[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Rajd Dakar rusza po raz 41.

Już od 41 lat na początku stycznia rusza największy, najtrudniejszy na świecie Rajd Dakar. Dla uczestników wiele dni nerwów, strachu, stresu i emocji. Gwarantuje to milionom kibiców widowisko wielkie, startującym megaadrenalinę, a prywatnym właścicielom rajdu kasę. Dużą kasę.

Kuba Przygoński w barwach Orlen Team Kuba Przygoński w barwach Orlen Team

41. Rajd Dakar czyli wielkie widowisko i wielkie pieniądze

Jazda po wertepach i pustyniach z kosmicznymi szybkościami, nieosiągalnymi dla zwykłych zjadaczy benzyny to dziwowisko niezwykłe. Przez dwa tygodnie stycznia, by oglądać gwiazdy, przed telewizorami zasiadają setki milionów ludzi. A jak jest tylu gapiów (fachowo reklamobiorców) to pojawiają się wielkie pieniądze. Bardzo wielkie. Organizator żąda pieniędzy nie tylko od uczestników (to oczywiste), ale też od wszelkich telewizji pokazujących reklamy organizatora (za które tenże już wziął pieniądze od reklamodawców!) oraz od paru lat od rządów krajów (i to grube miliony) przez które przebiega trasa.

Organizatorzy, znani od lat z rosnącej chciwości, w tym ostatnim punkcie przesadzili. Dakar z natury przebiega przez kraje, gdzie większość obszaru to niebogate tereny rolnicze, a wręcz przeciwnie - dominują pustynie, nieużytki i pustkowia. W Afryce kraje tranzytowe były za biedne, żeby płacić cokolwiek (w dodatku były to tereny dawnych kolonii francuskich, więc nie wypadało ich łupić).

Ale po przeniesieniu rajdu do Ameryki Południowej (ponieważ kraje afrykańskie zażądały kasy od organizatorów za udostępniania swojej własności, co skończyło się odwołaniem rajdu w 2008 roku i piramidalną awanturą, bo zawodnicy już stali na starcie - a byłem tam i widziałem to z bliska) organizator wpadł na pomysł wyciśnięcia z krajów tranzytowych ile się da. Początkowo Argentyna, Chile, Boliwia, Peru i Paragwaj płaciły bez szemrania. Ale różne, nie zawsze eleganckie zachowania zawodników i organizatorów (bogate jaśniepaństwo w bogatych pojazdach) spowodowały tak duży opór lokalnych społeczności, że na ten rok tylko Peru dało się namówić na udostępnienie terenu, a pozostali solidarnie zastrajkowali.

REKLAMA

REKLAMA

Trasa Rajdu Dakar w tym roku jest krótka i monotonna

Tegoroczny rajd ma więc formułę bardzo "ogryzkową" - zamiast 15-20 dni, zaledwie 10, w monotonnych, jednostajnych krajobrazach (chociaż pustynie piaszczyste w Peru są całkiem ładne), zupełnie bez dawnych etapów górskich i skalistych. Przez uczestników, reklamodawców i kibiców zostało to przyjęte źle. Rajd ma tylko 10 etapów (czyli również tylko 10 odcinków specjalnych) o marnej, najkrótszej w historii łącznej długości nieco ponad 5 tys km, w tym niecałe 3 tys km odcinków specjalnych, co uznano za niesmaczny żart urągający wielkiej legendzie tej imprezy.

Gdy 31 lat temu miałem zaszczyt bronić polskich barw polskim Starem, było oczywiste, że Dakar to co najmniej 10 tysięcy kilometrów. Ukształtowana 40 lat temu ("po wsze czasy") idea jazdy przez różne krainy i całe kontynenty, właśnie legła w gruzach. Na razie rajd mają nieść wielkie nazwiska - kierowcy z teamów, które od lat wydają niewyobrażalne miliony na przygotowania do Dakaru i z dnia na dzień takie programy bez strat trudno przerwać.

Gwiazdy Dakaru

Na szczęście wielkie legendy trudno całkiem ukatrupić, więc frekwencja w tym roku jest przyzwoita, wystarczająca, by utrzymać paru sponsorów, parę ważnych telewizji i dać organizatorowi zarobić przyzwoite parę groszy. Trochę ratuje też frekwencję krótsza trasa - im mniej kilometrów, tym koszty zawodnika, zwłaszcza paliwo i opony - są mniejsze. W podstawowej kategorii samochodów faworytem jest największy, najmocniejszy i najbogatszy zespół BMW-MINI - Xraid. Wystawiają łącznie siedem aut. Trzy najnowsze, niestety nie do końca przetestowane pod względem niezawodności MINI Buggy (z napędem tylko na 2 koła) obsadzone będą przez największe gwiazdy - Stephane Peterhansel, Carlos Sainz i Cyril Despres. Do tego cztery starsze wersje MINI All4Racing z napędem na 4 koła, z kierowcami Nani Roma, Orly Terranova, Yazeed Al Rajhi i nasz rewelacyjny i bardzo szybki Kuba Przygoński za pieniądze Orlenu - sponsora zewnętrznego.

Najsilniejszym przeciwnikiem nowych MINI Buggy będą... kierowcy MINI Buggy. Gwiazdy nie przepadają, mówiąc delikatnie, za sobą, więc nie czekając na ataki konkurentów, głównie Toyoty, mogą "pozabijać się" nawzajem. A mają w tym doświadczenie ogromne - zarówno Sainz, jak i Peterhansel i Roma mają z wielu lat bogate "portfolio" różnych nienachalnie lojalnych działań we własnym zespole i piękne kolekcje "goli samobójczych". O poważnej współpracy na trasie nie ma mowy. Po prostu nie lubią się naprawdę serdecznie. Wielcy konkurenci - VW i Peugeot dziwnymi działaniami ukatrupili swoje własne zespoły i naprawdę "silną pakę" ma tylko Toyota z dwiema wielkimi gwiazdami - Nasser Al Attiyah i Giniel de Villiers. Rajdowy emerytowany arcymistrz wszech czasów Sebastien Loeb startuje prywatnie używanym eksfabrycznym Peugeotem. Przez chwilę może być groźny szalony Amerykanin Robby Gordon, jakimś kolejnym swoim dziwnym wynalazkiem, ale on nieczęsto dojeżdża do mety.

REKLAMA

Polacy w Rajdzie Dakar

W takiej sytuacji całkiem duże, a nawet medalowe szanse i nadzieje można pokładać w naszym młodym, szybkim, ale już bardzo doświadczonym, mądrym i roztropnym Kubie Przygońskim. Nasze pozostałe stałe i sprawdzone gwiazdy nie startują. Rafał Sonik ciągle "remontuje" organizm po ciężkiej kontuzji, a Krzysztof Hołowczyc definitywnie pożegnał się z Dakarem.

W kategorii quadów mamy szybkiego, młodego Kamila Wiśniewskiego (może być miła niespodzianka), całkiem poważne szanse medalowe ma Darek Rodewald - załogant i mechanik w holenderskiej załodze de Rooya, w królewskiej wadze superciężkiej największych ciężarówek. Motocykliści Orlenu - Maciej Giemza i Adam Tomiczek na razie nie aspirują do medalowych pozycji, podobnie jak dwie bardzo sympatyczne podwójnie rodzinne załogi na czterech kółkach - Aron Domżała z Maciejem Martonem (Toyota) oraz... ojcowie obu panów Maciej Domżała z Rafałem Martonem w małym Polarisie.

Warto śledzić Rajd Dakar. Nie tylko dla uczestników, ale również dla widzów to wyśmienita lekcja rozwoju motoryzacji, ale też lekcja rozsądku, pokory i szacunku dla sił przyrody.

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij