[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.0

Rajd Dakar 2019 - cisi bohaterowie

Wielki kolorowy Rajd Dakar to zawsze wielkie, największe gwiazdy przyciągające uwagę mediów i uwielbienie kibiców. Ale tych gwiazd jest niewiele. Z tyłu, czasem daleko, jedzie "rajdowy plankton" - mniejsi, słabsi, biedniejsi. Wreszcie ich doceniono.

Rajd Dakar Rajd Dakar 2019

Nie ma sprawiedliwości na świecie. W wielkim sporcie też. Dziś pieniądze kręcące się wokół Rajdu Dakar są większe niż budżety wielu małych egzotycznych państewek. Wielkie zespoły fabryczne - motocyklowe, samochodowe i ciężarówkowe wiedzą jaka jest siła rażenia marketingowego i oglądalność takiego widowiska i angażują niepoliczalne miliony dolarów, by dobrze zaprezentować swój produkt. Tyle, że tych wielkich zespołów jest zaledwie kilka.

W motocyklach i samochodach po... trzy. W ciężarówkach w zasadzie dwa. Potem jest trochę średniaków z jakimiś chociaż średnimi sponsorami, paru bogatych prywaciarzy i gdzieś z tyłu najliczniejsza grupa - słabsi, biedniejsi, skromniejsi. Jadą nie po codzienne wywiady w wielkich telewizjach, ale po wielką, często jedyną w życiu przygodę, po emocje i spełnienie dziecięcych marzeń.

Dziś na biwakach gwiazdy żyją osobno w luksusowych kamperach z łazienką, toaletą i klimatyzacją. Ja będąc na wielu Dakarach pamiętam jeszcze czasy, gdy rano bogaci i ubodzy chodzili do tej samej niekoniecznie pachnącej toalety. Ci najbiedniejsi nie startują oczywiście w kategorii samochodów (bo niby za co?), ale głównie w kategorii motocykli i czasem quadów. Od lat patrzę na nich z największym podziwem. Wielu startuje zupełnie samotnie - bez serwisu, mechaników i ciężarówek. Czasem biorą na Dakar szwagra, który pomaga na biwaku.

REKLAMA

REKLAMA

Sam pamiętam jak 31 lat temu do naszego rajdowego Stara podchodzili bardzo obdarci motocykliści (nie mieli nic do przebrania) z prośbą o przewiezienie opony na następny biwak. Na trasie, codziennie kilkanaście godzin (a jadą najwolniej!) też są bohaterami - mają tyle, ile się zmieści w kieszeni (plecak zakłóca środek ciężkości), czyli śrubokręt, drut, sznurek, bandaż, scyzoryk, batonik i trochę śrubek. Nie jedzie za nimi, jak "w fabrykach", obstawa innych dostarczających części motocyklistów, tzw. woziwodów. Bardzo pomagają sobie nawzajem. Przecież nie rywalizują, bo miejsce setne i sto dziesiąte smakuje tak samo. Organizm odżywiają słabo, bo zamiast stać w kolejce do stołówki sami naprawiają w nocy ledwo żywy motor. Żywią się jedynie nadzieją, że następnego dnia i oni, i motocykl jeszcze jakoś wytrzymają.

Stary 266 na Rajdzie Dakar

Dzisiaj nad ich bezpieczeństwem zaczął czuwać satelita (chociaż Polak Michał Hernik zmarł parę lat temu na trasie, a "satelity się nie doliczyły"), ale dawniej, a nawet całkiem niedawno, ich zmorą był zwykły ludzki strach przed zgubieniem się na pustyni, bo wody wozili niewiele. Ja, ale jechałem ciężarówką, miałem, też ze strachu, na pace pięć razy więcej wody niż zalecał organizator. Plus namiot, śpiwór i mnóstwo różnych maneli. Podziwiam tych motocyklistów. Wielcy gladiatorzy pustyni. Jadą, a właściwie gramolą się przez piach z całkowitą pewnością, że nie będą pierwsi i że nie na nich na mecie czekają medale, honory, sława i hostessy. Ale jeśli dojeżdżają do mety, nie wszyscy oczywiście, to po Dakarze w swojej wsi, czy miasteczku są bohaterami większymi niż kosmonauci albo piłkarze.

REKLAMA

Od pewnego czasu los się jednak do nich uśmiechnął. Nawet na biwaku, chociaż przyjeżdżają w środku nocy i urzędują gdzieś daleko pod płotem, zostali wreszcie zauważeni. Wielki światowy francuski koncern olejowy Motul (Dakar też jest francuski) dostrzegł ten rajdowy plankton, dziwnych, ale przesympatycznych obdartusów i wziął ich pod swoje skrzydła. Stworzono z pompą i uroczyście osobną, dodatkową klasyfikację dla tych oryginałów - Original by Motul.

Rajd Dakar 2019

Startuje w niej trzydziestu "najbiedniejszych" motocyklistów i quadowców (w tym kobiety!), którzy muszą przestrzegać honorowo dodatkowego ostrego regulaminu - "cały rajd samotnie, żadnej pomocy z zewnątrz". Jak 40 lat temu. Motul robi z nich jedną zintegrowaną rodzinę. To oni kultywują starą ideę pierwszych Dakarów. Uosabiają ducha tamtych czasów. Są razem. Mają swój wspólny kąt na biwaku. To miasteczko buduje Motul - każdy dostaje mały namiocik (gwiazdy z rozdętym ego w ogóle by się nie zmieściły). Motul wspólną ciężarówką przewozi im bagaże i niewielki rajdowy dobytek (jedna skrzynka) na następny biwak. Daje światło, kompresor, prąd, duży młotek, imadło. A nawet, a to dla nich luksus, ręcznik i mydło. Tu powstają dziś już niemodne prawdziwe przyjaźnie. Nie mówi się tu o pałacach i yachtach, ale o najlepszym bandażowaniu pokaleczonych rąk. Trochę rywalizują, ale nie używają nienawistnych słów, złych spojrzeń, brzydkich gestów. (Polacy na razie nie zdominowali tej klasyfikacji.)

Z najgroźniejszym w Dakarze własnym zmęczeniem i niewyspaniem walczą dzielnie. Dla nich meta Dakaru to więcej niż Mount Everest. Ale taki bez Szerpów, kamperów i lin poręczowych. Na pewno bez tlenu. Brawo cisi bohaterowie. I za świetny społeczny pomysł brawo Motul.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij