Nowy wątek afery Dieselgate – Mercedes na tapecie

Afera Dieselgate, która została ujawniona w 2015 roku, zdaje się nie kończyć. Właśnie wypłynęły kolejne wątki, tym razem dotyczące Mercedesa. Chodzi o nieznane dotąd sposoby oszukiwania w testach emisji spalin.

Spaliny z wydechu Shutterstock
Spaliny z wydechu, fot. Shutterstock

Afera Dieselgate uruchomiła w 2015 roku lawinę, która okazała się gwoździem do trumny silników Diesla. W dużym skrócie chodziło o stosowanie przez producentów oprogramowania, które wykrywało, że samochód przechodzi ścieżkę diagnostyczną i na ten czas zmieniało mieszankę tak, by pojazd spełniał rygorystyczne normy. Na co dzień natomiast napęd emitował wyższe ilości szkodliwych substancji, niż przewidują przepisy.

REKLAMA

Najmocniej afera uderzyła w Volkswagena, z którym to producentem do dziś afera Dieselgate jest w przestrzeni publicznej bezpośrednio wiązana. Tak naprawdę jednak, jak wykazały późniejsze testy, podobne metody oszukiwania norm emisji stosowało wielu innych producentów, wśród nich BMW, Fiat, Volvo, Renault, Nissan czy Mercedes, nie mówiąc oczywiście o pozostałych markach Grupy Volkswagen, w tym Porsche. Zresztą obecnie, w dobie bliskiej współpracy wielu dużych producentów w ramach jeszcze większych koncernów, jeden rodzaj silnika stosowany jest w pojazdach wielu marek.

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

Dołącz do nas na Facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Mercedes i nowy wątek afery Dieselgate

Kiedy wydawało się, że afera Dieselgate przycichła, a producenci skutecznie odwrócili uwagę opinii publicznej od problemu przez szumne zapowiedzi rychłego odejścia od napędów spalinowych na rzecz elektrycznych, z mocnym uderzeniem na scenę weszła niemiecka organizacja Deutsche Umwelthilfe. Właśnie wróciliśmy z konferencji prasowej, podczas której ujawniono wiele szczegółów w tym nowym wątku.

Eksperci potwierdzają, że jednym z dużych niemieckich producentów samochodów, który stosuje nieznane dotąd urządzenia fałszujące pomiary, jest nie kto inny, jak Mercedes. Jak wspomnieliśmy, udział Mercedesa w procederze nie jest nowością, bo producent ten był już przed laty na tapecie w związku z Dieselgate, natomiast nowe są metody, jakie stosowane były dla fałszowania wyników emisji.

Raport ekspercki, zlecony przez amerykańską firmę prawniczą Milberg, opublikowany przez Deutsche Umwelthilfe (DUH), opisuje cały szereg nieznanych wcześniej, nielegalnych urządzeń fałszujących wielkość emisji spalin w silnikach Mercedesa. W tym przypadku chodzi o jednostkę Diesla 3.0 V6 o kodzie OM642, a badanie przeprowadzono na Mercedesie E350 BlueTec z roku modelowego 2015, spełniającego normę Euro 6. Ale jak przyznali podczas konferencji prasowej eksperci, problem związany jest z większą liczbą samochodów niemieckiej marki oraz wersji silników wysokoprężnych.

Za pomocą jazd testowych i pomiarów spalin, przeprowadzonych przez Instytut Kontroli Emisji (EKI) DUH, a także dzięki danym z oprogramowania silników, eksperci udowodnili, że w obrębie układu oczyszczania spalin oraz samego silnika zastosowano wiele różnych strategii do manipulowania emisją spalin. W rezultacie na stacji testowej pojazdy spełniają ustawowe limity emisji tlenków azotu, natomiast przy podobnym stylu jazdy, ale na drodze, a nie w laboratorium, emisje tlenków azotu rosną wielokrotnie.

REKLAMA

REKLAMA

Mercedes i nowa afera Dieselgate – o co chodzi?

Organizacja Deutsche Umwelthilfe podała, że w omawianych przypadkach Mercedes wykorzystywał urządzenia, które w czasie jazdy zmniejszały ilość czynnika AdBlue, obniżając w ten sposób skuteczność działania układu katalitycznej redukcji SCR oraz wpływały na układ recyrkulacji spalin. W efekcie podczas normalnej jazdy emisja tlenków azotu rosła nawet pięciokrotnie.

Zgodnie z ustaleniami, urządzenia te, których naliczono aż osiem, zaczynają działać już po kilku tysiącach kilometrów przebiegu, stopniowo zmniejszając skuteczność działania SCR, a ich jedynym celem – według DUH – jest sprostanie normom emisji spalin, a nie na przykład ochrona silnika.

Nie jest pewne, jaka jest skala tego procederu, ale w samym tylko Zjednoczonym Królestwie szykuje się nawet milion pozwów przeciwko Mercedesowi, a sprawa dotyczyć ma tam setek tysięcy pojazdów. W skali całej Europy będzie to zatem nawet kilkanaście milionów aut.

Czekamy na odpowiedź ze strony Mercedesa i ustosunkowanie się do sprawy. Z reguły producenci w takich sytuacjach mijali się z prawdą, nie przyznając do stosowania podobnych metod fałszowania wyników testów, do czasu, aż nie zostali na tym przyłapani. Jaką linię obierze Mercedes, przekonamy się w najbliższym czasie.

Na koniec warto pamiętać, co podkreślił również na konferencji dr Axel Friedrich, ekspert DUH, że afera Dieselgate to nie „afera Volkswagena”, bo jak wiemy, nie tylko Volkswagen stosował metody fałszowania wyników, ale i wielu innych producentów robiło podobnie. Dieselgate to afera całego przemysłu samochodowego. I jedno jest pewne, że jakkolwiek przed silnikami spalinowymi, także wysokoprężnymi, wciąż widać pole do dalszego rozwoju, tak kolejne odsłony afer tylko przyspieszą proces wycofywania silników Diesla, najpierw na rzecz benzynowych hybryd, a docelowo samochodów z napędem elektrycznym. W tej dziedzinie zresztą zarówno Grupa Volkswagen, jak i Mercedes rozwijają się nad wyraz dynamicznie, chcąc pozostawić spalinową przeszłość daleko za sobą. Póki co Dieselgate wciąż odbija im się jednak czkawką.

REKLAMA