[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.7

Ładowanie samochodów elektrycznych - zdaniem Obrockiego

Słupek czy skrzynka z gniazdkiem elektrycznym są inwestycyjnie tysiąc razy tańsze niż stacje benzynowe. Ale poza miastami elektryka nie ma gdzie naładować. I o to chodzi.

ładowarka elektryczna Ładowarka elektryczna

Każde ważne przemówienie ważnego polityka musi zawierać wiele ciepłych słów i nośnych haseł o ekologii, smogu, spalinach, dbałości o zdrowie i czyste powietrze. Na zakończenie oczywiście o elektromobilności i masowej przesiadce oraz masowej produkcji samochodów elektrycznych. Najlepiej, żeby lada dzień było ich milion. To taka ładna liczba, a jako obietnica wyborcza prezentuje się doskonale. Samochody elektryczne to rzeczywiście czystsze, ekologiczne, mniej smrodliwe rozwiązanie. Ma tylko jedną wadę. Niestety dość istotną. Podobnie jak zwykły samochód z dystrybutora, pojazd elektryczny też trzeba tankować. Z gniazdka elektrycznego lub ogniwa solarnego na dachu auta. Słońce trudno opodatkować, więc to drugie rozwiązanie jest rzadkie. W miastach, gdzie ktoś jeździ tylko na krótkich dystansach auto elektryczne ma dużo zalet - jest nie tylko ekologiczne i czyste emisyjnie, ale bardzo ekonomiczne w eksploatacji. A jeżdżąc na stałym małym obszarze łatwo ustalić dogodne miejsca ładowania akumulatorów.

Zobacz też: Diesel nie taki zły - zdaniem Obrockiego

REKLAMA

Tak jest w mieście. Gorzej, a nawet dużo gorzej jest na trasie. W miastach są już pierwsze stacje ładowania, zawsze można podładować w nocy w domu. Na trasie, poza miastem, jest bieda, a wręcz pustynia. Co ludzi do aut elektrycznych odstręcza bardzo oraz skutecznie. Liczba elektryków jest więc w Polsce minimalna. By jakoś wyrwać się z podobno ostatniego miejsca w Europie w "elektryfikacji" (optymiści upierają się, że z przedostatniego) rząd próbuje coś z tym zrobić. Właśnie ustami Głównej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad rząd ogłosił przetarg na zielone drogi, czyli elektryfikację chociaż kilku najważniejszych dróg. To nie pierwsza próba, bo do sprawy już podchodzono kilkakrotnie. Prąd do auta leje się dłużej niż benzynę, więc na całym świecie ładowanie odbywa się na dużych, już istniejących stacjach benzynowych, gdzie w międzyczasie można coś spokojnie zjeść. U nas też był taki pomysł. Ale wszystkie stacje benzynowe, na których ktoś obcy chce montować specjalne gniazda do ładowania samochodów, mówią solidarnie, że sobie nie życzą. (Jest faktem, że jak ktoś handluje benzyną to nie ma interesu, żeby promować tych, którzy paliwa od niego kupić nie chcą).

Zobacz też: pierwsza jazda najnowszą Hondą CR-V

Władze chcą udostępnić małe bezpaliwowe parkingi (MOP-y) w szczerym polu, ale co tam robić przez godzinę, gdy prąd powoli kapie do akumulatora. Nie są to miejsca, które zachęcą kogokolwiek do auta elektrycznego. Bo poza miastem na dalszych trasach jest to pojazd kłopotliwy wielce. Rząd nie mając wpływu na politykę stacji benzynowych (dziwne, bo na Orlenie i Lotosie jednym telefonem można by to wymusić) przedstawił ofertę lokalizacji typu "w szczerym polu" na ważnych trasach A4 i S8. Entuzjazmu i lawiny oferentów nie widać. Chyba nieprędko autem elektrycznym pojeździmy po całej Polsce. I nieprędko małe lobby ekologów będzie miało taką siłę i takie możliwości, jak duże lobby benzyniarzy.

Zobacz też: problem z elektrycznymi hulajnogami - zdaniem Obrockiego

Komentarze

 (4)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij