REKLAMA

Nowa Formuła - zmiany przepisów w F1

Nie przebrzmiały jeszcze echa jednej rewolucji technicznej w F1, a szykuje się kolejna. F1 ma wskazywać drogę rozwoju autom drogowym. Tym razem na serio.

Formuła 1, przepisy,  F1 Już za trzy lata bolidy F1 będą tylko z zewnątrz przypominać te dzisiejsze

Jeśli po grudniu 2012 roku świat zrobi niektórym na złość i będzie się kręcił jak gdyby nigdy nic, na starcie pierwszego wyścigu sezonu 2013 pojawią się auta F1, które tylko z zewnątrz będą przypominały te dzisiejsze. Szykuje się mocne przemeblowanie przepisów, mające na celu zabarwić F1 jeśli nie na zielono, to przynajmniej na zielonkawo.

 

Producenci biorący udział w Formule 1 mają problem, który polega na tym, że dobrze jest w tejże być z uwagi na wizerunek, ale ścigania nie da się w żaden inny sposób wykorzystać, bo pod względem technicznym samochody F1 nie mają nic wspólnego z drogowymi. Nie istnieje coś takiego jak transfer technologii, który byłby powodem do chwały. Nawet najbardziej sportowe ze sportowych aut seryjnych nie mają praktycznie nic wspólnego z bolidem GP. Silnik F1 ma blok, tłoki i zawory, ale jego charakter i wysokoobrotowa natura są kompletnie oderwane od zwykłego świata, na dodatek dziś jednostki F1 praktycznie nie rozwijają się. Aerodynamika F1 ma więcej wspólnego z lotnictwem niż z autami drogowymi, opony mają konstrukcję radialną, ale w porównaniu z ogumieniem seryjnym ich priorytety są kompletnie poprzestawiane, elektronicznych układów wspomagających nie ma, bo są słusznie zakazane. Jedynie paliwo jest dość podobne do ulicznego, ale to trochę ubogo jak na wielką wspólnotę F1 i zwykłych samochodów.

Na świecie w ogóle, a w świecie samochodów w szczególności takie pojęcia jak oszczędność paliwa, poziom emisji, rozważne gospodarowanie energią, czy coraz częściej wymieniany zrównoważony wzrost są odmieniane przez przypadki, jakich jeszcze parę lat temu nie było. Coraz silniejsze jest przekonanie, że trzeba coś zrobić, by F1 stała się ważna dla drogowych aut, żeby w jakimś sensie uzasadnić jej istnienie nie tylko jako kosztownego cyrku i marketingowego ćwiczenia. Dzisiaj jeszcze nikt się tego nie czepia, ale jutro prawie na pewno zacznie.

Dlatego producenci uważają, że trzeba być gotowym na moment, kiedy rozpocznie się ostrzał. Tym bardziej że wyścigi Grand Prix są jak firmy samochodowe - w powszechnym odczuciu nieprzyzwoicie bogate, więc trzeba od nich wymagać więcej. Dlatego już teraz trwają poszukiwania formuły technicznej, która obowiązywałaby od 2013 roku, a w której cudownym sposobem zmieści się techniczny związek z autami drogowymi. Nie będzie to łatwe, bo jeszcze nigdy coś takiego się nie udało. Jest natomiast pewne, że pierwszym elementem jaki trafi na warsztat będzie silnik, który zostanie poddany silnemu downsizingowi. Aktualnie stosowane jednostki 2.4 V8 zastąpi coś małego, np. o pojemności 1,5 l, mające cztery lub sześć cylindrów plus turbodoładowanie. Niemal pewne jest też i to, że integralną częścią układu napędowego będzie system KERS, czyli napęd hybrydowy. Zespoły zrezygnowały z niego w obecnym sezonie (mimo że wciąż dopuszczają go przepisy techniczne) ze względu na wysokie koszty i wątpliwe korzyści. Jednak w wypadku aut drogowych trend polegający na odzysku energii jest wyraźny, a technologia się rozwija i KERS o odpowiednio przykrojonych przepisami parametrach mógłby mieć w F1 sens. FIA mówi, że chciałaby mieć pojęcie o tym, jak będą wyglądać auta drogowe za 5-10 lat i do tego dostosować przepisy techniczne, jakie wejdą w życie w F1 za trzy lata. Krótko mówiąc, producenci samochodów muszą podpowiedzieć jak widzą świat w 2020 r.

Poza tym, przy tak fundamentalnych zmianach trzeba będzie zostawić konstruktorom sporo swobody technicznej, przynajmniej na początku, żeby dać szansę rozwinąć się najlepszym pomysłom. A wolna ręka dla inżynierów, niestety, zawsze mocno zwiększa koszty - te same koszty, z powodu których niedawno odeszły z F1 trzy duże firmy samochodowe. Więc "zrównoważony wzrost" będzie kluczowym pojęciem w wypadku nowych przepisów, które, jeśli mają wejść w życie w 2013 r., muszą być gotowe pod koniec 2010 r. Trudno powiedzieć, jak przy wykorzystaniu mniejszych silników współpracujących z większą jednostką elektryczną zmniejszyłoby się zużycie paliwa aut F1. Być może z dzisiejszych 60 l/100 km spadłoby do 40-50 l? Może bardziej? Pewne jest to, że dziś jeden transatlantycki przelot Jumbo Jeta generuje więcej dwutlenku węgla niż wszystkie auta F1 robią przez cały sezon. A około 60 procent emisji dwutlenku węgla powodowanego przez każdy zespół F1 pochodzi z elektryczności pożeranej przez fabryki i tunele aerodynamiczne. Pole do oszczędzania jest więc nie tylko na torze.

Tekst: Roman Popkiewicz

REKLAMA

zobacz galerię

Komentarze

 (6)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA