromną ilość używanych samochodów. Ciągle powyżej miliona aut rocznie! Daje to Polsce większe nasycenie samochodami, niż większość najbogatszych krajów unijnych. Polak potrafi. Umrze w spalinach, ale do ostatniego tchnienia z ręki kluczyków do starego Golfa nie wypuści.

Inna sprawa że samorządom będzie teraz bardzo zależało, żeby skomunikowanie odległych osiedli i szczegóły rozkładów jazdy były jak najgorsze, bo wpływy z tak drogiego parkowania będą przecież większe niż z zawsze kłopotliwej dla samorządów komunikacji miejskiej. Miasta liczą też na znaczny wzrost dochodów za mandaty za nieopłacony postój. Jeśli w parkometrze lub na kwitku wybije "nasza ostatnia godzina", a kierowca się spóźni, to wzmocnione oddziały odpowiednich służb będą brały za tę dodatkową godzinę nie 50 zł, jak jest to w większości miast, ale np 200 zł.

W każdym mieście są puste miejsca, gdzie prawie zerowym kosztem można zrobić dodatkowe darmowe parkingi. Ale wtedy miasto nie ma z tego kasy. Poza tym takie parkingi mogą zniechęcić dewelopera, któremu właśnie tam marzą się domy. A deweloper to kasa. W większości dużych miast rady już boksują się z problemem nowych opłat. Jest duże prawdopodobieństwo, że w tym ringu znokautowani będą kierowcy.

Zobacz także: Volkswagen T-Roc R - ceny i wyposażenie

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA