REKLAMA

GP Monako - Ferrari i Sebastian Vettel górą

Czterokrotny mistrz świata po raz drugi w karierze wygrał na ulicach Księstwa Monako. Po drodze musiał pokonać zdobywcę pole position - Kimiego Raikkonena. Podium uzupełnił Daniel Ricciardo z Red Bulla.

GP Monaco
GP Monaco

Wyścig w Monte Carlo zawsze przyciągał dużo uwagi. Jednak w tym sezonie szczególnie ze względu na 75. edycję. Scuderia Ferrari czekała na swój kolejny triumf w tym miejscu od 2001 roku, kiedy to wygrał Michael Schumacher. Apetyty Włochów rosły w miarę jedzenia, tym bardziej, że ich kierowcy od początku weekendu sprawowali się świetnie. Bolid SF70-H zdawał się idealnie pasować do charakterystyki tego toru. W sobotnich kwalifikacjach zdołali to potwierdzić Kimi Raikkonen i Sebastian Vettel, którzy zaklepali sobie pierwszy rząd na starcie wyścigu. Szyki próbowali im pokrzyżować Valtteri Bottas (Mercedes) i Max Verstappen (Red Bull), jednak nie byli w stanie osiągnąć  więcej, niż odpowiednio trzecią i czwartą pozycję.

Najszybsze okrążenie kwalifikacyjne to od teraz 1:12:178 - w historii nikt nie pojechał na tym torze szybciej. Dużego pecha podczas czasówki miał Lewis Hamilton (Mercedes), który miał problemy ze znalezieniem przyczepności i zakończył je na udziale w Q2 z 14. rezultatem. Małym pocieszeniem dla niego była kara dla dziewiątego w kwalifikacjach Jensona Buttona (McLaren), dzięki której przesunął się na 13. pole.

Start do wyścigu przebiegł spokojnie. Nie doszło do kolizji pomiędzy kierowcami. Każdy z nich zachował zimną krew. Jeden błąd na tym torze mógł kosztować zbyt wiele. Pozycje stracili Daniil Kvyat (Toro Rosso), który spadł z 9. na 11. lokatę oraz Stoffel Vandoorne (McLaren) spadł za Lewisa Hamiltona na 13. miejsce. W czołówce nie doszło do zmian. Sebastian Vettel próbował podgryzać Kimiego Raikkonena, a Max Verstappen kąsał Valtteriego Bottasa. Kręty tor uliczny nie pozwalał na wiele manewrów wyprzedzania.

Nieco z tyłu Daniel Ricciardo (Red Bull) i Carlos Sainz (Toro Rosso) starali się nie niszczyć opon. Podobnie Sergio Perez (Force India), Romain Grosjean (Haas) czy Nico Hulkenberg (Renault). Wszyscy zdawali sobie sprawę, że kluczowa dla losów zmagań będą: strategia i odpowiedni moment zjazdu do alei serwisowej. Do tej chwili nie dotrwał bolid Renault "Hulka", który w ten weekend celebrował rocznicę powstania kultowej serii „Gwiezdnych Wojen” oraz 40-lecie francuskiej marki w Formule 1. Najprawdopodobniej awarii uległa skrzynia biegów, taką wersję kibice usłyszeli przez team radio. W drugim sektorze mieliśmy żółtą flagę przez kilka okrążeń.

REKLAMA

REKLAMA

GP Monaco
GP Monaco

Pierwsze zjazdy do mechaników odbyły się już po pierwszym okrążeniu, kiedy to zjechali Pascal Wehrlein (Sauber) oraz Jenson Button (McLaren). W skutek niebezpiecznego wypuszczenia kierowcy Saubera przed zawodnika McLarena doszło do incydentu. Brytyjczykowi udało się uniknąć kolizji, ale sędziowie nie mieli litości i ukarali Niemca pięcioma sekundami. Od tamtej pory obaj walczyli już tylko o przysłowiową "pietruszkę" na dwóch ostatnich pozycjach.

Dziać zaczęło się, gdy Red Bull zdecydował się ściągnąć Verstappena na 32. okrążeniu. Holender przed zjazdem miał 1,2 sekundy straty do Bottasa. Austriacka ekipa starała się podciąć Fina, lecz również Mercedes zdążył okrążenie później zaprosić swojego zawodnika do mechaników po supermiękką mieszankę. Mechanicy Srebrnych Strzał popisali się lepszym pit-stopem o blisko 0,8 s, co wystarczyło do obronienia się przed napierającym Holendrem.

REKLAMA

GP Monaco
GP Monaco

Wydawało się, że niemiecki producent będzie miał swojego zawodnika na podium. Jednak zapomnieli o Danielu Ricciardo, który pozostał na ultramiękkich oponach i był najszybszym zawodnikiem na torze. W międzyczasie Ferrari ściągnęło lidera wyścigu - Raikkonena na jedyny postój. Zdobywca pole position wrócił na tor na trzeciej pozycji - za Vettelem i Ricciardo. Za nim jechał dość daleko Carlos Sainz, za którym utknęli Bottas i Verstappen. Przez chwilę mogło się wydawać, że po zjazdach liderów wszystko wróci do normy. Jednak doszło do pewnych przetasowań. Australijczyk z Red Bulla zdołał dzięki przedłużeniu pierwszego przejazdu wrócić przed Valtterim Bottasem i Maxem Verstappenem.

Nieco po nim zjechał także Sebastian Vettel, któremu udało się wyjechać o włos przed swoim zespołowym partnerem z Ferrari. Skład prowadzącej trójki wyglądał następująco: Vettel-Raikkonen-Ricciardo. Najdłużej na używanym komplecie opon utrzymywali się Hamilton i Vandoorne, którzy jechali na pozycjach 6. i 7. Najlepiej wyszedł na tym trzykrotny mistrz świata, który odwiedził swoich mechaników na 47. okrążeniu i stracił zaledwie jedną pozycję. Jego celem na ten wyścig było zminimalizowanie strat.

REKLAMA

REKLAMA

GP Monaco
GP Monaco

Na 58. okrążeniu wyjechał samochód bezpieczeństwa (SC) w wyniku wypadku między Buttonem a Wehrleinem. Wyglądało to groźnie, ale skończyło się na wyjściu Pascala cało z bolidu Saubera. Natomiast Jenson miał uszkodzone zawieszenie i musiał zakończyć swój udział w swoich jedynych tegorocznych zmaganiach po powrocie z emerytury. Neutralizacja trwała dość długo. Kierowcy narzekali na niską temperaturę opon i hamulców. Lance Stroll (Williams) zapowiedział nawet, że po wznowieniu najprawdopodobniej się rozbije. 66. kółko - właśnie wtedy zjechał Safety Car, a już na kolejnym odpadł Stoffel Vandoorne, który jechał po pierwszy punkt dla McLarena. Belg nie wytrzymał presji ze strony Sergio Pereza i rozbił się w pierwszym zakręcie.  

Dużo szczęścia przy wznowieniu rywalizacji miał Daniel Ricciardo, który uderzył w barierę i cudem wybronił się przed Bottasem i Verstappenem. Australijczyk zdołał dojechać do mety i na całe szczęście nie uszkodził poważnie swojego samochodu, udawało mu się jeszcze nawet pokazywać się w lusterkach Kimiemu Raikkonenowi. Do żadnego bezpośredniego pojedynku nie doszło, podobnie w przypadku par Bottas-Verstappen czy Sainz-Hamilton.

Sebastian Vettel dowiózł zwycięstwo do mety, a Scuderia Ferrari wyprzedziła Mercedesa w klasyfikacji konstruktorów. Dla ekipy z Maranello był to jubileuszowy 90. dublet. Niemiec wzbogacił swoje konto o 25 "oczek", podczas gdy Lewis Hamilton tylko o 6. Różnica miedzy nimi wzrosła z sześciu do dwudziestu pięciu punktów - 129:104. Czterokrotny mistrz świata odkuł się po porażkach z reprezentantami Srebrnych Strzał w GP Rosji i GP Hiszpanii.

REKLAMA

GP Monaco
GP Monaco

Na pozostałych pozycjach w klasyfikacji generalnej nie doszło do większych zmian: 3. Bottas, 4. Raikkonen, 5. Ricciardo, 6. Verstappen, 7. Perez. Dla ostatniego z wymienionych był to pierwszy wyścig bez punktów od dawna, podobnie jak dla całego zespołu Force India. Maksimum w ten weekend udało się uzyskać Carlosowi Sainzowi z Toro Rosso, który dzięki 6. lokacie awansował o dwie pozycje - zajmuje 8. miejsce w "generalce".

Najbardziej niepocieszony mógł być Kimi Raikkonen, który po starcie z pierwszego pola mógł liczyć na więcej niż drugie miejsce. Na pole position przyszło mu czekać 128 startów, a na triumf czeka od GP Australii 2013. Jednak decyzja o zjeździe parę okrążeń przed Sebastianem Vettelem była nietrafiona. 37-letni Fin znalazł się w mniej komfortowej sytuacji ze względu na sytuację w mistrzostwach świata, tam obecnie przewodzi jego partner ze stajni z Maranello. Część kibiców mogła czuć się zawiedziona, ponieważ Iceman cieszy się olbrzymia popularnością. Wśród nich byli zapewne tacy, którzy pamiętali jego triumf w barwach McLarena na ulicach Księstwa Monako w 2005 roku.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA