[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Król pustyni Rafał Sonik - fenomen Polaka

Niedawno Rafał Sonik, najlepszy w historii quadowiec w Polsce i na świecie (siedmiokrotny zdobywca Pucharu Świata!) na swoje 53 urodziny sprawił sobie wyrafinowany prezent - błyskotliwie wygrał wielki transazjatycki maraton Silk Way Rally.

Rafał Sonik

Rafał Sonik skończył 53 lata. Gratulacje wielkie. Po ostatnich kontuzjach, co spowodowało opuszczenie tegorocznego Dakaru, nie ma już śladu, Mistrzowi znowu dopisuje zdrowie, więc siedmiokrotnemu zdobywcy Pucharu Świata i zwycięzcy Dakaru dopisuje też apetyt na pobicie tego własnego rekordu. Tyle, że kolejna runda tegorocznych rozgrywek Pucharu Świata w rajdach terenowych to potężny transazjatycki maraton - Silk Way Rally, czyli Rajd Jedwabnego Szlaku.

Tym razem przez bezdroża i pustynie trzech ogromnych krajów - Rosji, Mongolii i Chin. Start na Syberii w Irkucku, w tym samym miejscu, gdzie mi udało się tak dobrze pojechać Rajd Rzym-Magadan 25 lat temu (do poszukania w starych numerach "auto motor i sport"/"Auto International"). Potem podmokłe bagna wokół Bajkału, cztery dni w stepach Mongolii i cztery dni Pustyni Gobi w Chinach. Nowością tegorocznego "Silka" jest właśnie udział motocykli i quadów, bo dotychczas na te skrajnie trudną trasę ich nie dopuszczano. A jak dopuścili pierwszy raz to apetyt Sonika na takie otwierające zwycięstwo był wielki. Powszechnie faworytów upatrywano w dwójce Sonik i Rosjanin Maksimow (aktualny posiadacz Pucharu Świata) mający trochę wiedzy o rosyjskiej części trasy. Na pudło liczył też drugi z Polaków, Arkadiusz Lindner.

REKLAMA

Start rajdu w Irkucku nie bardzo pasuje do stylu jazdy króla wszelkich pustyń Rafała Sonika, bo początek trasy to runda wokół Bajkału w błocie i po bagnach, więc Rafał nie atakuje, ale roztropnie osiąga metę tuż za Lindnerem i Maksimowem. Drugi dzień to już wjazd w poważne góry - to Polakowi pasuje, więc precyzyjna jazda, zwycięstwo etapowe i liderowanie w rajdzie. Trzeci etap to już mongolskie stepy - atakuje Rosjanin, ale wygrywa znowu Polak. Czwarty dzień to pierwsza połówka etapu maratońskiego (bez nocnego dostępu mechaników do sprzętu). Na takich etapach jedzie się głównie głową, a nie emocjami. Czyli ostrożniej. Rosjanin jednak tu widzi szansę na odrobienie strat. Atakuje za ostro, uszkadza koło i straty tylko powiększa. Drugą połówkę maratonu i cały etap precyzyjnie wygrywa więc Rafał. Może troszkę nerwowo, bo wokół zawodników krążyły... wilki, więc nieroztropne postoje były niewskazane. Ostatni odcinek w Mongolii to znowu zbyt ostry atak Maksimowa i kolejne zwycięstwo Sonika. Razem w Mongolii Polak wygrywa wszystkie cztery odcinki. Taki wielki szlem.

Po Mongolii trasa zmienia się radykalnie. Znikają stepy, a pojawia się groźna, potężna Pustynia Gobi. Dużo piachu, wydmy, ale też kamienie, skały, wąwozy. Rafał ma kłopoty nie z quadem, bo przygotowana przez własnych mechaników Yamaha Raptor spisuje się doskonale, ale z żołądkiem, bo jedzenie na takim azjatyckim rajdzie nie zawsze pasuje do europejskich przyzwyczajeń. Jednak udaje się przejechać etap tuż za Maksimowem, więc strata jest niewielka.

Kolejny dzień to potworne wertepy, wymagające przewagi rozsądku nad ambicją i brawurą. Na takich wertepach dachuje ogromną ciężarówką białoruski lider tej klasyfikacji. W jakiejś rozpadlinie mocno uszkadza siebie i quada Arek Lindner. Na szczęście Rafał jest blisko i ratuje nieprzytomnego przyjaciela, ale połamany Arek trafia do szpitala. Wreszcie meta rajdu coraz bliżej. Mając ogromną przewagę w klasyfikacji Sonik przejeżdża ostatni etap ostrożnie za Maksimowem, co na całym Rajdzie Jedwabnego Szlaku daje jedwabiste, wypracowane, mądre zwycięstwo Polakowi. Na mecie Rafał dostaje piękną, może nawet ładniejszą od Beduina na Dakarze, wielką statuetkę drapieżnego, syberyjskiego tygrysa. I zostaje liderem sezonu tegorocznego Pucharu Świata. Oczywiście ciągle młody Sonik wygrywa też klasyfikację Pucharu Świata weteranów i jest jej liderem.

Bardzo udany okazał się ten azjatycki Jedwabny Rajd dla Rafała Sonika. Gość po pięćdziesiątce, a ogrywa młodszych spokojem, taktyką, strategią i po prostu rozumem. I nie zamierza kariery kończyć. Wręcz odwrotnie, ciągle wypuszcza nowe pędy. Inna sprawa, że faceci dzielą się przecież na młodych i mniej młodych, ale na pewno nie według wieku. Po kolejnej pokonanej pustyni Rafał znowu odwrócił swoją klepsydrę z pustynnym piaseczkiem i młodość liczy mu się od początku. Teraz przed Rafałem jeszcze Pustynia Atacama w Chile i Sahara w Maroku. Kolejny Puchar Świata czeka.

Zobacz też: misja Apollo - to już 50 lat!

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij