[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Rajd Monte-Carlo Historique 2019 - oldtimery też mają swój rajd

Zwykły Rajd Monte Carlo przy nienachalnej frekwencji dojechał do mety. Teraz, tuż po nim, po starej, długiej trasie wyrusza prawdziwy, klasyczny RMC Historyczny. Tu Polacy liczą się bardzo.

Monte Carlo Historique

W zwykłym Rajdzie Monte Carlo (RMC), tym zaliczanym do mistrzostw świata, od lat startuje około dziesięciu aut WRC i trochę kolorowego, skądinąd bardzo sympatycznego, rajdowego planktonu, robiącego tło. Prastary zwyczaj, że w RMC, dla podniesienia rangi i prestiżu, do ostatniego, nocnego etapu dopuszcza się tylko 100 najlepszych aut upadł. Z powodów oczywistych, bo nawet na starcie tej poudziwnianej imprezy nie można było zebrać 100 załóg.

Starych mistrzów, którzy z krwawiącym sercem nie mogli już patrzeć na tę sztuczną agonię, bolało to bardzo. Tak 22 lata temu powstał RMC Historique. Jadą sobie osobno, tydzień po zwykłym RMC. Starzy mistrzowie, w starych legendarnych samochodach, na starej, dużo dłuższej i trudniejszej trasie, na starych zasadach regulaminowych (np. serwisowanie na trasie, a nie w wydzielonych gettach). Zainteresowanie i frekwencja są znakomite. Zgłasza się nie 60, ale często 600 (!) załóg, w historycznych pojazdach, z których organizator wybiera na ogół 330 najbardziej omszałych legendą aut i oczywiście z jak najsłynniejszymi, utytułowanymi zawodnikami za kierownicą. Auta muszą być wyłącznie dobrego pochodzenia, klasyczne, niemłode, z odpowiednią rajdową (!) historią, dostojne i szpakowate - w tym roku co najmniej 40-letnie! Klasyki nieoszpecone i niezatrute żadnymi elektronikami i komputerami.

Dziś młodzi nie mogą uwierzyć, że 40- 50-letnie samochody mają takie same jak dziś osiągi, Lancia Stratos, Porsche 911 czy Fiat 124 Abarth wykręcały na OS-ach takie same czasy, jak dzisiejsze, paskudnie plastikowe auta WRC. Dlatego RMC Historyczny to dla miłośników klasycznej motoryzacji święto wielkie i do Monte ciągną na przełomie stycznia i lutego tłumy ogromne. Przywracają temu wyjątkowemu miejscu na chwilę jego fantastyczny kosmopolityczny charakter i tłumią na te parę dni agresywny rosyjskojęzyczny gwar.

REKLAMA

REKLAMA

RMC Historique to impreza szczególna. Nie lajtowe trzy dni, ale jak onegdaj na początek uświęcony tradycją odwieczny zlot gwiaździsty z odległych 7 europejskich miast - Reims, Glasgow, Bad Homburg, Mediolanu, Aten i Monte Carlo. Przez lata na tej honorowej, nobilitującej liście była też Warszawa. Dziś wyproszona z tego towarzystwa. Zlotowicze jadą przez całą Europę na kołach (na pięknych starych 50-letnich autach nie robi to wrażenia) promując imprezę; najczęściej spotykają się u podnóża Alp w Valence i stamtąd ruszają na poważne wielodniowe ściganie po przepaścistych, ośnieżonych, oblodzonych Alpach. W tym roku ukruszono odrobinkę tę tradycję, bo spotykają się owszem w Valence, ale nie na legendarnym, pięknym Placu Marsowym lecz na peryferiach, trochę byle jak, bo spodziewany był równoczesny wiec w żółtych kamizelkach.

Rajd już ruszył. Jak zwykle ponad 300 kultowych samochodów. W zwykłym RMC od lat nie mamy nic do powiedzenia. Natomiast w "Historyku" wręcz przeciwnie. Polskie akcenty, polskie samochody i polskich kibiców widać wyraźnie. Pamiętam swój pierwszy historyczny start w 2008 roku, gdy w równym stopniu zachwycały mnie bajkowo ośnieżone Alpy, równie bajkowa atmosfera, stare rajdowe samochody, jak i właśnie ogromna ilość również polskich kibiców.

Jechałem wtedy z bardzo niemłodym Andrzejem Postawką, świetnym rajdowym konstruktorem, który do dziś nieprzerwanie w Monte startuje z synem Stanisławem, aktualnie już nie Fiatem 125p, ale lekką Zastawą 1100, a w dodatku powiększył zespół o kolejną załogę, żonę Ewę i wnuczkę Annę, które jeżdżą właśnie tym utytułowanym dużym Fiatem.

Andrzej i Staszek to w Monte absolutna elita, a ich trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej rok temu małą Zastawą, przed takimi gigantami fabrycznymi jak Lancia, Porsche, Abarth czy Renault było sensacją wielką. Rajd już jedzie, trasa jest dramatycznie ciężka (potężne opady śniegu), połowę prób na razie odwołano (utknęły pługi śnieżne), ale jak dotąd Andrzej i Staszek tą samą małą Zastawą, z tą samą zuchwałością są w pierwszej trójce. Pozostałe auta z Polski - Ewa z Anią, Jacek Miller z Maciejem Orzechowskim (Fiat X1/9) oraz Piotr i Natalia Cisowscy (Fiat 125p 1300) też jadą wyśmienicie. Warto śledzić ich alpejskie zmagania. A do mety jeszcze daleko.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij