REKLAMA

No i po zawodach: Obrockiego podsumowanie sezonu rajdowego

Na kalendarzu 2019 już ostatnia, dwunasta kartka. Wszelkie sporty motorowe zakończyły sezon. Pora spojrzeć spokojnym okiem na dokonania w różnych dyscyplinach naszych samochodowych orłów, sokołów, bażantów i wróbelków. Na początek rajdy.

skoda

Jak wyglądają w kraju rajdy każdy widzi. Kiepska frekwencja zawodników dzielnie walczy o palmę pierwszeństwa z równie marną frekwencją kibiców. A uczestnictwo dużej liczby dobrych zawodników jest niezbędne do stworzenia wielkiego widowiska, czyli obecności, i to poważnej, równie poważnych sponsorów. Słabe dwa pierwsze elementy "gwarantują", że sponsorzy nie chcą takiego słabego widowiska i masowo lokują pieniądze w dużo aktywniejszych i popularniejszych dyscyplinach. Magnesem w każdym sporcie są wielkie nazwiska. To one kibicom, zwłaszcza młodym, rozbudzają emocje i marzenia. Aktualna rewia rajdowych gwiazd nie wygląda w Polsce zbyt bogato. Nie ma już na starcie Krzysztofa Hołowczyca, Leszka Kuzaja, Janusza Kuliga, Tomasza Kuchara. Mamy fantastycznego Kajetana Kajetanowicza, ale jeździ wyłącznie za granicą, gdzie poziom konkurentów i poziom imprez faktycznie wymaga najwyższego wysiłku, gdzie nie traci się czasu i pieniędzy na mało światowe imprezy na mało światowym podwórku.

Rajdowe Samochodowe Mistrzostwa Polski w sezonie 2019 odbyły się. To banalne, zaskakujące, a nawet nieco absurdalne zdanie ma jednak sens - przy braku godnych tego sportu pieniędzy i godnych tego sportu przekazów telewizyjnych, sam fakt doprowadzenia do skutku wszystkich siedmiu rajdów (aż warto je wymienić: Świdnicki, Nadwiślański, Polski, Elektrenai (gościnnie na Litwie), Rzeszowski, Dolnośląski i Rajd Śląska) to wielki sukces organizatorów, czyli lokalnych działaczy, którzy przecież nie dla zarobku, nie pod dachem, a gdzieś w polu, na deszczu, z pasji i z pasją te rajdy przygotowują i sędziują. Czasami trochę koślawo, bo proporcjonalnie do możliwości.

REKLAMA

Mistrzostwa się odbyły. Tytuły rozdane. Koronę, po raz pierwszy w życiu, wyjeździł bardzo młody, najmłodszy mistrz Polski w historii, 24-letni Miko Marczyk. W stałej parze z doświadczonym pilotem Szymonem Gospodarczykiem jeździli dobrym autem, fabryczną Skodą Fabią R5, pod finansową i techniczną opieką dobrej firmy Skoda Auto Polska, a więc importera tych aut do Polski. Marczyk, pomimo smarkatego, jak na rajdowca wieku, wygrał wyraźnie, czysto i przekonująco. A przede wszystkim mądrze. To raczej nietypowy sposób wygrywania, bo w przeciwieństwie np. do ping-ponga, skoku w dal czy biegów na 100 m, w Polsce w rajdach samochodowych, a to sport drogi i niebezpieczny, zawodnicy jeżdżą bez jakiejkolwiek opieki merytorycznej swojej federacji, a więc bez nauczycieli i trenerów, co jest metodą najgłupszą, najgorszą i najdroższą. Z przodu (określenie "w czołówce" byłoby mocno przesadzone) zaledwie paru kierowców ma z grubsza odrobinę pojęcia o wyczynowej, ekstremalnej jeździe samochodem. Im niżej w tabeli, tym te umiejętności maleją dramatycznie. A skutki w tym sporcie mogą być i bywają tragiczne.

Na tym tle Miko Marczyk jeździ nie dość, że bardzo szybko, to bardzo rozsądnie. Rośnie nam kierowca wyraźnie większego formatu od raczej szarego tła. Może być z tego brylant (no na razie może brylancik), o ile tłum doradców-dyletantów nie zrobi mu krzywdy. Wicemistrzem Polski, po dobrej walce z Marczykiem, został jeżdżący z Damianem Sytym, bardziej doświadczony, startujący Fordem Fiestą R5 Tomasz Kasperczyk. Walczył dzielnie i w połowie sezonu nie było oczywiste, że przegra z Marczykiem. Brązowy medal to mocno przedziwna historia. Zdobył go nieobecny w Polsce, chociaż dawniej dość często u nas jeżdżący "już trochę Polak", słynny Francuz Bryan Bouffier. Mocno nieobecny, bo prawie cały sezon go nie było, wpadł dopiero w końcówce sezonu, zaledwie na dwa rajdy, ale tak świetnie pojechał, i tak namieszał, że starczyło na brązowy medal. Brawo. Ale nie wszystkim, biało-czerwono usposobionym działaczom się to spodobało. Zaczęły się mocne "pozakonstytucyjne", pozaregulaminowe podchody - jakby tu brązowy medal przyznać (!) komuś, kto bardziej działaczom pasuje. O tej przedziwnej, chociaż smutnej historii w następnym odcinku.

Zobacz także: od 2020 roku wyższe kary za brak OC

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA