REKLAMA

Elektryczna ściema: Zdaniem Obrockiego

Przełom roku to zawsze dobry moment, żeby spokojnie spojrzeć nie na pojedyncze zdarzenia, ale na szersze sprawy dotyczące dużych grup społecznych. Chociażby dawno obiecanej polskiej motoryzacji elektrycznej.

Świat wie już na pewno, że wiele spraw zaszło za daleko, wymykają się spod kontroli i ludzkość może zginąć od smrodu, spalin i różnych niewidocznych, ale obecnych w powietrzu trucizn. Sprawcy dość łatwo zostali ustaleni i zidentyfikowani - to głównie przemysł, ogrzewanie i motoryzacja.

Pomimo najlepszych katalizatorów samochody trują. I to mocno. W tym obszarze dobre rozwiązania są znane. I to od dość dawna. Nie trzeba zupełnie rezygnować z motoryzacji. Wystarczy zmienić, i to jak najszybciej, same napędy pojazdów. Zamiast diesla i benzyny stosować mniej smrodliwy gaz, wodór i najczystszy w tym zestawie napęd elektryczny.

REKLAMA

Szczęśliwie akurat ten ostatni jest od strony inżynierskiej prosty w konstrukcji. Nieskończenie prostszy od wszystkich razem napędów spalinowych. Silnik elektryczny jest tani, dobrze od lat dopracowany i tylko troszkę bardziej skomplikowany od cepa. Wystarczy spojrzeć na zwykłą wiertarkę, odkurzacz czy suszarkę do włosów - tam przecież jest taki tani, dobry, skuteczny i trwały silnik elektryczny. Nie ma w nim układu chłodzenia i smarowania. Nie ma tłoków, zaworów i rozrządu. Budowa samochodu z takim silnikiem to łatwizna. A producentów takich silników jest mnóstwo. Potwierdza to fantastyczna, międzynarodowa kariera produkowanych pod Poznaniem elektrycznych autobusów Solaris. Fabryka ma ładne nadwozie autobusowe, a silniki i baterie kupuje.

Po zmianie rządu, gdy już dość dawno temu premier Morawiecki zastąpił na stanowisku szefa rządu panią premier Szydło, było potrzebne dla służb propagandowych jakieś proste, a chwytliwe hasło. Wymyślono je genialnie. Samochody elektryczne! Modne i ekologiczne! Sto razy łatwiejsze w projektowaniu, więc pójdzie gładko i szybko. Polak potrafi, a różnych pustych, idiotycznie zniszczonych fabryk mamy mnóstwo, więc pokropiono to patriotycznym sosem i kazano patrzeć w okna, bo lada dzień te proste, oczywiście biało-czerwone samochody zobaczymy na ulicach.

A żeby je było dobrze widać i żeby zgniły, lewacki i liberalny zachód rzucić na kolana w pierwszej transzy będzie ich od razu milion. Błyskawicznie wytypowano miejsce produkcji - wielka fabryka traktorów w Ursusie. Wielka, bo ten pierwszy milion musi dobrze się prezentować na odpowiednio wielkim, dynamicznym, mocarstwowym tle. O dawnych planach miliona traktorów już nikt nie pamięta. Żeby jeszcze bardziej pokazać światu nasze gospodarcze aspiracje, w pierwszym milionie miały dominować potrzebne w biznesie nie wersje osobowe, ale lekko towarowe. Takie dla listonoszy, kurierów i małej działalności gospodarczej. Sam pisałem kiedyś, jak Amerykanie na wojnę zaprojektowali bez komputerów (z detalami!) wojskowego Jeepa w... tydzień. Taki rekord też warto pobić. Zbliżały się targi przemysłowe w Hanowerze, więc żeby dobić trochę deprymujący nas rozmiarem niemiecki przemysł motoryzacyjny w parę dni przedstawiono prototyp. Taką wydmuszkę wydrukowano na drukarce 3D. Doczepiono nawet nazwę Ursus Elvi. I premier z ministrami fotografowali się przy nim obficie. Poznański Cegielski miał wymyślić prosty, polski, nie unijny napęd, a Ursus miał to składać do kupy.

Mijają lata. Cegielski z Ursusem w ogóle się nie dogadali. Do dzisiaj w obydwu fabrykach cisza. Nie ma nie tylko jednego miliona, ale nawet jednego samochodu. Projekt nazywany w przemówieniach kołem zamachowym polskiej gospodarki, okazał się kołem u szyi. Przez moment myślano o kupowaniu gdzieś na Zachodzie (kupować, ale się nie cieszyć) gotowych jakichś podwozi i zespołów napędowych i tylko skręcać, jak w Chinach, do kupy. Ale w innym przemówieniu premier obiecał, że nie dopuści, żeby Polska była tylko montownią, bo Polacy to dumny naród. Więc wersja z montownią też upadła. Wreszcie upadła całość pomysłu. W pustych halach w Ursusie hula wiatr. Jeszcze bardziej hula w totalnie rozkradanych halach dawnej FSO na Żeraniu. Ursus próbuje dłubać jakieś traktory, ale podżegany przez imperialistów, cyklistów i liberałów świat ich nie chce.

Znam osobiscie dorosłych, wykształconych ludzi, którzy w św. Mikołaja nie wierzą. Ale w dużo bardziej abstrakcyjne baśnie o milionie polskich, elektrycznych aut i owszem. Taka ściema. Ale elektryczna.

Zobacz także: Przygoński na Rajdzie Dakar - ale pech!

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA