Mazda CX-30 EV, czyli brak miejsca na "baterie"

Mazda CX-30 to popularny SUV z napędem spalinowym. W Szanghaju pokazano jednak wersję w pełni elektryczną, która wygląda dość dziwacznie. Zobaczcie sami.

Mazda CX-30 EV fot. Newsmarket
Mazda CX-30 EV

Na salonie samochodowym w Szanghaju zadebiutowała właśnie Mazda CX-30 EV, a piszemy o niej z jednego powodu, o którym za moment. Model CX-30 znamy doskonale z naszych ulic, bo to bardzo ładnie narysowany, stylowy SUV, który w gamie Mazdy jest obecnie prawdziwym bestsellerem. Oczywiście u nas dostępny jest z napędem spalinowym, bo kto szuka elektrycznej Mazdy, wybierze MX-30. Ale z kolei MX-30 nie jest dostępna w Chinach.

REKLAMA

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Można pomyśleć, że nic prostszego, jak wprowadzić MX-30 także do Chin. Okazuje się jednak, że z jakichś powodów Mazda postanowiła tego nie zrobić. Może poszło o ciasnotę na tylnej kanapie, bo jak wiadomo, Chińczycy preferują raczej dodatkowo przedłużone wersje modeli, nawet jeśli mówimy o dużych samochodach – jak pokazany na tych samych targach Audi A7L, czyli A7 rozciągnięty do granic możliwości.

Mazda CX-30 EVfot. Newsmarket
Mazda CX-30 EV

Wracając jednak do Mazdy. Oto przed nami stoi CX-30, ale z dopiskiem EV. Patrząc na zdjęcia, od razu widzimy, że coś tu jest nie tak. Proporcje smukłego, eleganckiego SUV-a zostały zupełnie zaburzone, a samochód wygląda, jakby był „napuchnięty”. Taki trochę „monster-SUV”. Winę za to ponosi napęd, a raczej brak miejsca na upchnięcie zestawu akumulatorów trakcyjnych. Mówimy bowiem o modelu, który został zaprojektowany jako spalinowy, a więc konstrukcyjnie niedostosowany do schowania „baterii” pod podłogą.

Mazda CX-30 EVfot. Newsmarket
Mazda CX-30 EV

Efekt widać na zdjęciach. Projektantom nie udało się połączyć karoserii z podłogą, bo przecież doszła tam całkiem sporej grubości warstwa akumulatorów. Problem postanowiono załatwić przez dodanie masywnego progu, nadającego SUV-owi terenowego charakteru. Tyle że z off-roadem nie ma to nic wspólnego. Ot taka zaślepka. To nic, że drzwi kończą się teraz ponad linią osi kół i żeby wsiąść do środka, na fotel trzeba się wdrapać niczym w Toyocie Hilux czy innej dużej terenówce. Miał być „elektryk”? Jest „elektryk”. Do reszty dorobi się oddzielną teorię, że tak miało być od początku i klienci się znajdą.

Pozostając przy napędzie, nie mamy potwierdzenia odnośnie jego parametrów, ale wiele wskazuje na to, że przeszczepiono tu rozwiązanie ze wspomnianej Mazdy MX-30. A to oznacza 145 KM mocy, 271 Nm momentu obrotowego, 35,5 kWh gromadzonej w akumulatorze energii i niestety niewielki zasięg około 200 km.

 

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA