[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.7

Pomysł na smog i smród? Autobusy jednodrzwiowe! Zdaniem Obrockiego

Robi się nerwowo. Ludzie całkiem serio zaczynają rozumieć, że spalinami, smrodem, smogiem i plastikiem można otruć całą planetę, a więc siebie oczywiście też. Sposobów na ratunek jest wiele. Niektóre bardzo zaskakujące.

Autobus na Malcie Autobus na Malcie

Trujemy się wszystkim. Chemią, złym jedzeniem, plastikiem, motoryzacją. Wachlarz naszych głupot jest tak różnorodny, że jednym prostym sposobem załatwić się już tego nie da. Tylko suma wielu różnorodnych działań może dać wystarczającą skuteczność. Ostatnio na Malcie, pięknej wyspie na Morzu Śródziemnym, bojąc się mocno chaotycznego ruchu lewostronnego (byli jeszcze niedawno kolonią brytyjską i tak głupio im zostało) korzystałem (i to obficie) wyłącznie z komunikacji autobusowej.

Malta to kraj na tyle bogaty i nowoczesny, że swój samochód ma prawie każdy. Więc sprawa smogu i spalin jest istotna. Trochę pomaga natura, bo położenie na środku morza gwarantuje silne wiatry, które smród rozwiewają. Ale w plątaninie wąskich ulic małych pięknych miasteczek korki po prostu są. Władza się przejmuje i chciałaby przesadzić samochodziarzy i tabuny turystów do komunikacji publicznej. Apelowanie, jak wszędzie, ma skuteczność raczej pomijalną. Lepiej przemówić do kieszeni - zawsze skuteczne. A cios samochodom zadadzą wtedy sami ich właściciele.

Zobacz też: czy kary za cofanie liczników nic nie zmienią?

Kupiono setki autobusów. Regularnie jeżdżą do każdej (!) wsi. Nie ma miejsc wykluczonych komunikacyjnie. Bilet przez cały kraj (fakt, że kraj nie za duży) z jednego końca wyspy na drugi, kosztuje w lecie (zmasowany atak turystów) najwyżej 2 euro. W zimie (mniej turystów) 1,5 euro. W karnetach miesięcznych, tygodniowych i innych różnistych jeszcze taniej. Jak to możliwe?

REKLAMA

REKLAMA

Wiadomo od zawsze, że biznes komunikacji publicznej bardzo zależy odliczby gapowiczów. W Polsce to wręcz podstawowy parametr cenotwórczy. Kontrolerzy, a nie wystarczy kilku, kosztują. Apele nie skutkują. A smoga przepędzić trzeba. I zaproponowano rozwiązanie genialnie proste - autobusy jednodrzwiowe! Wszyscy wsiadają, i wysiadają niestety też, jedynymi, szerokimi, ogromnymi drzwiami całkiem przy kierowcy. On na przystanku (i tak nie ma co robić) patrzy ludziom na ręce i na rożne różniste bilety, które mają w tych rękach, i które trzeba dotknąć do szybkiego czytnika przy samym kierowcy. Działa!

Zaczaiłem się z przodu autobusu czekając na sprytnego gapowicza. Nie doczekałem się. Jest trochę zamętu z dwukierunkowym ruchem koło kierowcy, ale poszerzone przejście i szeroki "korytarz" przez środek wystarcza. Może czasem traci się parę sekund, ale gdy legalnie jeżdżą wszyscy bilety potaniały. A to ludzi cieszy najbardziej.

Oczywiście pojawia się pytanie o bezpieczeństwo pasażerów w takim autobusie w razie kolizji. Otóż drzwi są duże, całe szklane (do podłogi!) i łatwo tłukące. Wszystkie okna mają młotki do wybijania szyb. Czasem z tyłu są szklane, zaplombowane dodatkowe drzwi bezpieczeństwa. I to wszystko pod strasznymi rygorami strasznej Unii Europejskiej. Da się!

Takie "niepełnosprwane" autobusy w samym środku Unii robi dla Malty nawet Mercedes. Pojawia się też pytanie o wózki inwalidzkie i wózki dziecięce. Po pierwsze obliczono, jak mało w całej skali przewozów jest takich sytuacji. A faktycznie jest niedużo. Przez duże drzwi wjeżdżają szybciej niż przez małe, a miejsce dla nich jest blisko kierowcy. Po drugie, z niedużej sumarycznie liczby wózków i osób niepełnosprawnych wyciągnięto też drugi bardzo ważny i ekonomicznie istotny wniosek. Nie kupuje się dużo droższych autobusów w pełni niskopodłogowych. Za te same pieniądze kupuje się więc więcej prostszych pojazdów. Podwyższona tylna część autobusu młodzieży zupełnie nie przeszkadza. A tańszy autobus to tańsze bilety. Proste.

Zobacz też: czy znasz pochodzenia samochodowych logo?

Żeby były jeszcze tańsze mocno pochylono się nad problemem zużycia paliwa. Zmniejszono je bezkosztowo i bezinwestycyjnie. Jedna decyzja, że wszystkie (!) przystanki są na żądanie. Przecież przy ruszaniu i rozpędzaniu zużycie paliwa jest największe. W terenach rzadziej zaludnionych przez puste, (ale częste!) przystanki autobus śmiga jak strzała. A geste przystanki to wygoda pasażerów i zachęta do korzystania z autobusu. W miastach też, poza godzinami szczytu na przystankach nie ma nikogo. Czysty zysk. U nas nie do pomyślenia - żadna zakolegowana z samorządami hurtownia paliw tego nie poprze.

Malta jest niewielka. Wszędzie łatwo i niedrogo można dojechać własnym autem. Ale autobus jest dużo tańszy. I problem parkowania z głowy. Maltańczycy policzyli i zrozumieli. Może zamiast gadać o abstrakcyjnych pomysłach budowy metra we wszystkich dużych miastach można bez wielkich inwestycji, dobrym pomyślunkim, trochę smrodu i smogu pogonić.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij