[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.0

Rajd Dakar po kolejnym rozwodzie - zdaniem Obrockiego

Niby trochę spodziewana, a jednak mocno sensacyjna wiadomość. Po coraz wyraźniejszej separacji Rajd Dakar zdecydował się na rozwód z Ameryką Południową. Nowa oblubienica już czeka. Wybranką jest bardzo posażna Arabia Saudyjska! Będzie bogato!

Mitsubishi Eclipse Cross w Rajdzie Dakar 2019 Mitsubishi Eclipse Cross w Rajdzie Dakar 2019

Rajd Dakar, primo voto Paryż - Dakar, to absolutnie największa impreza motorowa na świecie. Zasięgiem, oglądalnością, budżetem porównywalna tylko z mistrzostwami świata w piłkę nożną i olimpiadami. Rajd bardzo francuski, całkowicie prywatny, przez lata zaczynający się w Paryżu, jeżdżący na Saharze tylko po dawnych (no, nie tak dawnych) koloniach francuskich, a kończący się w mocno francuskim Dakarze w Senegalu.

Zobacz też: jak kiedyś wyglądał Rajd Dakar

Rajd potem, z największej na świecie przygody (taki miał charakter, gdy jeszcze ja startowałem 31 lat temu Afryce) powoli stawał się wielkim biznesem. Handel reklamami i prawami telewizyjnymi (zawodnicy i ich pieniądze to tylko pretekst i margines) zaczął dawać niewyobrażalne dochody. A jak są duże pieniądze to zawsze pojawią się wielkie zgrzyty. Po różnych sporach i kłótniach pierwszy rozwód dotyczył Paryża.

REKLAMA

Zaczęto więc startować z różnych mniejszych trochę przypadkowych miast. Ciągle zmienianych, bo znowu chodziło o kasę. Organizator wynajmując teren w jakimś mieście nie chciał płacić, a jeszcze żądał pieniędzy. Coraz większych. Coraz gorzej wyglądały też stosunki z przejeżdżanymi przez rajd krajami afrykańskimi. Ta sama wojna - kto komu ma płacić. Więc rozwód z Afryką i związek z Ameryką Płd.

Ale i tam po kilku latach mocno wykorzystywane kraje po prostu zastrajkowały. W ostatniej edycji Francuzi namówili tylko Peru. I tam wcisnęli mniejszy, krótszy, gorszy, jeżdżący w kółko rajd. Atmosfera zaczęła robić się nieciekawa. Od kilku lat było wiadomo, że związek Dakaru z Ameryką Płd. przeżywa ciężkie momenty. Od kilku też lat emisariuszy i swatów Dakaru widywano w różnych miejscach świata. Mówiło się o powrocie do Afryki, może o Syberii, Australii, Chinach, czasem o Polsce (chodzi o stworzony przez Józefa Stalina największy w Europie pas poligonów od Jeleniej Góry do Szczecina).

Pomysł z Arabią Saudyjską pojawił się później. Ma wiele zalet - bardzo wielka pustynia i to, co w Dakarze najważniejsze - bardzo wielkie pieniądze. A więc koniec dziadostwa, paździerza i tandety, ale wreszcie rajd na bogato, z godną tej imprezy oprawą. Od razu wielkie poparcie wszelkich telewizji, bo Arabia Saudyjska leży na wschód od Europy, a Ziemia niezmiennie kręci się w tę samą stronę, więc łatwiej zdążyć z codzienną transmisją TV, a to bardzo dochodowy element rajdu.

Pustynia w Arabii Saudyjskiej jest ogromna - większa niż cały obszar Hiszpanii, Francji, Niemiec i Polski razem wziętych. Naprawdę jest gdzie się ścigać. Bez głupich pętelek i ryzyka wjechania na własne ślady. Trochę brakuje tam gór, ale w sąsiednim małym Jemenie są - można się dogadać. Dla turystów, głównie przecież z Europy, znacznie bliżej niż do Peru. A każdy kibic to kasa. Jest tylko jeden dość poważny minus, który dotąd powstrzymywał Francuzów przed wyborem Arabii Saudyjskiej. To problem historyczno - językowy. Stary Dakar miał być dumą Francji i jeździć tylko po francuskiej Saharze. Hiszpańska Ameryka Płd. była historycznie neutralna - dało się to przełknąć. Teraz trzeba będzie korzystać z terenów przez długie lata należących do korony brytyjskiej. Ale czasem wielka duma musi ustąpić przed wielkimi pieniędzmi.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij