[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.0

Hołowczyc coraz młodszy

W rozegranej niedawno w Polsce rundzie Pucharu Świata Baja pojazdów terenowych na starcie stanęło aż 176 zawodników w 99 pojazdach. Po raz szósty błyskotliwie i przekonująco wygrał Krzysztof Hołowczyc. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, bo to kierowca wyśmienity, ale setkę młodszych kierowców ograł pan po pięćdziesiątce.

Niewiele mamy w Polsce rajdów klasy światowej. Rajd Polski organizowany na nienachalnie wysokim poziomie wypadł z kalendarza mistrzostw świata, więc zostały terenówki. Kiedyś, dawno temu, rundą mistrzostw świata był Rajd Jelcza we Wrocławiu (potem bardzo podupadł, aż upadł), ale dobrze organizowana runda Pucharu Świata pod nazwą Orlen Baja Poland odbywa się od 11 lat w Szczecinie.

To rajd rzeczywiście po kosmicznych wertepach, więc w Szczecinie jest tylko start, meta i krótki prolog, a prawdziwe ściganie odbywa się niedaleko, w okolicach Drawska Pomorskiego, gdzie znajdują się ogromne poligony wojskowe. Można na nich wytyczyć odcinki specjalne nie po 10 czy 15 km, jak w zwykłych rajdach drogowych, ale po 200 czy 250 km, a więc prawie jak w Dakarze. Te zupełnie zryte i zniszczone, nieprzydatne, bo mocno zatrute i zdegradowane poligony to osobista zasługa radzieckiego dyktatora Józefa Wisarianowicza Stalina, który zażyczył sobie stworzenie jednego z kilku największych na świecie ciągu poligonów od Szczecina do Jeleniej Góry, by takim militarnym pasem chronić daleki Związek Radziecki od spodziewanego w latach 50. ataku imperialistów.

REKLAMA

Dziś ten zdemolowany ogromny teren (warto spojrzeć na mapę Polski - widać pusty pas bez większych miejscowości) częściowo dalej służy wojsku, a częściowo, zupełnie nieprzydatny, stoi odłogiem. (Stąd po upadku Rajdu Dakar w Afryce były pomysły o przeniesieniu go do Polski - nasz kraj nie podjął tej inicjatywy). Te poligony bardzo nadają się do rajdów terenowych, bo przez 60 lat były codziennie treningowo bombardowane i rozjeżdżane czołgami, co "wzbogaciło" je w kosmiczne wertepy. W takim terenie wytyczenie koło Drawska oesów po 200 km to żaden problem.

Cały cykl Pucharu Świata ma wysoką rangę, więc do Szczecina przyjechali zawodnicy aż z 15 krajów, w tym tak mocne nazwiska, jak Argentyńczyk Orlando Terranova, Rosjanin Władimir Wasiliew (obaj w fabrycznych Mini Cooperach) i bardzo wysoko notowani w świecie Polacy - Kuba Przygoński i przewyższający wszystkich wzrostem, wiekiem i doświadczeniem Krzysztof Hołowczyc, który wygrał w Szczecinie już pięć razy (też obaj w Mini).

Widowiskowy, choć krótki prolog w Szczecinie wygrywa Przygoński, tylko dwie sekundy przed Hołowczycem. Reszta wyraźnie z tyłu. Ale prawdziwy rajd to następnego dnia dwa odcinki po 220 km pod Drawskiem. W dodatku w potwornym dakarowym upale. W takim piekle liczą się nie tylko umiejętności kierowcy, ale przede wszystkim jego kondycja. I tu licznie startującej, pewnej siebie młodzieży bolesną lekcję kondycji i wytrzymałości daje niemłody przecież Krzysztof Hołowczyc. Obie te wielogodzinne mordercze próby z uśmiechem i lekkością wygrywa gładko. Zostaje oczywiście zdecydowanym liderem rajdu. Następnego dnia wygrywa 3 z 4 kolejnych krótszych odcinków (jeden oddaje Przygońskiemu) i bezdyskusyjnie po raz szósty wygrywa polską rundę Pucharu Świata. Drugi jest Kuba Przygoński (piękny dublet Polaków), a trzeci Wasiliew.

Zwycięstwo Hołowczyca, pomimo przygód na trasie (kłopoty z gasnącym silnikiem i błyskawiczna zmiana przebitego koła) pokazuje, jak istotne dla pokonywania w upale tak długich odcinków jest przygotowanie kondycyjne. Tu sfora dwukrotnie młodszych pretendentów często lekceważąca te sprawy boleśnie polegla. I równie ważne są doświadczenie, rutyna, taktyka i strategia. Bardzo pasuje tu, często powtarzane przez Hołowczyca stwierdzenie, że w rajdach długodystansowych po wertepach nie można cały czas cisnąć gazu do dechy, bo żadne auto, nawet dakarowy prototyp, tego nie wytrzyma. Liczy się umiejętność jechania "jak najwolniej", szanując sprzęt i wertepy, co bardzo często kończy się właśnie zwycięstwem. Hołek to potrafi. Coraz młodszy starszy pan ciągle jest wystarczajaco szybki, a w efekcie skuteczny.

Zobacz także: najciekawsze elektryczne samochody z Frankfurtu

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij