Co przyniesie dla kierowców najbliższa przyszłość?

Za 15 lat w Unii Europejskiej ma zostać wprowadzony zakaz rejestracji samochodów spalinowych. Czy do tego czasu stanieją auta elektryczne i jak będziemy z nich korzystać?

Renault ZOE materiały prasowe
Renault ZOE

Rok 2035 okaże się datą graniczną – według planów Unii Europejskiej od tego czasu nie będzie już można rejestrować nowych samochodów z silnikami spalinowymi. W praktyce oznacza to również koniec hybryd, w których głównym elementem zespołu napędowego jest przecież jednostka spalinowa.
W praktyce po europejskich drogach będą mogły poruszać się więc auta elektryczne lub z napędem wodorowym (w istocie także elektrycznym). Oczywiście samochody benzynowe czy diesle nie znikną nagle – spokojnie dożyją swoich dni, tyle że w miejsce tych wyeksploatowanych nie będą już pojawiać się nowe.

Co przyniesie dla kierowców w najbliższa przyszłość - Skąd ten pomysł?

Plany te – choć przez niektórych odbierane jako dowód oderwania unijnych polityków od rzeczywistości - są reakcją na proekologiczne oczekiwania dużej części społeczeństw, głównie w zachodniej Europie. Już 26 września w Niemczech, kraju z najpotężniejszym przemysłem motoryzacyjnym w Europie, odbędą się wybory parlamentarne, z sondaży wynika, że partia Zielonych ma szansę wejść do nowego koalicyjnego rządu. Niezależnie od unijnego zakazu własne ambitne plany dotyczące wyeliminowania aut spalinowych przedstawiło kilka krajów – np. Norwegia i Holandia zamierzają to zrobić w 2025 r., Szwecja i Wielka Brytania w 2030 r. Tamtejsi politycy z pewnością nie ogłosili tych zamiarów na złość swoim wyborcom.

Unia Europejska zamierza do 2030 r. ograniczyć emisję gazów cieplarnianych o 55% procent w stosunku do roku 1990. Dla firm motoryzacyjnych oznacza to konieczność przestrzegania coraz surowszych norm w tym zakresie. Granica dopuszczalnej emisji dwutlenku węgla średnio przez wszystkie modele jednego producenta jest stale obniżana i żeby ją spełnić firmy muszą sprzedawać coraz więcej samochodów, które tego dwutlenku nie emitują wcale. Lansowanie elektryków leży więc w ich ekonomicznym interesie.

Co przyniesie dla kierowców w najbliższa przyszłość - Kupić czy korzystać z abonamentu?

Zmiany na rynku samochodowym w Europie dokonują się szybciej niż nam się zdaje. Już dzisiaj 20% stanowią samochody hybrydowe (PHEV) i elektryczne wyposażone w „baterię” (BEV). Eksperci przewidują, że w ciągu 10 lat udział jednych i drugich zwiększy się do 80 procent, zakup elektrycznego auta rozważa dzisiaj 40% klientów. Wraz z przesiadką do aut na prąd zmienią się nasze przyzwyczajenia i sposób korzystania z samochodów.

Przede wszystkim niekoniecznie będziemy elektryczne samochody kupować. Żeby z auta korzystać nie trzeba być jego właścicielem. Powszechną formą stanie się abonament – za określoną miesięczną ratę będziemy korzystać z całego pakietu usług dopasowanych do własnych potrzeb. Na przykład jeśli auto w 90% użytkujemy w mieście żeby dojeżdżać nim do pracy, w ramach abonamentu wybierzemy niewielki pojazd z opcją zamiany na większy, gdy zechcemy odbyć dalszą podróż. Takie usługi wprowadziło już np. Renault we Francji. Tamtejsi kierowcy elektrycznego miejskiego ZOE mogą na określony czas zamienić na znacznie większego Kadjara – na razie w wersji z dieslem.
Firmy będą więc konkurować o klientów nie tyle ceną samego auta, ile ceną i zakresem usług w ramach oferowanego abonamentu. Powszechne staną się leasing i kupno samochodu na raty.

Jeśli jednak ktoś zdecyduje się na zakup, cena auta z pewnością będzie miała dla niego duże znaczenie. Dzisiaj modele elektryczne są znacznie droższe od spalinowych. Według ekspertów, ceny elektryków i samochodów spalinowych wyrównają się za około 10 lat. Samochody na prąd będą tanieć w miarę rosnącej sprzedaży i postępu technicznego. Auta benzynowe i diesle będą za to coraz mniej atrakcyjne, głównie ze względu na rosnące podatki, które będą na nie nakładane jako na pojazdy mniej ekologiczne. Życie kierowcom aut spalinowych utrudnią też coraz liczniej pojawiające się strefy zakazu wjazdu. Za jakiś czas kierowcy mają sami uznać, że wolą samochód elektryczny.

REKLAMA

Co przyniesie dla kierowców w najbliższa przyszłość - Cena samochodu czy cena przejechania jednego kilometra?

Czynnikiem przesądzającym o wyborze pojazdu zasilanego energią elektryczną zamiast benzyną ma jednak stać się koszt przejechania jednego kilometra – wyższa cena elektryka ma być kompensowana niższym, w porównaniu z autem benzynowym, kosztem przejazdu 1 km. Zakłada się, że energia elektryczna będzie w coraz większym stopniu pochodzić ze źródeł odnawialnych, a jej cena będzie maleć. Pod adresem rządów pojawiają się postulaty zdjęcia z energii elektrycznej chociaż części obciążeń podatkowych. Z kolei na paliwa kopalne są i będą nakładane coraz większe obciążenia. Z tego punktu widzenia transformacja energetyczna leży w interesie kierowców, kraje, które są z nią na bakier i kurczowo trzymają się węgla będą miały problem. To samo dotyczy infrastruktury, w tym sieci ładowania, której rozwój jest niezbędnym warunkiem popularyzacji elektryków.

Renault ZOEmateriały prasowe
Renault ZOE

Co przyniesie dla kierowców w najbliższa przyszłość - Płacisz tylko za to, z czego korzystasz

Zmieni się rola salonów, które będą nie tyle sprzedawać auta, co oferować usługi z nimi związane. Dotyczy to wspomnianych wyżej abonamentów i innych form finansowania, ale nie tylko. Kierowca elektrycznego auta będzie mógł w przyszłości kupować, a raczej uaktywniać na określony w swoim aucie różne elementy wyposażenia. Np. tylko na miesiące zimowe wykupi opcję ogrzewania siedzeń, tylko na czas nocnej jazdy uaktywni reflektory LED, z których nie może korzystać na co dzień, albo tylko na wakacyjny wyjazd rozszerzy zakres nawigacji o mapy innych krajów. Jak to możliwe? Każde auto opuszczające fabrykę będzie wyposażane w pełny zestaw urządzeń, które dzisiaj są dostępne najczęściej jako opcja – będą one uruchamiane w konkretnych egzemplarzach zależnie od rodzaju abonamentu, który wykupił właściciel lub „na godziny” za dodatkową opłatą (to nowe źródło przychodów dla producentów). Dla kierowców ma to tę zaletę, że będą płacić jedynie za to z czego naprawdę w danym czasie korzystają. Czy jednak wyposażone „po dach” samochody nie staną się przez to droższe? Producenci twierdzą, że nie – fakt, że wszystkie będą pod tym względem identyczne obniży koszty produkcji i logistyki związanej z dostarczaniem just in time zestawów elementów innych dla każdego egzemplarza znajdującego się na taśmie montażowej.

REKLAMA

Co przyniesie dla kierowców w najbliższa przyszłość - Serwisy nadal potrzebne

Zajęcia nie zabraknie serwisom. Z badań wynika, że kierowcy samochodów elektrycznych wszelkie prace przy nich powierzają autoryzowanym stacjom obsługi, bo tylko ich pracownicy mają specjalistyczną wiedzę na ten temat. Rolą serwisów będzie też przekazywanie wiedzy klientom na temat ładowania akumulatorów i wszelkich czynności związanych z codzienną eksploatacją. Pojawi się kwestia wymiany akumulatorów. Większość firm udziela na nie gwarancji na około 8 lat – do tego czasu „baterie” mają zachować co najmniej 70% pierwotnej pojemności energetycznej, potem trzeba je regenerować albo wymienić. Czy w wypadku 8-letniego samochodu to się właścicielowi opłaci? Dzisiaj nie wiadomo. Wracamy więc do kwestii abonamentu, który uwalnia użytkownika od tego problemu. Na marginesie: setki, a potem tysiące zużytych akumulatorów, które pojawią się z biegiem czasu będzie można jeszcze długo wykorzystywać do magazynowania energii ze źródeł odnawialnych. Dziś trzeba taką energię zużywać na bieżąco, bo nie da się je przechować. To zaczyna układać się w logiczny system. Ostatecznie całkowicie wyeksploatowane akumulatory mają być poddawane recyklingowi – możliwe jest odzyskanie z nich 95% surowców.

Co przyniesie dla kierowców w najbliższa przyszłość - Różne perspektywy

Pod groźbą kar za nieprzestrzeganie norm emisji spalin firmy samochodowe będą produkować auta elektryczne na masową skalę – czy to się klientom podoba czy nie. Kolejne koncerny konstruują już wyłącznie płyty podłogowe do modeli, w których nawet nie da się zamontować spalinowego silnika. Auta benzynowe jeszcze długo pozostaną w ofercie – choćby z przeznaczeniem na rynki spoza Europy, jednak zmiana jest nieuchronna. Nowe trendy docierają do Polski – w pierwszych 8 miesiącach tego roku sprzedaż hybryd i elektryków zwiększyła się u nas o 130% (w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku), zarejestrowanych jest prawie 30 000 aut osobowych tego typu, w tym 14 256 to pojazdy typu BEV. Mozolnie rozbudowywana jest infrastruktura - mamy 1 631 ogólnodostępnych stacji ładowania z 3 178 punktami zasilania energią. Główne pytanie brzmi, czy energia elektryczna w Polsce będzie taniała - na razie drożeje. Miejmy nadzieję, że skutkiem zmian zachodzących w europejskiej motoryzacji nie będzie masowy import do naszego kraju tanich aut spalinowych, których na Zachodzie nikt już nie będzie chciał.

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Zobacz także:

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA