Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Formuła 1 - Sebastian Vettel wygrał GP Bahrajnu

Czterokrotny mistrz świata górował nad kierowcami Mercedesa – Lewisem Hamiltonem i Valtterim Bottasem. Sebastian Vettel wygrał po raz 44. w swojej karierze i drugi w sezonie 2017.

Ferrari znów pokazało, że potrafi walczyć w wyścigu. Grand Prix Bahrajnu od początku zapowiadało się dla nich bardzo dobrze. Cień wątpliwości wdarł się po kwalifikacjach, w których to Mercedes był w stanie oddalić się na blisko pół sekundy od Sebastiana Vettela. Niemiec był zaskoczony tak duża stratą, ponieważ jeszcze w drugim segmencie czasówki różnice między nim, a Lewisem Hamiltonem i Valtterim Bottasem były minimalne.

Dobrym zwiastunem trwającego sezonu jest fakt, że nie ma jednego lidera i jednocześnie dominatora

W Australii czy Chinach wspomniana trójka mieściła się odpowiednio w 0,3 sekundy oraz 0,2 sekundy. W obu sesjach triumfował trzykrotny mistrz świata. W Szanghaju był w stanie utrzymać pierwszą lokatę dzięki odpowiedniej strategii „Srebrnych Strzał” i pechu ekipy z Maranello. Wcześniej na obiekcie Albert Park po starcie z drugiego pola zmagania wygrał Vettel. Bolid SF70-H od początku sezonu pokazuje siłę wtedy, kiedy trzeba, czyli w niedzielę. Punktów za pole position się nie dostaje. Stąd spokój Niemca nawet, kiedy ten zdał sobie sprawę, że nie ustawi się w pierwszym rzędzie.

Na jego korzyść przemawiał fakt, że Valtteri Bottas akurat w sobotę pozbierał się i o 23 tysięczne sekundy pokonał swojego utytułowanego kolegę z zespołu. Było to jednocześnie pierwsze pole position w karierze Fina. Wcześniej w Williamsie nie mógł się bić o taką lokatę. Pojawiła się też dla niego realna szansa na wygraną w Grand Prix Bahrajnu. Początek wyścigu układał się dla niego przyzwoicie.

Po udanym starcie nie musiał obawiać się utraty pozycji. W tym samym czasie nieudany początek zaliczył Hamilton, który startował z „brudnej” cześci toru Sakhir. Brytyjczyk dał ograć się Vettelowi z Ferrari, a także był narażony na ataki Maxa Verstappena z Red Bulla. Młody Holender po starcie z szóstej pozycji przebił się na czwartą lokatę, w tyle zostawiając m.in. Daniela Ricciardo i Kimiego Raikkonena. Wydawało się, że austriacka ekipa ma za dużś stratę do dwóch czołowych stajni, ale okazało się, że jej kierowcy śmiało mogli podgryzać kierowców z przodu.

GP Bahrajnu

Tempo nie za wysokich lotów narzucił czołówce Bottas, który bardziej skupiał się na bronieniu pozycji, aniżeli oddalaniu się i wypracowywaniu przewagi. System DRS także nie dawał szans na skuteczne ataki. Jedyna nadzieja na zyskanie pozycji na torze była przez klasyczne podcięcie.

Jako pierwszy na ten ruch zdecydował się czterokrotny mistrz świata. Scuderia Ferrari przygotowała dla niego agresywną strategię. Do samochodu Sebastiana Vettela założono ponownie supermiękką mieszankę. Po fioletowych czasach sektorów do boksu szybko ściągnięto najmłodszego zdobywcę Grand Prix - Maxa Verstappena. 19-latek uskarżał się na uciążliwą jazdę w strugach powietrza za bolidami Mercedesa. Wydawało się, że po wyjeździe z alei serwisowej Holender pójdzie w ślady kierowcy Ferrari. Pech chciał inaczej i już w pierwszym sektorze toru, kierowca Red Bulla wypadł po awarii hamulców w RB13.



Chwilę potem sytuacja stała się napięta. Po żółtej fladze w tym fragmencie trasy, na dojeździe do pierwszego zakrętu kolizję zaliczyli Lance Stroll i Carlos Sainz. Oba bolidy musiały zakończyć swój udział w wielkanocnych zmaganiach. Pojawił się komunikat o wyjeździe samochodu bezpieczeństwa. Od razu zawrzało w centrum dowodzenia Ferrari. Jednak dobre tempo pozwoliło objąć Sebastianowi Vettelowi prowadzenie.

29-latek mógł odetchnąć z ulgą. Inaczej, bo nerwowo było w Mercedesie. Stajnia z Brackley musiała zmienić ogumienie u obu swoich kierowców podczas neutralizacji. Lewis Hamilton musiał zachować odpowiedni odstęp za liderem i w tym czasie popełnił bardzo kosztowny błąd. Brytyjczyk widział w swoich lusterkach Daniela Ricciardo z Red Bulla i aby nie stracić pozycji w boksach postanowił go celowo spowolnić. Australijczyk w tej samej chwili musiał mocno zwolnić, aby nie uderzyć w tył bolidu W08. Sędziowie dostrzegli niewłaściwe zachowanie kierowcy Srebrnych Strzał i przyznali mu pięć sekund kary przy następnej wymianie opon.

To pozbawiło go cienia szans na zwycięstwo w tym wyścigu. W dodatku został wypuszczony na nieco wolniejszej - miękkiej mieszance i trochę czasu upłynęło zanim uporał się z zespołowym partnerem, który podróżował na supermiękkich oponach.

Współlider klasyfikacji generalnej musiał przełknąć gorycz porażki. Nie pomógł mu nawet późniejszy zjazd po drugi komplet ogumienia. Sebastian Vettel jechał bezproblemowe zawody, mając bezpieczną przewagę. Valtteri Bottas mu nie zagrażał, ponieważ zużył swój komplet podczas przebijania się przez stawkę po drugim pit-stopie. Hamilton miał stratę blisko 20 sekund do kierowcy Ferrari.

Mimo, że był poganiany przez swoich przełożonych, a z drogi zjechał mu zdobywca pole position. Na mecie jego strata wyniosła nieco ponad 6,6 sekundy. Jednak pogoń trzykrotnego mistrza świata za czterokrotnym mistrzem świata mogła się podobać. Vettel spokojnie kontrolował swoje tempo, a także mógł nieco oszczędzać swój silnik i inne podzespoły w swojej Ginie - tak została przez niego nazwana tegoroczna maszyna. 

GP Bahrajnu

Po Grand Prix Bahrajnu zmieniła się klasyfikacja generalna. Samodzielnym liderem został reprezentant „Tifosi” z 68. punktami. Podczas, gdy jego najgroźniejszy rywal stracił dzisiaj siedem oczek. Na trzecie miejsce powrócił drugi reprezentant Mercedesa - Valtteri Bottas. Jego strata jest już spora, bo 30 punktów. Tuż za podium plasuje się Kimi Raikkonen, który zaliczył nijaki początek sezonu. 

Jednak punkty, które do tej pory zdobył oraz świetna dyspozycja Sebastiana Vettela, pozwalają Ferrari objąć prowadzenie w klasyfikacji konstruktorów. Obaj uzbierali 102. punkty, o trzy więcej niż duet Hamilton-Bottas. Dalej dużą stratę ma już Red Bull, który nie tylko traci w czystym tempie, ale także jeśli chodzi o niezawodność. Tor Sakhir gościł dopiero trzecią rundę z dwudziestu, zatem nie należy jeszcze nikogo przedwcześnie skreślać. Daniel Ricciardo i Max Verstappen na pewno nie składają broni i będą walczyć do samego końca o każdy dobry rezultat.

Następny weekend wyścigowy już za dwa tygodnie w Rosji. 28-30 kwietnia kierowcy będą mieli okazję pojeździć po torze wokół olimpijskich kompleksów w Soczi. Dobrym zwiastunem trwającego sezonu jest fakt, że nie ma jednego lidera i jednocześnie dominatora. Do czego wielu zdążyło się przyzwyczaić w ostatnich latach.

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij