Kończy się era niedrogich spalinowych aut segmentu B

Ford zapowiedział, że Fiesta zniknie z oferty. Teraz w podobnym tonie mówi o Volkswagenie Polo szef marki Thomas Schafer. Wszystkiemu winne są coraz ostrzejsze normy emisji spalin.

Volkswagen Polo GTI fot. materiały prasowe
Volkswagen Polo GTI

Producenci przestrzegają, że stale zaostrzane normy emisji spalin przyspieszają wycofanie niedużych spalinowych samochodów z oferty. Za parę lat auta popularnego segmentu B napędzane spalinowymi silnikami po prostu znikną, a jedyną alternatywą dla nich będą w pełni elektryczne, a więc siłą rzeczy znacznie droższe modele.

Niedawno temu pisaliśmy o nowej normie Euro 7, której wymagania zostały nieco złagodzone w stosunku do tego, co zapowiadali unijni ustawodawcy jeszcze kilka miesięcy temu. Mimo tego i tak jej zapisy sprawią, że nieopłacalne stanie się na przykład dalsze rozwijanie silników Diesla, które znikną ostatecznie z oferty producentów. Stanie się to wskutek ujednolicenia wymagań co do emisji szkodliwych związków niezależnie od rodzaju paliwa.

Wracając natomiast do kwestii benzynowych aut segmentu B, te jak wiadomo, sprzedawane są masowo, ale też producenci sprzedają je z minimalnym zyskiem. Konieczność utrzymania niskiej ceny wiąże się choćby ze stosowaniem możliwie prostych napędów. Po wejściu w lipcu 2025 roku normy Euro 7 konieczne będzie natomiast dodatkowe obniżenie emisji spalin, między innymi przez zelektryfikowanie napędów układem miękkiej hybrydy.

Według europejskich urzędników, w przypadku nowych samochodów benzynowych koszty wdrożenia normy Euro 7 mają wynieść od 90 do 150 euro na każdym egzemplarzu. To stosunkowo niewiele, dlaczego więc producenci podnoszą takie larum? Zdaniem Thomasa Schafera, szefa Volkswagena, owe koszty będą wielokrotnie wyższe i w przypadku aut segmentu B wzrosną od 3000 do nawet 5000 euro. W takim przypadku będziemy rzeczywiście świadkami wymarcia spalinowych aut pokroju Volkswagena Polo, Forda Fiesty (tę już spisano na straty) czy Renault Clio.

Skąd zatem tak wysokie koszty? W wywiadzie udzielonym serwisowi Autocar podczas targów w Los Angeles Schafer przyznał, że chodzi nie tylko o system mild hybrid, ale nowe samochody będą oprócz tego musiały spełniać ostrzejsze normy bezpieczeństwa, co z kolei wiąże się z montowaniem zaawansowanych systemów opartych na najnowszych, a więc kosztownych technologiach.

– W tej chwili nasi inżynierowie pracują nas oszacowaniem kosztów. Ale jeśli to prawda i wpływ normy Euro 7 na cenę samochodów będzie tak znaczący, na pewno nie będziemy więcej inwestować w silniki spalinowe i przejdziemy na napędy elektryczne tak szybko, jak to możliwe – powiedział szef Volkswagena.

Jak wspomnieliśmy, początek końca przystępnych cenowo benzynowych aut segmentu B już się rozpoczął. Zasygnalizował go Ford, zapowiadając zakończenie produkcji Fiesty w 2023 roku, po blisko pół wieku produkcji kolejnych generacji. Los Fiesty w najbliższych latach podzielą zapewne kolejni rywale, jak wspomniany Volkswagen Polo, nie mówiąc o Seacie Ibiza czy także Skodzie Fabii. W przypadku koncernu Stellantis mówimy o tym, że spalinowe auta takie jak Citroen C3, Opel Corsa i Peugeot 208 znikną z rynku na pewno przed końcem dekady, jako że Stellantis planuje przejść na napędy elektryczne w 2030 roku. Ale czy benzynowe wersje tych modeli przetrwają aż siedem kolejnych lat, to wątpliwe.

Zobacz również:
REKLAMA