REKLAMA

Mandaty bez możliwości odmowy – kontrowersyjny projekt PiS

Koniec możliwości odmowy przyjęcia mandatu na rzecz możliwości jego ewentualnego zaskarżenia do sądu to projekt autorstwa PiS, który rozgrzewa opinię publiczną do czerwoności. O co w tym chodzi?

Mandat karny auto motor i sport
Mandat karny, fot. Michał Szymaczek

W piątek na stronach Sejmu pojawił się nagle i bez wcześniejszych zapowiedzi poselski projekt, autorstwa grupy posłów PiS, a pilotowany przez posła Jana Kanthaka. Zgodnie z zamieszczonymi w nim zapisami, zniknąć ma fragment mówiący o tym, że sprawca wykroczenia może odmówić przyjęcia mandatu karnego. W praktyce wyglądać ma to tak, że policjant nakłada mandat – czy to na kierowcę, czy na pieszego (lub też uczestnika antyrządowego marszu lub protestu) – a ukarany nie może odmówić jego przyjęcia, tak jak to było do tej pory, a jedynie samodzielnie skierować sprawę do sądu.

REKLAMA

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Idąc dalej, w nowelizacji zmienione zostanie brzmienie innego istotnego punktu, w którym czytamy, że "mandat powinien zawierać pouczenie o obowiązku uiszczenia grzywny w terminie 7 dni od daty jej nałożenia tym mandatem oraz o skutkach nieuiszczenia grzywny w terminie". Co więcej, dalej w projekcie czytamy, że "grzywnę uważa się za nałożoną takim mandatem z chwilą jego odbioru przez ukaranego".

Taka forma budzi wiele kontrowersji i sprzeciwu prawników, bowiem w tym kształcie daje ona policjantom prawo o decydowaniu o winie, natomiast ukarany może jedynie w drodze sądowej zaskarżyć decyzję funkcjonariusza i to on musi złożyć pozew – do tego w miejscu gdzie do wykroczenia doszło, czyli na przykład na drugim końcu Polski, w przypadku dalszej podróży.

A i to nie koniec, bo w myśl zapisów nowelizacji, to na ukaranym ciążyć miałby obowiązek udowodnienia jego niewinności, co z kolei łamie podstawową zasadę domniemania niewinności. Do tej pory, w razie odmowy przyjęcia mandatu, to policjant kierował sprawę do sądu i to na drugiej stronie ciążył obowiązek udowodnienia winy, a nie odwrotnie.

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

Wiele mówi się o tym, że proponowane zmiany mają być uderzeniem PiS w uczestników antyrządowych protestów. Policja nakładała bowiem na nich mandaty za udział w zgromadzeniu, których oni w znakomitej większości nie przyjmowali, a następnie w drodze sądowej sądy postępowania umarzały, argumentując to konstytucyjnym prawem do wolności słowa i zgromadzeń. Teraz każdy nałożony mandat miałby moc wiążącą, ukarany musiałby ten mandat przyjąć i zapłacić, a dopiero potem samodzielnie odwoływać się do sądu – a to już nie takie proste.

Ale zostawiając na boku kwestie antyrządowych protestów, takie zmiany w sposobie nakładania mandatów uderzą także w kierowców. A wiemy przecież doskonale, że policjanci nieomylni nie są i niejednokrotnie ich osąd w kwestii wykroczenia okazywał się być mylny - już w drodze postępowania sądowego.

Autorzy projektu zmian mają oczywiście swoje argumenty, podnosząc na pierwszym miejscu kwestię odciążenia sądów oraz samych policjantów, bowiem tak jak teraz każda odmowa przyjęcia mandatu kierowana była przez funkcjonariuszy do sądu, tak po ewentualnych zmianach znakomita większość ukaranych nie decydowałaby się na wejście na drogę sądową – czy to ze względu na kłopotliwe procedury, czy też choćby na rejonizację.

Jest jeszcze jeden zapis, który budzi wiele zastrzeżeń. Otóż zdaniem autorów projektu, „(…) odmowa przyjęcia mandatu przez sprawcę niejednokrotnie ma charakter impulsywny i nieprzemyślany, a w konsekwencji powoduje konieczność podjęcia szeregu czynności związanych z wytoczeniem oskarżenia w sprawie o wykroczenie". Ale idąc tym tokiem rozumowania, znacznie bardziej rozsądne i nie łamiące konstytucyjnych zapisów byłoby na przykład wprowadzenie możliwości podjęcia decyzji o przyjęciu mandatu w ciągu kilku dni od jego nałożenia. Kiedy emocje już opadną, a ukarany mandatem na spokojnie przemyśli, czy warto "bić się" w sądzie, czy też po prostu zapłacić mandat i pogodzić się z nałożoną karą. Wróćmy jednak do tematu zmian proponowanych przez PiS.

Jak miałoby wyglądać odwołanie od mandatu? Autorzy projektu mówią, że "warunkiem formalnym odwołania byłoby wskazanie, czy ukarany zaskarża mandat co do winy, czy co do kary. Nadto odwołanie powinno wskazywać wszystkie znane skarżącemu dowody na poparcie swych twierdzeń, pod rygorem utraty prawa do powoływania tych dowodów w dalszym postępowaniu. Ukarany nie może w postępowaniu sądowym powoływać innych dowodów, niż wskazane w odwołaniu, chyba że dowód nie był mu znany w chwili wniesienia odwołania".

Jak wspomnieliśmy, projekt pojawił się nagle i prawdopodobnie – według zapowiedzi partii rządzącej – będzie szybko i w proponowanym kształcie procedowany, bowiem jako projekt poselski nie wymagał konsultacji społecznych. Według zapisów proponowanej nowelizacji, nowe przepisy miałyby wejść po upływie 14 dni od ich ogłoszenia. Czy pomimo dużego sprzeciwu ze strony opinii publicznej i prawników, PiS zdecyduje się na ten krok – będziemy informować na bieżąco.

Komentarze

 (6)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA