Brabus 900 Rocket Edition – najszybszy SUV świata

Brabus 900 Rocket Edition to nic innego, jak piekielnie podrasowany Mercedes-AMG GLE 63 S 4MATIC+ Coupe. Przyznacie, że nie tylko nazwa prezentuje się bardziej okazale niż oryginał.

Brabus 900 Rocket Edition fot. materiały prasowe
Brabus 900 Rocket Edition
Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 286 100 PLN
Dostępne nadwozia: hatchback-5, kombi-5
SPRAWDŹ OFERTY

Brabus przyzwyczaił nas do tego, że kiedy coś robi, robi to „na maksa”. Przypomnijmy tu choćby jeden z najchętniej czytanych przez was artykułów o tematyce tuningu. Był to materiał o Brabusie Rocket 900 na bazie Mercedesa-AMG GT 4-Door 63 S. Oba modele dzielą zresztą ten sam układ napędowy, z potężnym silnikiem o mocy, a jakże, 900 KM.

REKLAMA

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Brabus 900 Rocket Edition – napęd, silnik, osiągi

Brabus 900 Rocket Edition został już w chwili debiutu, podczas Monaco Yacht Show, okrzyknięty mianem najszybszego SUV-a świata, bowiem jego prędkość maksymalna to kosmiczne wręcz dla tego typu nadwozia 330 km/h. Dodajmy, że powstanie zaledwie 25 egzemplarzy tego cacka, każdy wyceniony na kwotę 381 243 euro bez VAT. To będzie na nasze jakieś „ogromnie dużo”.

Jeśli chodzi o silnik, jest to ten sam motor, co we wspomnianym Rockecie 900 na bazie modelu GT, a także ten, który trafił do Rocketa 900 powstałego na Mercedesie-AMG G. Jednostka V8 biturbo o pojemności 4 litrów została rozwiercona do 4407 cm sześc., a lista modyfikacji jest tak długa, że szkoda nawet zaprzątać sobie nią głowę. Tak czy inaczej, z seryjnej jednostki napędowej AMG niewiele elementów pozostało nietkniętych, włącznie z budową tłoków, wielkością ich skoku, turbosprężarkami, dolotem, układem chłodzenia, wydechowym, i długo by jeszcze wymieniać.

Brabus 900 Rocket Editionfot. materiały prasowe
Brabus 900 Rocket Edition

Dodajmy do tego zmiany w oprogramowaniu sterującym pracą napędu, a uzyskamy maksymalną moc 900 KM, dostępną przy 6200 obr./min, oraz moment obrotowy o wartości 1050 Nm przy 2900 obr./min. Tak naprawdę jest to aż 1250 Nm, ale dla celów ochrony układu przeniesienia napędu 200 niutonometrów „uśpiono”.

Jak wpływa to na osiągi Brabusa 900 Rocket Edition? Otóż pierwsza setka pojawia się na liczniku po zaledwie 3,2 sekundy, a rozpędzanie kończy się dopieto przy 330 km/h. Byłoby nawet szybciej, ale ogranicznik służyć ma ochronie ogumienia. Dla porównania, najmocniejsi seryjni rywale wszystko robią wolniej, bo Audi RS Q8 przyspiesza do 100 km/h w 3,8 s, a maksymalnie pojedzie 305 km/h. Najbliżej w kwestii sprintu jest Porsche Cayenne Turbo GT – 3,3 s, ale za to maksymalnie pojedzie „tylko” 297 km/h.

REKLAMA

REKLAMA

Brabus 900 Rocket Edition – koła, zawieszenie

Brabus 900 Rocket Editionfot. materiały prasowe
Brabus 900 Rocket Edition

Brabus przygotował dla topowego SUV-a nie lada zestaw, bo seryjnie koła mają 23 cale średnicy felg Brabus Monoblock Y Platinum Edition, ale wisienką na torcie są 24-calowe obręcze Brabus Monoblock Z Platinum Edition.

Co jeszcze z ciekawostek? Inżynierowie Brabusa dodali własny moduł sterujący pracą pneumatycznego zawieszenia, pozwalający obniżyć samochód o 25 mm. Z kolei hamowanie odbywa się za pośrednictwem potężnych karbonowo-ceramicznych tarcz o średnicy 400 mm (niemal 16 cali) z przodu i 360 mm (pnad 14 cali) z tyłu.

Brabus 900 Rocket Edition – nadwozie i wnętrze

Brabus 900 Rocket Editionfot. materiały prasowe
Brabus 900 Rocket Edition

Z zewnątrz Brabus 900 Rocket Edition wygląda tak, jak można się tego spodziewać po produkcji z niemieckiego Bottrop. Jest obłożony karbonowymi spoilerami i nakładkami w każdym możliwym miejscu, włącznie z nadkolami. Ma efektowną lotkę spoilera na tylnej klapie. No i te koła, które robią najmocniejszy bodaj efekt, nie mówiąc o o dyfuzorze z czterema tytanowymi końcówkami wydechu.

Brabus 900 Rocket Editionfot. materiały prasowe
Brabus 900 Rocket Edition

Największe jednak emocje wzbudza projekt wnętrza. Tutaj jest, hm, kontrowersyjnie to za mało powiedziane. Wszechobecne jaskrawoczerwone dodatki kłują w oczy, bo jest ich po prostu za dużo. Może gdyby nie było ich ka kierownicy i boczkach drzwi, byłoby znośnie. A tak, jest źle. Ale przecież każdy z 25 klientów, wykładających na stół grubo ponad 2 mln złotych, może zamówić sobie własną specyfikację i poprosić o „wygaszenie” owej czerwieni we wnętrzu. Wy co sądzicie o tym projekcie? Dajcie znać w komentarzach.

zobacz galerię

Zobacz także:

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA