[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Co lepsze na Dakar - napęd tylny czy 4x4? Zdaniem Obrockiego

Nowy, zmieniony Rajd Dakar rozstrzygnięty. Sportowych niespodzianek nie brakowało. Dramatycznych przygód też. A na piasku lepiej mieć napęd na dwa, a nie na cztery koła.

Orlen Team na Rajdzie Dakar Orlen Team na Rajdzie Dakar

W królewskiej kategorii samochodów Dakar wygrał niemłody Carlos Sainz. Widowisko było przednie, bo przez wiele tysięcy (!) kilometrów jego przewaga nad konkurentami była mikroskopijnie sekundowa, co dla widzów, sponsorów i mediów jest magnesem wielkim i atrakcją ogromną. A wszystko dodatkowo spotęgowane odwieczną dyskusją o wyższosci lub niższości na pustyni napędu na dwa lub cztery koła i sporem o różne regulaminy dla samochodów dwu- i czteronapędowych. (Te na dwa koła mają trudniej, więc korzystają z wielu mocno dyskusyjnych ułatwień technicznych).

W tym Dakarze BMW-Mini postawiło na zupełnie prototypowe Mini buggy z napędem na dwa koła, a największy, właściwie jedyny poważny konkurent, Toyota, na wersję 4x4. Obydwie firmy wynajęły najlepszych i najdroższych kierowców na świecie - wyłącznie poprzednich zwycięzców Dakaru: w Mini - Carlos Sainz i Stephane Peterhansel, a w Toyocie Nasser Al Attiyah i Giniels de Villiers. Dodatkowo, Nasser, zeszłoroczny zwycięzca, wzmocniony na swoim terenie dopingiem ziomków i własną ambicją. Dobry duch Dakaru chronił tych najlepszych od poważnych awarii sprzętu, więc przez prawie dwa tygodnie jadą zderzak w zderzak zachwycając świat cały. I jednak, przy nadludzkich wysiłkach Nassera, mając napęd tylko na dwa koła, wygrał Sainz. Nasser drugi, Peterhansel trzeci. Przed startem eksperci liczyli, że do tej absolutnie elitarnej grupki dołączy nasz najlepszy aktualnie samochodowy dakarowiec Kuba Przygoński w klasycznym Mini 4x4. Jechał - owszem - świetnie, ale różniste kłopoty techniczne, w tym wielogodzinna wymiana na piasku skrzyni biegów (a czołówka cięła się na sekundy) wykluczyła go z grupy medalowej.

REKLAMA

Polscy kibice wiązali duże nadzieje z wielkim powrotem po długiej rehabilitacji naszego quadowego króla, zwycięzcy Dakaru i sześciokrotnego zdobywcy Pucharu Świata, Rafała Sonika. Jechał znakomicie, dzielnie walczył o każdą sekundę z odwiecznym rywalem Chilijczykiem Ignacio Casale. Młodszy rywal okazał się szybszy. Ostatecznie Rafał wraca z brązowym medalem. Świetnie w quadach pojechali pozostali, znacznie młodsi od Rafała Polacy. Kamil Wiśniewski był piąty, a Arkadiusz Lindner dwunasty. Rafał, pan po pięćdziesiątce, ma w Polsce godnych następców. Odwieczny pojedynek quadów Yamaha kontra reszta świata w miażdżącym stylu rozstrzygnęła na swoja korzyść Yamaha, zajmując dziewięć pierwszych miejsc.

W motocyklach równie odwieczny pojedynek KTM kontra reszta świata skończył się absolutnie sensacyjnie - po 18 zwycięstwach KTM teraz wygrała Honda. Nasi motocykliści w barwach Orlen Teamu jechali dobrze - Maciej Giemza ostatecznie był siedemnasty, a Adam Tomiczek mając dobre czasy nie dojechał do mety z powodu upadku i kontuzji.

Wspaniale i bohatersko pojechał w kategorii Oryginal by Motul motocyklista Krzysztof Jarmuż. To wyjątkowa klasyfikacja w Dakarze, w której samotnie, bez jakiegokolwiek zewnętrznego serwisu (pilnują tego sędziowie) motocyklista musi pokonać pustynię. Jarmuż dokonał tego - był w tej klasyfikacji szósty. To wielki wynik, godny podziwu i szacunku.

W młodej, ale coraz popularniejszej kategorii UTV (małych samochodzików plażowych), Polacy byli dużą sensacją wystawiając zespół "synowie - ojcowie". Synowie Aron Domżała i Maciej Marton jechali fantastycznie, chociaż z licznymi przygodami, kręcąc czasy w pierwszej trójce, ale konieczna wymiana silnika przesunęła ich aż na 30. miejsce, a ich ojcowie Maciej Domżała i Rafał Marton, starsi panowie, równą akuratną jazdą dojechali na metę na 13. miejscu.

W superciężkiej wadze ciężarówek nie mamy w tej chwili ani sprzętu, ani kierowców mogących zagrozić załogom rosyjskim i białoruskim. Realnie nikt na świecie nie jest w stanie im zagrozić. Ciężarówki zza Buga zajęły pierwsze cztery miejsca. Nasza załoga Robert Szustkowski - Jarosław Kazberuk zajęła Tatrą 18 miejsce. Polacy jeżdżący jako piloci w zespołach zagranicznych też nie zbliżyli się do medali - Darek Rodewald w Iveco był szósty, a Szymon Gospodarczyk (Tatra) siódmy.

Niezmordowany Rafał Soniki pojechał świetnie, a reszta Polaków dobrze, chociaż bez fajerwerków. Ale następny Dakar już za rok.

Zobacz także: co powiedzieli nasi zawodnicy po Dakarze?

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA