Benzyna, diesel, hybryda, elektryk – czym jeździ się najtaniej?

Wysokie ceny paliw i energii elektrycznej skłaniają do refleksji na temat kosztów podróżowania samochodem. Który rodzaj napędu jest dziś najtańszy, biorąc pod uwagę codzienną eksploatację?

Peugeot 2008 Fot. Achim Hartmann
Brak końcówki układu wydechowego i literka „e” przy oznaczeniu  modelu to zewnętrzne wyróżniki elektrycznego Peugeota 2008

Jeszcze kilkanaście lat temu wiadomo było, że na długie dystanse najlepszy jest diesel, bo pali niewiele, z kolei nieduże codzienne odległości lepiej robić autem benzynowym. Dziś wybór napędów jest szeroki, jak nigdy wcześniej, bo dochodzą do tego hybrydy, i to w kilku rodzajach, a także coraz bardziej popularne auta elektryczne. O przeliczenie kosztów codziennej eksploatacji samochodem z napędem benzynowym, wysokoprężnym, hybrydowym i elektrycznym pokusili się eksperci ogólnopolskiej sieci ProfiAuto. Wyniki raportu nie są wielkim zaskoczeniem, ale też wiele może się zmienić, kiedy ceny energii elektrycznej pójdą mocno w górę.

Benzyna czy diesel – starcie gigantów

Jak wskazuje Adam Lehnort, ekspert Profi Auto, wbrew powszechnemu uproszczeniu, że „diesel na długie trasy, a benzyna na krótkie”, dziś podział nie jest taki prosty. Trzeba bowiem pamiętać, że różnice w osiągach między turbobenzyną i turbodieslem się zacierają. Te pierwsze mają wysoki i dostępny przy niskich obrotach moment obrotowy, a do tego potrafią spalać nieduże ilości paliwa, kiedy są dość łagodnie traktowane. Choć w dalekiej trasie to jednak diesel będzie oszczędniejszy.
Kierowcy powinni jednak brać pod uwagę nie tylko zużycie paliwa, ale także jego ceny, bo dziś diesel okazuje się znacznie droższy od benzyny. Sprawdźmy zatem. Auto benzynowe spalające ok. 8 l/100 km oznacza koszt przejechania 100 km w cenie ok. 53 zł. Diesel ze zbliżonym napędem będzie spalał średnio ok. 5,5 l/100 km, ale droższego paliwa, więc koszt przejechania 100 km wyniesie ok. 44 zł. Ale jest jeszcze coś.

– Kiedy mówimy o nowoczesnym dieslu, trzeba doliczyć koszt tankowania AdBlue. Niestety ceny tego środka sięgają już ok. 6 zł za litr. Nowoczesne diesle zużywają go dość dużo, nawet od 3 do 5 litrów na 1000 km. Na szczęście to wciąż kilka groszy na kilometr, jednak warto je doliczyć do ogólnego rozrachunku – zaznacza ekspert.

Oszczędność hybryd

W świecie napędów hybrydowych mamy dziś trzy zasadnicze rodzaje – miękka hybryda, pełna hybryda i hybryda plug-in. Sytuacja jest tutaj podobna, jak w przypadku wyboru diesla czy benzyny, ponieważ wybór należy dostosować do sposobu jazdy. Pominiemy kwestię miękkich hybryd, bo tu oszczędności na paliwie są stosunkowo nieduże, natomiast co do klasycznych hybryd, spalają one rozsądne ilości paliwa, podobne do diesli, ale głównie w warunkach miejskich i mieszanych. Na szybkich trasach nie mają szans z klasycznymi dieslami i w tym przypadku bardziej przypominają silniki benzynowe, na których zresztą bazują. Wychodząc z założenia, że liczy się tylko zużycie paliwa, hybrydy są kompromisem pomiędzy autem benzynowym a dieslem. Jeśli „benzyniak” pali średnio 8 l/100 km, a ten sam model z silnikiem Diesla spali 5,5 l/100 km, to można przyjąć, że hybryda zużyje około 6 l/100 km. Przy benzynie tańszej od oleju napędowego wychodzi nam zatem taniej niż diesel – w wyliczeniach ok. 40 zł/100 km.

Hybrydy plug-in z kolei potrafią być bardzo oszczędne, ale tylko przy założeniu, że używamy elektrycznej części napędu najczęściej, jak się da. Oznacza to konieczność ładowania możliwie najtańszym prądem (najlepiej z gniazdka domowego), kiedy tylko nadarza się okazja. W taki sposób można osiągnąć bardzo niskie zużycie paliwa, jednak nie wolno zapominać o zużyciu energii. Zwykle jest ono wyższe niż np. w aucie elektrycznym. Ponadto trzeba wziąć pod uwagę, że hybrydy plug-in to jednak wybór nie dla każdego, gdyż trzeba je dobrze „zrozumieć”, by wykorzystać drzemiący w nich potencjał. Przede wszystkim należy określić dwie rzeczy: ile dziennie nimi przejedziemy oraz ile zasięgu daje napęd elektryczny na jednym ładowaniu. Im bardziej zbliżone są obie wartości, tym zakup takiej hybrydy ma więcej sensu. Pod warunkiem, że mamy jedno auto do wszystkiego.

Jak wyjaśnia ekspert, hybryda plug-in to bardzo specyficzny napęd, który dla jednych będzie doskonały, dla innych wręcz fatalny. Trzeba przede wszystkim wiedzieć, że hybryda plug-in łączy cechy auta spalinowego i elektrycznego, ale nie jest ani dobrym autem spalinowym, ani dobrym samochodem elektrycznym. Na drogach szybkiego ruchu takie hybrydy palą wyjątkowo dużo, np. 10-11 l/100 km, czyli więcej niż zwykłe „benzyniaki”. Natomiast w mieście na napędzie elektrycznym zużywają nawet o 20-30 proc. więcej energii niż klasyczny elektryk, np. 20-25 kWh na 100 km. Co gorsza, w ruchu typowo miejskim hybryda plug-in nie ma żadnej przewagi nad zwykłą hybrydą, jeśli nie naładujemy baterii. Kiedy jednak auto będziemy używać w trybie mieszanym i często korzystać z napędu elektrycznego, to korzyści mogą się pojawić. Niestety barierą jest wysoka cena takich aut, sprawiająca często, że duża moc i dobra dynamika to jedyne argumenty przemawiające za tym wyborem.

Trudno zatem policzyć, ile średnio hybryda plug-in potrzebuje paliwa i zużyje energii na przejechanie 100 km, ponieważ więcej zależy od sposobu korzystania z obu źródeł (benzyny i prądu) niż samego stylu jazdy. Można przyjąć, że są to koszty na poziomie diesla, jeśli korzystamy stosunkowo często z części elektrycznej. Jeśli jednak dużo jeździmy w trasie, będą to koszty porównywalne nawet z autem spalinowym.

Najtaniej elektrycznym, ale jak długo?

Samochód elektryczny kupiony rok czy dwa lata temu przynosi już duże oszczędności. Wystarczy prosty rachunek – jeśli prąd w domowym gniazdku kosztuje ok. 80 groszy za kilowatogodzinę, a prąd w publicznej ładowarce ok. 2 zł (oczywiście w zależności od operatora, planu, sposobu ładowania), to można nawet przy tym najbardziej pesymistycznym scenariuszu założyć, że zużywające ok. 20 kWh/100 km auto wygeneruje koszt 40 zł/100 km. Jest on potencjalnie porównywalny z dieslem czy autem hybrydowym, jednak z praktyki wynika, że najwięcej ładowania odbywa się w domu. A to w naszym przykładzie daje już koszt tylko 16 zł/100 km. Jeśli dla uproszczenia wyciągniemy z tego średnią, to daje nam bardzo niski koszt przejechania 100 km, bo tylko 28 zł. Jedyny minus w tym rozrachunku to dość wysokie ceny samych aut na prąd.

– Niedawno temu auta elektryczne były bardzo drogie, ale potem oszczędzało się naprawdę dużo – mówi ekspert ProfiAuto, mając zapewne na myśli także darmowe z początku możliwości ładowania na publicznych stacjach – dziś objętych już opłatami. – Obecnie są one wciąż bardzo drogie, jednak samochody spalinowe podrożały na tyle, że różnice się zacierają. W niektórych przypadkach to właśnie elektryczny odpowiednik jest tańszy lub kosztuje niemal tyle, co spalinowy model, jeśli weźmiemy pod uwagę wyposażenie, moc oraz dopłatę z programu „Mój elektryk”.

Nie da się też ukryć ograniczonych możliwości takich samochodów. Sam zasięg, jak i relacja czasu ładowania do uzyskanego zasięgu to kluczowe czynniki, które wpływają na mniejszą użyteczność elektryków. Nawet jeśli zgodzimy się z twierdzeniem, że ładowarek już nie brakuje (o co w Polsce wciąż trudno), nie zmienia to faktu, że pojechanie autem elektrycznym o zasięgu 250-300 km w dłuższą trasę wymaga już planowania i zawsze wiąże się ze stresem. Nawet jeśli zasięg wyniesie więcej, np. 400 km, a realnie tyle wynosi w lepszych konstrukcjach, to wybranie się z rodziną na wczasy może być kłopotliwe. Do tego trzeba czekać długo na ładowanie. Na szybkiej ładowarce trwa to 20-40 minut, a więc 10-krotnie dłużej, niż tankowanie paliwa, a do tego w godzinach szczytu czy na uczęszczanych trasach pojawiają się kolejki. Idąc dalej, z uwagi na dużo mniejszą liczbę ładowarek niż stacji paliw, większe jest prawdopodobieństwo, że w trasie zabraknie nam prądu. Wystarczy nieoczekiwana sytuacja, np. objazd odcinka drogi z powodu wypadku. Co jeśli prądu zabraknie na drodze? Pozostaje wezwanie specjalistycznej pomocy.

– Szacuje się, że ładując samochód w trasie za pomocą szybkiej ładowarki, przy zużyciu energii na poziomie 20 kWh/100 km, pojazd elektryczny zużyje na każde 100 km prądu za ponad 50 zł, co jest równowartością 7-8 litrów benzyny – mówi ekspert. – Najlepiej ładować samochód w domu. Niestety trwa to długo, a po planowanych podwyżkach (rzędu 2 zł za 1 kWh) koszty istotnie wzrosną. Nawet ładując z gniazdka za 2 zł, koszt przejechania 100 km wyniesie 40 zł, czyli będzie zbliżony do oszczędnego auta benzynowego. Wciąż tańszego w zakupie niż elektryczne.

Niedawno opublikowany cennik kosztów ładowania pokazuje na razie jeszcze optymistyczne ceny, ale obowiązuje on tylko do końca 2022 r. Co będzie w przyszłym roku? Tego przewidzieć się nie da.

A może LPG?

Na koniec raportu opublikowanego przez ProfiAuto eksperci przypominają o jeszcze jednym, nieco dziś zapomnianym sposobie na tańszą jazdę. Mianowicie instalację LPG do samochodu benzynowego. Jak pokazuje z kolei nasza analiza, w dobie drożejących paliw instalacja LPG zwraca się tym szybciej, im więcej zapłacić trzeba za benzynę.

Od kilku lat w tej kwestii nic się nie zmienia i wciąż najbezpieczniejszym finansowo wyborem jest samochód benzynowy lub hybrydowy, który również jest na benzynę. Patrząc na ostanie miesiące, ceny oleju napędowego są bardzo chwiejne, a ceny prądu w najbliższych miesiącach mocno nieprzewidywalne. Najbardziej stabilne wydają się być ceny LPG, ale tu z kolei, niestety, rynek nowych samochodów z instalacją autogazu to margines, dający bardzo mały wybór modeli. Zawsze pozostaje jednak możliwość zamontowania instalacji w późniejszym czasie.

(Ceny paliw i wyliczenia z tym związane aktualne na 9.11.2022 wg danych e-petrol.pl.)

REKLAMA