Koniec spalinowych aut? Tak, ale jeszcze nie teraz

Mercedes jest kolejnym producentem, który zapowiada przejście na napędy elektryczne już niebawem. Znamienne jest jednak, że w oficjalnym komunikacie pozostawia sobie furtkę.

samochody elektryczne Shutterstock
samochody elektryczne

Do końca dekady, o ile pozwolą na to warunki rynkowe, Mercedes-Benz chce być gotowy do całkowitego przejścia na zasilanie energią elektryczną. Tak głosi prasowy komunikat wydany przez niemieckiego giganta. Od 2025 roku wszystkie nowo wprowadzane modele będą opracowywane od samego początku jako auta elektryczne, a tylko w 2025 r. Mercedes-Benz wprowadzi na rynek trzy główne koncepcje architektury pojazdów w pełni elektrycznych. Idąc dalej, pod koniec dekady – jeśli pozwolą na to warunki rynkowe – Mercedes-Benz będzie gotowy do całkowitego przejścia na napędy elektryczne.

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Ta zapowiedź przypomina wiele innych, wygłaszanych w ostatnich tygodniach przez kolejnych producentów, wieszczących porzucenie silników spalinowych na rzecz elektrycznej rewolucji modelowej. Zwróćmy jednak uwagę na kluczowe w tym miejscu sformułowanie: „o ile pozwolą na to warunki rynkowe”.

Jak czytać taką informację? Mercedes w swoim komunikacie mówi wprost – my też, tak jak inni producenci (a ostatnio nie ma tygodnia, żeby któryś nie zapowiadał podobnych działań), jesteśmy gotowi żeby stać się producentem samochodów wyłącznie elektrycznych. Do tego podajemy bardzo nieodległą (żeby nie powiedzieć: nierealną) datę tak rewolucyjnej przemiany. Ale jednocześnie zostawiamy sobie furtkę, bo przecież wiadomo, że to nie takie proste.

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

No właśnie. Wielu ekspertów jest zdania – choć tu akurat nie trzeba ekspertów, żeby stwierdzić to samo – że rynek nie jest gotowy na tak szybką transformację. W 10 lat nie zmieni się aż tak wiele, żeby nagle wszyscy przesiedli się na „elektryki”. Wciąż kuleje infrastruktura i choć ta się rozwija, to wciąż są kraje czy ich regiony, gdzie tej energii elektrycznej w ilości potrzebnej do masowego ładowania aut elektrycznych po prostu nie ma i w najbliższej perspektywie nie będzie.

REKLAMA

samochody elektryczne Shutterstock
samochody elektryczne

Do tego dochodzi kwestia zaporowej ceny samochodów elektrycznych, choć trzeba zauważyć, że te spalinowe w ostatnich latach gwałtownie drożeją. Problemem wciąż jest stosunkowo niewielki zasięg aut elektrycznych i stosunkowo długi czas ich ładowania, czy też koszty, które już teraz nie są wcale zaniedbywalne. Bo korzystając ze stacji szybkiego ładowania, musimy liczyć się z droższą energią, z kolei w domu ładowanie jest tańsze, ale trwa odpowiednio dłużej, a nie każdy ma przecież dostęp do własnego gniazdka przed domem czy w garażu.

Warto też wspomnieć, jak wygląda struktura rynku, która na przykład u nas opiera się na pojazdach używanych. Dość powiedzieć, że w Polsce miesięcznie rejestruje się dwukrotnie więcej samochodów używanych, niż tych z salonu, a w imporcie królują pojazdy, których średni wiek to 12 lat. O czym my zatem mówimy. Za 10 lat wszyscy wskoczymy do aut elektrycznych? Nie ma takiej możliwości. Jeszcze długo tankować będziemy benzynę czy olej napędowy, ale też niestety eksploatacja będzie droższa – przez wyższe ceny paliw, wprowadzenie opłat za emisję, itd., itp. A wszystko, żeby stopniowo zniechęcać do silników spalinowych - jak chcą europejscy ustawodawcy.

Wróćmy jeszcze na moment do ekspertów. Ci nie ukrywają, że przed silnikami spalinowymi wciąż widać perspektywy rozwoju i to nie jest ich ostatnie słowo. A już teraz przecież, z wykorzystaniem wszystkich filtrów, katalizatorów i innych rozwiązań, nowe samochody emitują tak niewiele zanieczyszczeń do atmosfery, że – mówiąc półżartem – można by niemal oddychać tym, co wydostaje się z rury wydechowej. Diesle już dawno nie kopcą, a za samochodami nie ciągnie się chmura śmierdzącego dymu. Do tego układy hybrydowe potrafią zapewnić naprawdę niewielkie spalanie, oferując możliwość jazdy na samym prądzie – w przypadku nowych hybryd plug-in mówimy już nie o kilkudziesięciu kilometrach, a nawet ponad 100 – w przypadku nowych hybryd plug-in Mercedesa chociażby.

REKLAMA

Ładowanie samochodu elektrycznego fot. Michał Szymaczek
Ładowanie samochodu elektrycznego

Producenci już zmieniają kierunek

Abstrahując od powyższych rozważań, wiemy jednak, że elektrycznej rewolucji nic już nie zatrzyma i to się dzieje. Wspomniany Mercedes zapowiada, że w 2022 r. zaoferuje pojazdy zasilane prądem (BEV) we wszystkich segmentach, w których jest obecny na rynku. Od 2025 r. natomiast wszystkie nowo wprowadzane platformy nowej architektury będą całkowicie elektryczne, a klienci będą mieli do wyboru wyłącznie elektryczną alternatywę dla każdego produkowanego przez firmę modelu. Inwestowane są w to zbyt duże kwoty, żeby tę drogę nagle opuścić, a też z drugiej strony wstrzymywane są inwestycje w dynamiczny rozwój technologii spalinowych. Mercedes zapowiada, że inwestycje w silniki spalinowe i napędy hybrydowe typu plug-in w latach 2019-2026 spadną o 80 proc.

Wiemy zatem, że jeździć będziemy samochodami elektrycznymi, a spalinowe odejdą do lamusa. Nie stanie się to jednak aż tak szybko, jak głoszą producenci. Kluczowym jest właśnie owo hasło „o ile pozwolą na to warunki rynkowe”. Nie, na razie nie pozwolą. I jeszcze długo nie, bo obecnie jesteśmy na etapie przejściowym, gdzie samochody spalinowe będą współistnieć z „elektrykami” i będą przez nie stopniowo, ale raczej powoli, wypierane. Inna rzecz, że te pierwsze będą niestety wciąż drożeć, a te drugie niekoniecznie potanieją. Na komfort posiadania nowego auta za kilka czy kilkanaście lat stać będzie nielicznych.

Taki niezbyt optymistyczny obraz wyłania się przed nami na kolejne lata. Z pewnością wracać będziemy do tematu, bo to obecnie jedno z najbardziej palących zagadnień. Póki co zapraszamy do dyskusji w komentarzach. Dajcie znać, co sądzicie o elektrycznej rewolucji w motoryzacji i jak, waszym zdaniem, wyglądać będzie rynek za 10 lat.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA