[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

No i po Dakarze

Dakar dojechał do mety. Nie miał daleko, bo z Limy do Limy. Skrócona trasa nie wzbudzała entuzjazmu, ale najwięksi aktorzy nawet w krótkim spektaklu pokazali występy pełne emocji. Z elementami teatru jednego aktora. Polacy nie podawali halabardy - mieli role ważne i zauważone.

dakar Rajd Dakar 2019

Dakarowy teatr tym razem nie był ogromny. Po różnych kłótniach i sporach z krajami tranzytowymi - Argentyną, Boliwią i Chile, na temat kto komu ma płacić, nie dogadano porozumienia i te trzy państwa nie wpuściły Dakaru. Pozbawieni pochodzących od tych krajów zupełnie niezłych pieniędzy francuscy organizatorzy w desperacji dogadali się tylko z Peru. Mając ograniczone środki trzeba było wymyślić "tani rajd".

Owszem wymyślono. Na obszarze dziesiątki razy mniejszym, niż onegdaj na Saharze, startując i finiszując w Limie powymyślano rożne nienachalnie długie pętelki po skądinąd całkiem ładnych, choć monotonnych wydmach blisko Limy. I bardzo skrócono całość imprezy - zamiast uświęconego minimum dwóch tygodni (onegdaj 3 tygodnie) trasa miała tylko 10 etapów. Głosy starych dakarowców nie nadają się do cytowania. Meta w czwartek (dawniej zawsze w weekend, przy milionowej publice) to już obelga dla marketingu tej imprezy. I nowych sponsorów od tego nie przybędzie.

Spodziewano się, że skrócona trasa będzie sprzyjała przygotowanym przez zespół BMW Mini nowym, ale nie do końca sprawdzonym buggy, zwłaszcza że posadzeni w nich arcymistrzowie Sainz i Peterhansel już samymi nazwiskami powinni odstraszyć i wszelkiej nadziei pozbawić konkurencję. Ale Dakar rządzi się swoimi prawami i nie zawsze ulega magii wielkich nazwisk. Ani Sainz, ani Peterhansel rajdu nie wygrali.

Rajd Dakar 2019

Głównym aktorem okazał się arabski król pustyni (same wydmy mu pasowały) szejk Kataru Nasser Al Attiyah w solidnej, klasycznej (4x4) chociaż nie najszybszej Toyocie. Nasser dominował wyraźnie - prawie teatr jednego aktora. Drugie na mecie było Mini, ale nie to nowe i rewelacyjne, ale starsze i zmęczone 4x4 prowadzone przez aktora raczej drugoplanowego - Romę. Trzeci był wielki Sebastien Loeb w też nienowym, postfabrycznym, prywatnie wystawionym Peugeocie. Czwarty, tuż za Loebem i po wspaniałej z nim walce, nasz wspomagany przez Orlen Kuba Przygoński w klasycznym Mini 4x4. Od niepamiętnych czasów nikt tak młody jak Kuba aż tak nie namieszał w czołówce Dakaru. Wielki wynik. Osiągnięty samotnie, bo przecież Kuba nie ma w fabryce etatu i nie ma na trasie swojego stałego pomagiera. Pamiętać też trzeba, że cały klub wielkich mistrzów wchodzi w wiek emerytalny, więc za parę lat możemy liczyć na mocne polskie akcenty.

REKLAMA

REKLAMA

Dobrze, choć z przygodami, wystąpiły inne polskie załogi. Świetnie pojechali debiutujący Aron Domżała - Maciej Marton (Toyota). Nie dotarli do mety, bo wpakowali się w tak niedostępne i nienawracalne miejsce, że wydobycie auta (sprawnego!) trwało dwie... doby! Oczywiście rajd nie czekał. Ich ojcowie, startujący malutkim Polarisem, pomimo świetnej jazdy nie osiągnęli mety z powodu awarii pojazdu.

Dobrą jazdą popisał się w litewsko-polskiej załodze Sebastian Rozwadowski. Dotarli aż do pierwszej dziesiątki, ale na finiszu, po 10 dniach jazdy przegrali to 10. miejsce o... 5 sekund! Pod nieobecność polskiego arcyquadowca Rafała Sonika świetne 6. miejsce zajął w tej kategorii młody Kamil Wiśniewski. W kategorii motocykli nie mamy na razie dojrzałych zawodników, ale w Orlenie prace od podstaw z młodymi kierowcami prowadzone przez nasze legendy Jacka Czachora i Marka Dąbrowskiego zaczynają przynosić efekty. Wysłani z Orlenu na Dakar dwaj młodzieżowcy - Adam Tomiczek i Maciej Giemza (obaj KTM 450) - pokazali całkiem niezły poziom. W dobrym tempie jechali blisko czołówki. Ostatecznie Adam dotarł do mety na 16. miejscu, a podobnie jadącego Macieja wykluczyła awaria motocykla. Wszystko wskazuje na to, że z obu tych chłopaków już niedługo będzie dużo dakarowej pociechy.

Rajd Dakar 2019

W uwielbianej przez kibiców kategorii ogromnych ciężarówek cały świat czekał na kolejny etap wieloletniej wojny Kamaz - Iveco. Ostatnio doszedł trzeci faworyt, białoruski MAZ. Reszta świata nie nadąża (na nazwy wielkich koncernów, które nie potrafią dorównać Rosjanom lepiej spuścić zasłonę milczenia). Polska w kategorii ciężarówek już od dawna jest nieobecna. Jedyny polski akcent to w holenderskim zespole Iveco główny mechanik, uczestniczący bezpośrednio w rajdzie załogant w aucie lidera teamu Gerarda de Rooya, Darek Rodewald. W tym roku minimalnie szybsi i to podwójnie, byli Rosjanie. Darek wraca z beduinem brązowym.

Rajd Dakar 2019

Co będzie za rok nie wiadomo. Oparta na chytrości i chciwości głupia niepotrzebna wojna organizatora z krajami tranzytowymi na razie nie zmierza do rozejmu i skutkuje stugębną plotką (bez dementi organizatora!), że może jednak wrócić do korzeni i rajd nazywający się Dakar, powinien mieć coś wspólnego z Dakarem, a więc jeździć po Afryce i Saharze (oczywiście "francuskiej Saharze", jak do dziś nazywa ten region francuski organizator), a nie po jakiejś trzy razy droższej Ameryce, gdzie ludzie nie mówią po francusku (!) i trzeba się zniżać do pomocy hiszpańskich tłumaczy. Nowy Dakar w Dakarze? To byłaby sensacja

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij