[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Niebezpieczna jazda w czasie pandemii

Mniejszy ruch na drogach w czasie pandemii koronawirusa oznacza mniej naruszeń, ale są one za to znacznie poważniejsze i groźne w skutkach – wynika z danych CANARD.

Wypadek Wypadek, fot. shutterstock

Jak czytamy w komunikacie opublikowanym przez Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD), o ponad 32 proc. spadła liczba naruszeń zarejestrowanych przez system fotoradarowy CANARD w czasie pierwszego miesiąca pandemii koronawirusa w Polsce.

Z raportu wynika, że przez to, iż ruch jest mniejszy, to i mniej jest naruszeń przepisów. Okazuje się jednak, że padło znacznie więcej niechlubnych rekordów prędkości, a sż 855 kierowców przekroczyło prędkość w obszarze zabudowanym o co najmniej 50 km/h, tracąc tym samym uprawnienia na co najmniej trzy miesiące.

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

- Od 14 marca, kiedy w Polsce ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego, a później stan epidemii, w ciągu miesiąca 514 urządzeń CANARD zarejestrowało blisko 128,4 tys. naruszeń. To o 32,9 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku - ocenia Alvin Gajadhur, Główny Inspektor Transportu Drogowego.

Co ciekawe, najwięcej przypadków przekroczeń prędkości zarejestrował fotoradar w Szczecinie, przy ul. Gdańskiej - Basen Górniczy. Miejsce to jest objęte kontrolą dopiero od marca tego roku. O instalację fotoradaru, ze względu na dużą liczbę niebezpiecznych zdarzeń drogowych, wnioskowała policja oraz lokalny samorząd.

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

W ciągu tylko jednego miesiąca funkcjonowania urządzenie zarejestrowało ponad 3 tys. przekroczeń dopuszczalnej prędkości. Jak widać, kierowcy nie zdążyli się przyzwyczaić do obecności fotoradaru w tym miejscu, ale i lokalizacja samego urządzenia wydaje się być uzasadniona wobec tylu wykroczeń.

Jak wygląda sprawa odcinkowych pomiarów prędkości? Okazuje się, że na wszystkich 30 takich odcinkowych pomiarach prędkości zarejestrowano w czasie od 14 marca do 14 kwietnia ponad 13 tys. naruszeń – to o 46,5 proc. mniej niż rok wcześniej, ale wciąż sporo. Najwięcej, bo ponad 1,5 tys. naruszeń ujawniono w Lubinie w województwie dolnośląskim.

Spadła również liczba przypadków niestosowania się kierujących do sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniach. Na monitorowanych przez CANARD skrzyżowaniach w okresie od 14 marca do 14 kwietnia zarejestrowano ponad 2,7 tys. naruszeń. Liczba ta jest niższa o 29 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r.

REKLAMA

REKLAMA

Mniejszy ruch, większa brawura

Od 14 marca do 14 kwietnia zarejestrowano ponad 125,6 tys. przypadków przekroczenia prędkości. Połowa zarejestrowanych naruszeń dotyczyła przekroczenia prędkości w przedziale od 10 do 20 km/h więcej, niż pozwalają przepisy. Jedna trzecia kolejnych naruszeń dotyczyła przekroczenia prędkości w przedziale 21- 30 km/h.

Jak podaje raport, pandemia koronawirusa wpłynęła na wielkość natężenia ruchu. Jest on zdecydowanie mniejszy, ale taka sytuacja u części kierujących wywołuje złudne poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że można bez konsekwencji znacznie przekraczać prędkość.

W związku z tym aż 855 kierujących przekroczyło w obszarze zabudowanym dozwoloną prędkość o ponad 50 km/h. Dla porównania, w analogicznym okresie ubiegłego roku odnotowano 663 takie przypadki.

Niechlubny rekordzista, jadąc przez miejscowość Stołpie, miał na liczniku 160 km/h. Przekroczył prędkość o 110 km/h. Kolejny kierujący, który w pierwszych dniach kwietnia jechał przez miejscowość Łopiennik Górny w województwie lubelskim, przy ograniczeniu prędkości do 50 km/h w terenie zabudowanym pędził z prędkością 153 km/h.

O 101 km prędkość przekroczył natomiast kierowca, który przejeżdżając przez mazowiecką miejscowość Krzywanice, miał na liczniku 151 km/h. Kierowcy muszą się liczyć nie tylko z grzywną, ale również z zatrzymaniem uprawnień.

- Te dane budzą niepokój, dlatego apelujemy do kierowców o zachowanie rozwagi i rozsądku na drodze oraz zdjęcie nogi z gazu. Pamiętajmy, że jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za własne bezpieczeństwo, ale również innych uczestników ruchu drogowego – podkreśla Szef ITD Alvin Gajadhur.

„Kierowcy niestety zapominają, że przy tak dużych prędkościach skutki zdarzeń drogowych są zdecydowanie poważniejsze i często kończą się śmiercią ich uczestników” - czytamy w podsumowaniu raportu, z którym nie sposób się nie zgodzić.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA