Koniec silników spalinowych od 2035 r. przegłosowany. Co to oznacza?

Od 2035 roku z salonów znikną samochody spalinowe i hybrydowe, a sprzedawać można będzie wyłącznie samochody zeroemisyjne. Tak zdecydował Parlament Europejski, choć do pełnego zakazu droga jeszcze daleka.

samochody elektryczne Shutterstock
samochody elektryczne

O zakazie dla silników spalinowych w Europie pisaliśmy już wielokrotnie, w tym ostatni raz tydzień temu, zapowiadając głosowanie w Parlamencie Europejskim. Jesteśmy właśnie świeżo po tymże głosowaniu, w którym proponowany zakaz sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi, w tym także hybryd, przeszedł stosunkiem głosów 339 do 249, przy 24 głosach wstrzymujących się. A więc też nie było to głosowanie jednostronne, co pokazuje poziom kontrowersji, jakie budzi tak szybka transformacja na napędy w pełni elektryczne przy wysokich cenach aut „na prąd” i wciąż niedostatecznie rozbudowanej sieci stacji ładowania.

O co chodzi z zakazem dla aut spalinowych? Otóż we wspomnianym głosowaniu przeszła propozycja ograniczenia dopuszczalnej emisji dwutlenku węgla do 100 proc. Dodajmy, że to wciąż „tylko i aż” propozycja, a nie ostateczne i obowiązujące prawo, choć wszystko zmierza w tym kierunku, by na rynku nowych samochodów pozostawić wyłącznie samochody elektryczne i te z napędem wodorowym, zatem bezemisyjne.

Co dalej? Teraz przegłosowany przepis otwiera drogę do negocjacji z państwami członkowskimi. Jak będzie wyglądał proces rozmów, nie wie tego nikt. O efektach będziemy informować na bieżąco, choć spodziewamy się jednak, że od 2035 roku czeka nas rzeczywiście nowa era – salony pełne aut wyłącznie elektrycznych.

Co z samochodami spalinowymi po 2035 roku?

Pojawia się pytanie, co stanie się z samochodami spalinowymi, dieslami i hybrydami po 2035 roku. Otóż te nie zostaną oczywiście nagle wycofane z rynku, bo w propozycji chodzi o sprzedaż nowych samochodów. Spalinowe będą zatem mogły jeździć, aż do ich technicznego zużycia lub momentu, kiedy „zabiją je” wprowadzane podatki ekologiczne. Tu właśnie pojawia się z jednej strony problem związany z tym, że te pojazdy będą zapewne reanimowane i naprawiane przez kolejne długie lata, ale z drugiej strony to zjawisko zapewne zostanie ukrócone przez nakładanie zaporowych podatków ekologicznych czy też dalsze wzrosty cen paliw. O tym zresztą też pisaliśmy niedawno, bo już w najbliższych latach planowane są takie opłaty – zarówno przy rejestracji aut spalinowych, jak i od eksploatacji w ramach kolejnego podatku.

REKLAMA

samochody elektryczne Shutterstock
samochody elektryczne

Nie dla paliw syntetycznych

W głosowaniu nie przeszła poprawka, która pozwolić miała na stosowanie paliw syntetycznych, a więc neutralnych pod względem emisji CO2 – do ich produkcji wychwytywany jest dwutlenek węgla, a produkty spalania są znacznie czystsze niż w przypadku paliw kopalnych. Nad e-paliwami pracuje obecnie wiele koncernów, w tym Porsche czy Audi, a o tym rodzaju paliw pisaliśmy już wielokrotnie. Tymczasem Unia mówi „nie”, zatem nadzieje koncernów na utrzymanie spalinowych silników zasilanych syntetycznym paliwem muszą zapewne ograniczyć się do transportu i ciężkich maszyn. To jednak temat na inny artykuł.

Furtka dla aut spalinowych zamknięta

W toku opracowywania propozycji pojawiła się jeszcze inna poprawka, która miała zezwolić na obniżenie emisji CO2 do 90 proc., pozostawiając na rynku aut nowych 10 proc. samochodów z napędem spalinowym. Trafiałyby one do krajów, w których transformacja na pełną elektromobilność wymagać będzie większych nakładów finansowych i czasu. Jak to jest choćby w przypadku Polski. Ta poprawka jednakże upadła, zatem i nas czeka już za 13 lat „wielka przygoda” z samochodami elektrycznymi.

Rozwój infrastruktury

Jednym z istotnych problemów, ograniczających rozwój elektromobilności – poza cenami samochodów oraz ich zależnym od temperatury i stosunkowo niewysokim zasięgiem – jest słaba infrastruktura stacji ładowania. Owszem, odsetek osób mieszkających w domach jest duży, ale po pierwsze nie wszędzie oznacza to możliwość szybkiego naładowania samochodu elektrycznego (ładowanie do pełna ze zwykłego gniazdka to nawet kilkadziesiąt godzin), a po drugie tych mieszkających w blokach jest całe mnóstwo.

Komisja Europejska ten problem widzi, albo przynajmniej ktoś unijnym politykom problem zasygnalizował, bo w projekcie znalazły się także zapisy mające wymusić na krajach członkowskich rozbudowę infrastruktury. I tak, stacja ładowania ma się znajdować co najmniej w odległości 60 km od kolejnej, a wodór mamy mieć gdzie zatankować co każde 150 km jazdy drogami krajowymi. Sprawdzając na szybko długość dróg w zarządzie GDDKiA, wyszło nam że jest ich blisko 18 tys. km. Po podzieleniu przez 60 km daje to liczbę 300 stacji szybkiego ładowania, jakie mają istnieć przy głównych drogach do 2035 roku. To akurat może się udać, bo według licznika elektromobilności, na koniec kwietnia 2022 roku w Polsce działało 2166 ogólnodostępnych stacji ładowania, oferujących 4217 stanowisk. Liczby te stale, choć póki co dość jednak wolno, rosną.

REKLAMA

Ładowanie samochodu elektrycznego fot. Michał Szymaczek
Ładowanie samochodu elektrycznego

Sprzedaż samochodów elektrycznych rośnie

Jak wygląda dziś sprzedaż samochodów elektrycznych? W Europie ta elektryczna rewolucja przyspiesza, ale wciąż jest to kropla w morzu. Pierwszy kwartał tego roku stał pod znakiem dwukrotnego zwiększenia sprzedaży w porównaniu do poprzedniego roku i było to blisko 225 tys. aut. To oznacza, że auta elektryczne stanowią dziś mniej więcej jedną dziesiątą rynku nowych samochodów w Europie. W Polsce te liczby są znacznie niższe i nawet wzrosty o sto kilkadziesiąt procent to wciąż stosunkowo niewielki odsetek całej sprzedaży.

Wciąż brakuje infrastruktury, która rozwija się dość wolno i nie pokrywa swoją siecią zarówno głównych dróg krajowych, jak i nawet tras szybkiego ruchu, nie mówiąc o terenach pozamiejskich. Wraz ze wzrostem liczby elektrycznych aut pojawią się też problemy z zajmowaniem tych istniejących, wciąż nielicznych punktów ładowania, jako że naładowanie „elektryka” nawet szybkim łączem wymaga spędzenia przy stanowisku około pół godziny. To się oczywiście będzie zmieniać, tylko pytanie, czy infrastruktura nadąży, nie mówiąc o ogromnym wzroście zapotrzebowania na energię i jej przesył. Szczególnie w krajach takich jak Polska, gdzie produkcja energii odbywa się z wykorzystaniem węgla i już dziś tej energii zaczyna brakować.

Problemem nadal jest zasięg elektrycznych aut, który co prawda poprawił się w ciągu kilku lat od wejścia na rynek pierwszych „elektryków”, ale nadal w świadomości potencjalnych właścicieli stanowi jedną z przeszkód do zamiany auta spalinowego na elektryczne. Benzynowy kompakt pokona dziś bez problemów 500 km w mieście, a w trasie nawet więcej. Nie mówiąc o hybrydach, które w mieście palą o połowę mniej niż spalinowe odpowiedniki. Elektryczne auta oferują zaś wartości średnio bliżej 300 km, a przy tym problemem jest spore zużycie energii w trasie, przy jeździe z prędkością autostradową, oraz podatność na warunki atmosferyczne – po zimnej nocy zasięg potrafi spaść nawet o przeszło 20 proc. To też będzie się oczywiście zmieniać, wraz z rozwojem technologii i być może do roku 2035 „elektryki” okażą się nawet bardziej funkcjonalne, niż dzisiejsze auta spalinowe – kto wie?

No i cena. Ta jest dziś dla wielu z nas, otoczonych szalejącą inflacją, wręcz zaporowa, choć drożyzna dotyka też samochodów spalinowych, a nawet rynku aut używanych. Specjaliści mówią, że niebawem samochody elektryczne kosztować będą tyle, co spalinowe. Nie oznacza to jednak wcale, że to elektryki tak potanieją, ale raczej o to, że spalinowe będą nadal mocno drożeć.

REKLAMA