REKLAMA

Premie wrakowe – wraca temat dopłat do zakupu aut

Kryzys związany z pandemią koronawirusa mocno poturbował branżę motoryzacyjną. Wśród pomysłów na jej ożywienie pojawia się ten sprzed lat – tzw. premie wrakowe.

Sprzedaż samochodu Sprzedaż samochodu, fot. shutterstock

Sprzedaż nowych samochodów szoruje po dnie w całej Europie, a co więcej, póki co nie widać perspektyw na szybką poprawę sytuacji. Skłania to niemiecką branżę motoryzacyjną do wysuwania kolejnych pomysłów na ożywienie tej najważniejszej w Niemczech gałęzi gospodarki.

Wraca w związku z tym temat, który przerabiany był 12 lat temu, kiedy to świat dotknięty został przez kryzys gospodarczy. Wtedy w Niemczech, ale i trzynastu innych krajach Europy, wprowadzono program dopłat do zakupu nowych aut w zamian za zezłomowanie starych, mniej przyjaznych dla środowiska.

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

W Niemczech program premii wrakowych mocno ożywił sprzedaż nowych samochodów, czyszcząc jednocześnie rynek z pojazdów starszych niż dziewięcioletnie – swoją drogą ogromna część z nich trafiła później do nas.

U naszych zachodnich sąsiadów premia za zezłomowanie takiego 10-latka wynosiła 2,5 tys. euro, a wniosków do połowy 2009 roku złożono aż 1,7 mln. Program, dotyczący klientów indywidualnych, pozwolił zamknąć 2009 rok liczbą dochodzącą do 700 tys. egzemplarzy, dwuipółkrotnie zwiększając popyt na nowe auta, w porównaniu do roku poprzedniego.

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Czy dopłaty w Niemczech powrócą – tego póki co nie wiadomo, ale wiemy natomiast, że prowadzone są wstępne rozmowy między przedstawicielami branży motoryzacyjnej – gigantów BMW, Daimlera i Volkswagena – a niemieckim rządem. Na początku maja ma z kolei dojść do oficjalnego spotkania obu stron, na którym debatować będą nad skutecznym planem pobudzenia przemysłu motoryzacyjnego.

Czy podobne rozwiązania mogą pojawić się u nas? Jest to bardzo wątpliwe, żeby nie powiedzieć, że niemożliwe. Pamiętacie temat dopłat do zakupu samochodów elektrycznych, o których było tak głośno, a które miały obowiązywać już od dłuższego czasu? No właśnie, oprócz tego, że – wciąż w ramach planów – wprowadzono ich obniżenie, po dopłatach ani widu, ani słychu...

Zobacz także:

REKLAMA

REKLAMA

Tak czy inaczej, import używanych samochodów do Polski obecnie spadł do poziomów nienotowanych od daty wejścia Polski do Unii Europejskiej. Liczba rejestracji używanych samochodów pochodzących z importu spadła w pierwszej dekadzie kwietnia aż o 71,6 proc.

Spadki są zatem ogromne, choć było to do przewidzenia, w związku z obecną sytuacją epidemiczną. Od połowy marca ruch na granicach zamarł, a lawety stanęły w gigantycznych kolejkach. Z drugiej strony potencjalni klienci liczą teraz każdy grosz i decyzję o większym wydatku, związanym z zakupem samochodu, odkładają na późniejszy czas.

Jak wyglądały kwietniowe liczby? Dla zobrazowania, jak mocno spadła liczba rejestracji aut z drugiej ręki, podajmy za Samarem, że o ile w styczniu i lutym w całym kraju rejestrowano średnio po 4 tys. używanych samochodów, tak w marcu było to już 2,4 tys. dziennie, a w pierwszych dniach kwietnia dzienna liczba rejestracji spadła do zaledwie 1,2 tysiąca.

Samar prognozuje, że kwiecień zamknie się łączną liczbą rejestracji aut z importu na poziomie 30 tys. egzemplarzy. A to oznacza wynik najgorszy od maja 2004 roku, czyli pierwszego miesiąca obecności Polski w Unii Europejskiej.

Zamiast zachęt do zakupu samochodów nowych możemy się za to powoli szykować na nową falę 10-letnich Golfów, A-czwórek, Serii 3 czy C-klas i jednocześnie pocieszać, że „kilkanaście lat to wcale nie jest stare auto”, prawda?

Zobacz także: szukasz samochodu? Tu znajdziesz najlepsze oferty

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA