[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.3

Czy już złomować wszystkie samochody? Zdaniem Obrockiego

Francuski konstruktor Franky Zapata przy pomocy niedużego plecakowego przedziwnego wynalazku ("flyboard") wpierw latał nad mieszkańcami i władzami Paryża i Francji, a teraz bardzo szybko pokonał kanał La Manche . Czy to już śmierć starej motoryzacji i pora złomowania wszystkich samochodów?

Człowiek jest zwierzęciem nienachalnie mobilnym. W porównaniu do do reszty żywych stworzeń na naszej planecie wręcz powolnym. Nie potrafi uciec nie tylko przed gepardem, lwem, tygrysem czy wilkiem, ale też przed pokracznymi grubasami, jak słoń czy nosorożec. Przed rojem przecież mniejszych od niego pszczół niestety też. Przez całe tysiąclecia człowiek nie potrafił zwiększyć swojej szybkości i możliwości podróżowania. Wreszcie wsiadł na osła, muła czy konia. Potem przez całe wieki utknął na poziomie szybkości osła. Trochę poprawiło sprawę hodowanie szybkich koni. Wreszcie wynalazek koła pozwolił doczepić do tego osła jakiś wózek. Po kolejnych wielu wiekach odczepiono od wózka osła, a przyczepiono silnik. A nawet różne silniki - parowe, elektryczne, spalinowe.

I to był przełom. Motoryzacja zaczęła podbijać świat w tempie straszliwym. Dawała frajdę, przyjemność, możliwość pokonywania dużych dystansów, ale przede wszystkim przewozu towarów. Łatwiejszy transport rozruszał gospodarkę na całym świecie. Ilość pojazdów sięgnęła miliardów. No i zaczęło się. A właściwie zatkało się.

REKLAMA

Dziś przejazd przez większość wielkich miast na całym świecie jest wolniejszy niż kiedyś mułem czy osłem. Po wynalezieniu koła historia drwiąco zatoczyła koło. W coraz dłuższych korkach miliony ludzi w coraz droższych autach już nie poruszają się coraz szybciej. Tkwią nieruchomo, pilnując tylko, by wszyscy widzieli jakim samochodem aktualnie nie jadą. Nowe samochody są coraz większe, cięższe, jest ich coraz więcej. Zajmują na drodze coraz więcej miejsca. Od dawna więc konstruktorzy i wynalazcy z całego świata szukają przełomowych rozwiązań, jak najmniejszych pojazdów indywidualnych. Tak powstały wszelkie wrotki, deskorolki, hulajnogi, rowery, skutery, motorowery. Wygodne, bo nieduże, ale ich ilość tak gwałtownie rośnie z dnia na dzień, że zapełniają i chodniki i jezdnie. Kto osobiście został w Chinach czy w Indonezji otoczony stadem tysiąca motorowerów, wie o czym mówię. Powierzchnia miast jest ograniczona, wiec ilość pojazdów na tej powierzchni też. Roztropne wydaje się więc rozwiązanie, by jeździć w kilku warstwach - nie tylko po ziemi, ale też nad ziemią. Bo jest tam dużo więcej miejsca, a nie ma znaków drogowych, słupów, dziur w jezdniach i fotoradarów.

Wynalazek Franka Zapaty polegający na wzniesieniu się, dosłownie i w przenośni, ponad zatłoczone jezdnie i ponad wszystkie problemy współczesnej motoryzacji, wydaje się rozwiązaniem idealnym. Ale tylko udaje. Żeby taka latająca deska bezpiecznie latała tam gdzie chcemy i lądowała na prawie każdym balkonie, musi być technologicznie makabrycznie skomplikowana. (Na razie nauka nie wie, jak wróbel, mający mózg mniejszy od ziarenka grochu, bezbłędnie ląduje na każdej najcieńszej gałązce.) Deska Zapaty, czyli tzw. flyboard, wymaga od pilota potężnej wiedzy lotniczej (fizyka, aerodynamika). Więc marzenia, że każdy dostanie coś takiego na emeryturze to abstrakcja. I tak większość ludzi nie chciałaby flyboardu nawet za darmo, bo pojazd faktycznie szybki, sprytny i zwinny, ale bez dachu, miejsc siedzących i bez bagażnika, to więcej wad niż zalet. Może jak będą dwuosobowe (czyli z pilotem) i z jazdą na siedząco, to przydatność dla zwykłych ludzi wzrośnie. Na razie wygoda jest żadna.

Ale do celów specjalistycznych to pojazd bardzo obiecujący. Nauczenie komandosa czy antyterrorysty latania takim wynalazkiem jest realne. Byłby szybciej na miejscu niż radiowozy. Mógłby dowieźć broń, amunicję. Może leki, pomoc medyczną. Może krew, narządy do transplantacji. Zaskoczyć terrorystę na najwyższym piętrze. Na trasie Warszawa Rzeszów tak mało komfortowy pojazd nie przyda się na pewno. Zwykły Kowalski na działkę z łopatą i grabiami też nie wyruszy flyboardem, bo jego 20 letni Golf jest wygodniejszy. Więc plotka o rychłym złomowaniu zwykłych aut jest mocno przesadzona. I ulegać jej nie należy.

Zobacz też: hulajnogi jak rowery? Nowe przepisy

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij